środa, 20 sierpnia 2014

20-go 20 km poniżej 2 h

Dzisiaj pobiegłem "na" glukozie w płynie (dostępna w aptece, cena saszetki ok. 2 zł) i napoju z Biedronki (cena 0,99 zł). Kolor napoju jak ten niebieski na dole puszki ale smak lepszy niż Powerrade. (dla mnie) Trochę mocno wiało dzisiaj, podobnie jak w poniedziałek. Do samego biegu łatwiej było mi się zebrać właśnie dlatego, że miałem w świadomości, iż w poniedziałek zrobiłem 30 km zatem 20 km to pestka. Rzeczywiście biegło się całkiem dobrze, oprócz parzystych piątek, które były pod wiatr. Miałem nadzieję zrobić minutowy negative split (czyli przebiec drugą połówkę minutę szybciej, niż pierwszą) a zrobiłem tylko pół minuty. Po wprowadzeniu dzisiejszego i poniedziałkowego biegu do kalkulatora wyników, pokazuje się maraton na poziomie 4:15. Trzeba jednak pamiętać, że teraz to tylko treningi.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

30 km poniżej 3h

Nie chciało mi się dzisiaj biec tej trzydziestki ale warunki były zbyt sprzyjające, aby zrezygnować. Temperatura 16-18 stopni, słońce za chmurami, tylko wiatr trochę za silny. Ważyłem się przed biegiem i było 72 kg. W trakcie wypiłem 0,5 l. Powerrade oraz 3 saszetki glukozy, zatem ok. 0,55 kg. Trzeba by jeszcze odjąć wagę aparatu. Wychodzi, iż straciłem ok. 3 kg na tych 30 km. Na pierwszej dziesiątce "urwałem" 1,5 minuty na drugiej prawie minutę a na trzeciej straciłem prawie pół minuty, razem wyszło 2:57:58 - całkiem przyzwoity czas jak na pierwszą trzydziestkę w tym roku. Myślę, że w sierpniu powinienem jeszcze raz zrobić trzydziestkę a we wrześniu jeszcze dwie trzydziestki piątki. Waga też najlepiej gdyby zeszła do poziomu 66 kg ale przed biegiem.

niedziela, 17 sierpnia 2014

46. Lato na Pałukach


Podobno to 46 raz odbywał się ten turniej. Nie było może dużo zawodników ale ... trzeba przyznać, że miał mocną obsadę. Na starcie oceniłem swoje szanse na 5 pkt. (z 9). Ostatecznie zdobyłem 5,5 pkt. szybko remisując ostatnią partię z juniorką, aby zdążyć na 16-ą do domu, co wcale nie znaczy że miałbym z nią łatwą przeprawę ale nawet zwycięstwo chyba nic by mi nie dało, zatem ... Wzbudziłem lekką sensację prowadząc zapis ale chciałem coś zostawić, coś wynieść z tego turnieju. Na zrzucie pozycja z partii z Przemkiem Sydowem. Mogę się mylić co do swojego króla (może był na g2). Do tego momentu prowadziłem zapis i w tym miejscu nie znalazłem właściwej kontynuacji. Taką właściwą było zagranie skoczkiem na g3 i utrzymywanie napięcia. Ja zagrałem pionem na f6,  z późniejszym wejściem na e7, gdzie jeszcze po drodze zrobiłem nieprawidłowe posunięcie i Przemek dostał 2 minuty ... i wtedy już całkiem nie było co grać (bo by mnie ograł na czas). Przy czym analiza komputerowa pokazywała, że wcześniej cały czas pozycja była mniej więcej równa (a ja myślałem, że nawet mam przewagę ale jej wcale nie było). Wcześniej tylko nie zauważyłem, że było raz możliwe pionem pchnąć na b4 i musiał skoczkiem cofnąć się na d7 i zasłoniłby wieżę i może miałbym piona na d6 (o ile mój król stałby na g2, ale chyba tam stał). Ta partia była właściwie dla mnie decydująca, bo wyjaśniała kto zwycięży w klasyfikacji powiatu wągrowieckiego. Dość gładko poszło mi z Krzysztofem Okoniewskim, gdzie intuicyjnie zostawiłem pułapkę na widełki hetmanem i na szczęście Krzystof dał się na to złapać. Dużo szczęścia miałem z zawodnikami z Rogoźna. W drugiej rundzie Henryk Abraham właściwie miał wygraną, bo nie zauważyłem jednego jego wtrącenia ale ... podstawił hetmana (bo ja gram do końca). Natomiast w partii z Alfredem Grupą graliśmy partię włoską i (muszę w końcu sprawdzić ten wariant) gdy miałem 2 piony mniej, zrobiłem atak na skrzydle królewskim, popchnął nie tego piona co powinien, zbiłem gońcem i nie mógł odbić, bo dostałby śmiertelny atak a później to ja miałem przestrzeń i moje figurki grały, odrobiłem drugiego piona i miałem inicjatywę i wygrałem. Weronika Sydow gra już naprawdę dobrze ale ... grało mi się z nią wyjątkowo spokojnie. Niby było równo ale wiedziałem, że przechodzę do lepszej końcówki i właściwie niewiele mogła zrobić, chociaż wielkich błędów nie zrobiła. Natomiast pierwszą partię grałem z Winicjuszem Fengierem i ... było dobrze ale w końcowej fazie gry środkowej znów pojawiły się niedokładności i przegrałem ale jeszcze tę partię muszę przeanalizować. Szkoda, że była jako pierwsza (tak bez rozgrzewki) ale to świadczy że byłem rozstawiony w drugiej połówce stawki ... a skończyłem chyba gdzieś ok. dziesiątego miejsca.
Wyników na CA nie ma, ale dzisiaj (w poniedziałek) dotarł e-mail z wynikami (w .doc) i kilka zdjęć, to już postęp "Lata na Pałukach". Okazuje się, że zająłem 8-e miejsce a gdybym wygrał byłbym piąty, bo miałem lepsze wartościowanie od Andrzeja Belki. Zatem przy tej stawce zawodników wcale nie było tak źle. Wyprzedziłem nawet Marka Olszewskiego, aktualnego wicemistrza województwa kujawsko-pomorskiego, wyprzedziłem Lecha Schneidera.


czwartek, 14 sierpnia 2014

No to ... "po ptokach" :)

Polska na pierwszym stole ... w ostatniej rundzie ... Właściwie każdy wynik jest dobry :) Wygrana wiadomo - wręcz sensacja godna wzmiankowania w głównych serwisach sportowych. Miejsce byłoby na pewno świetne. Przy nieprawdopodobnych zbiegach okoliczności, nawet brąz. Remis ... z Chinami, to też byłby znakomity wynik i daleko by nas nie zepchnął w klasyfikacji. Przegraną można przełknąć, pod warunkiem ... gry z pełnym zaangażowaniem i wolą walki a nie wyjściem z założeniem na remis i jeszcze nie utrzymanie tego remisu.
_______________________________________________
To co wyżej było przed g. 11-ą :)
Teraz jest ... "po ptokach" :)
Trochę żal medalu JKD na 3 szachownicy (gdyby nie zagrał, to by miał) ale ... walczył dla drużyny i to się liczy! (nie stchórzył!) Ostatecznie 15 miejsce (takie jak numer startowy - rozstawienie), czyli zrobili tylko "swoje" i to dzięki JKD.________
Panie wygrały z Azerbejdżanem 3,5:0,5 ... ale nie można było przegrać z Gruzją ....
7-e miejsce ... to trochę mało.

środa, 13 sierpnia 2014

Drewno kominkowe

Już 4 lub 5 raz kupiłem drewno w firmie z Gorzewa. Cena - 190 zł / mp , 8mp kosztowało mnie 1520 zł. W tym roku dość grube, to dobrze. Po zrzuceniu z samochodu wydaje się, że jest tego naprawdę dużo, ale po ułożeniu już tak nie jest. W czasie ostatniej zimy spaliłem właśnie mniej więcej tyle drewna. 

20 km na piwie i czekoladzie

Dzisiaj musiałem zrobić 20 km, bo już w sobotę sobie odpuściłem. Krótka statystyka: waga rano 72,5 kg, po toalecie 72 kg. W trakcie biegu zjadłem dwie kostki czekolady i wypiłem szklankę piwa. Po biegu wypiłem resztę piwa, waga 70,3 kg. Zakładając, że puszka piwa to 0,5 kg straciłem w trakcie biegu 2,2 kg. Tempo było właściwie ... maratońskie. Co prawda była minuta za dużo ale było słońce i wiatr, zatem można uznać, iż ok. Przy dwudziestce wolałem już posmarować się we wrażliwych miejscach wazeliną i zabezpieczyć plastrami sutki. Generalnie czuję się ok. Teoretycznie w sobotę powinienem spróbować z 30 km a przynajmniej powtórzyć 20 km, ewentualnie zrobić 30 km do niedzieli. Za chwilę powinno dojechać drewno kominkowe zatem będzie trochę roboty i trochę kalorii jeszcze stracę. Cena metra przestrzennego w tym roku nadal 190 zł. Składy na jutrzejszy mecz nadal nie są podane ...


wtorek, 12 sierpnia 2014

Poland! ...?

Przy oglądaniu transmisji na chess24.com "leci" komentarz arcymistrzów/mistrzów (komentatorów). Dzisiaj było słychać "Poland" :) Nasi panowie wygrali dzisiaj z Bułgarią 2,5:1,5. Już po godzinie gry było widać przewagę naszych. Bardzo ładnie zagrał dzisiaj Grzegorz Gajewski, uzyskał przewagę i ją trzymał. JKD miał ... apogeum(?), rozniósł przeciwnika. Mateusz Bartel ... przez pewien czas miałem nadzieję, że wygra. Zremisował ale ten remis wystarczył do zwycięstwa całej drużyny. Radosław Wojtaszek miał za przeciwnika Veselina Topałowa i niestety poległ. Poległy również panie w spotkaniu z Gruzją 1:3 ... szkoda, koniec marzeń o podium. Na FB wyczytałem, że to ostatnia partia JKD (ze względu na medal indywidualny na szachownicy). Gdy wyjeżdżałem na wieczorną przejażdżkę rowerową zastanawiałem się, czy to dobry pomysł? Gdyby zagrał, to ... dużo ryzykuje indywidualnie ale bez niego ... nie widzę szans dla polskiej drużyny w ostatniej rundzie. Jeszcze nie ma kojarzeń (bo jeszcze kilka partii się toczy) ale z kimkolwiek nas skojarzą, jeśli JKD nie zagra, ... to przegramy. (takie mam zdanie na ten temat)
Magnus Carlsen przegrał kolejną partię, tym razem z Ivanem Saricem (Chorwacja).
-
Za dwa miesiące Maraton Poznański. Jutro zaplanowane ma 20 km do przebiegnięcia. Zbijanie wagi idzie opornie (bardzo). Mam nadzieję, że może tłuszcz zamienia się tkankę mięśniową :)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Barowy poniedziałek

Cóż może być po "czarnej niedzieli"? Jeszcze gorszy poniedziałek? Nie biegałem w sobotę (jeździłem rowerem), nie biegałem w niedzielę, bo niedziela. W nocy trochę padało, rano było pochmurno, czyli teoretycznie ... dobrze, ale tak mi się nie chciało. W końcu zmusiłem się ale pobiegłem naprawdę wolno, za to 14 km. Zastanawiałem się jak tam dzisiaj zagrają nasi i doszedłem do wniosku, że ... muszą wygrać. Panie z Mongolią, panowie ze Szwajcarią. Nawet nie mam zamiaru za bardzo śledzić tych meczy, daję sobie czas na inne sprawy. 
Wracając z biegu spotkałem jeszcze listonosza i dostałem pamiątkę z nadmorskiej wyprawy do Darłówka. Z zagłębia fotoradarowego od Straży Gminnej w Człuchowie. Miałem nawet o tym zrobić wpis ale chyba szkoda czasu i nerwów.
Wieczorem jeszcze tylko podsumuję 9 rundę. Obstawiam w obu meczach 3:1 dla Polski i to jest wersja minimalistyczna :)
________
g. 21-a
Na szczęście dwa mecze wygrane. Panie 2,5:1,5, panowie 3,5:0,5. O ile panowie szybko przejęli inicjatywę i zwycięstwo było kwestią czasu, to z paniami było ... różnie. Już poważnie się martwiłem o ich wynik. Marta Bartel w końcówce wypuściła zwycięstwo ale to nie było takie łatwe wygrać tę końcówkę. W innych żeńskich partiach oj też się działo. Mateusz Bartel zdobył szybko przewagę ale ... mógł partię wygrać chyba bardziej "artystycznie", gdy był przełomowy moment to grał szybko a chyba można było pomyśleć i jeszcze bardziej przycisnąć ... ale ok jego sprawa, ważne że wygrał.
Jesteśmy na 14 i na 7 miejscu. Jutro - panie z Gruzją, panowie z Bułgarią. Hmmm... trzeba wygrać, przynajmniej minimalnie.  

niedziela, 10 sierpnia 2014

Czarna niedziela

Po pierwszej godzinie nie było źle, po drugiej też jeszcze nie ... ale skończyło się kiepsko. Przegrana z Francją panów 1,5:2,5. Przegrał tylko Grzegorz Gajewski, który o dziwo najszybciej osiągnął największą przewagę w swoje partii. Liczyłem, że jeszcze może przeciwnik zrobi jeszcze jakiś błąd i będzie, oczekiwany przeze mnie remis, ale błędu nie było i remisu też. Panie dostały od Chinek szkołę 1:3 ale tego się spodziewałem. Cóż trzeba mieć nadzieję, że jutro będzie lepiej.

sobota, 9 sierpnia 2014

JKD - prze naprzód! Bartosz Soćko ... miał szczęście

Początkowo obserwowałem transmisję na iPadzie i nawet zrobiłem zrzut, gdy w meczu panów na wszystkich szachownicach była lekka przewaga białych, czyli zanosiło się na 2:2. Później zobaczyłem, że JKD zdobywa piona i byłem przekonany, że wyciśnie do końca tego piona i to zrobił a reszta drużyny niech już tylko zremisuje, to będzie zwycięstwo. Jednak w pewnym momencie Bartosz Soćko zagrał tak pasywnie, że przeciwnik miał już wygraną pozycję (tak pokazywał komputer) ... ale grają tylko ludzie. Przeciwnik nie wykorzystał szansy i to wręcz Bartosz Soćko przejął inicjatywę i ... niewiele brakowało a wygrałby. Grzegorz Gajewski miał piona mniej ale rzeczywiście tak zablokował pozycje, że tylko remis mógł z tego być. Radosław Wojtaszek wygrał ... i dobrze. Nie spodziewałem się wyniku 3:1 dla Polski. Kto wie ... może nastąpi przełamanie. Z niespodzianek ... Czechy pokonały Rosję! Najditsch pokonał Carlsena! (a zapowiadało się odwrotnie)
Nasze Panie ... chyba szczęśliwie zremisowały z Francją ... bo już myślałem, że po nich.
Generalnie Polska wyszła dobrze, bo mogło być dzisiaj dużo gorzej.
______
Miałem dzisiaj przebiec przynajmniej 20 km ... ale bałem się o kolano i zamiast tego przejechałem 30 km rowerem (ale na raty).

piątek, 8 sierpnia 2014

Jan Krzysztof Duda - WIELKI :)

To było ... prawdziwe arcymistrzostwo ... transmisja mi się zacinała, nawet jak się nie zacinała ... to musiałem odchodzić od monitora. Emocje miałem większe niż w większości własnych partii. To było "szaleństwo" ... ale wierzyłem do końca, że MU się uda i MU się udało! Naprawdę jestem pełen podziwu! Znalazł plan i ... go zrealizował, chociaż przeciwnik mógł to zremisować a nawet wygrać ale to musiałby być MC lub komputer. BRAWO!!!
Panie wygrały z Holandią 3:1, dobry dzień!

czwartek, 7 sierpnia 2014

Przerwa w Norwegii

Na Olimpiadzie w Tromsø dzień przerwy w rozgrywkach. Wczoraj Polki wygrały z Kazachstanem (3:1) a Polacy z Emiratami Arabskimi (4:0) (tzn. z drużynami z tych krajów). Tak się złożyło, że i tak cały dzień mnie nie było w domu, pojechałem do Poznania z rodzinką wydawać pieniądze. Jednak jakoś byłem spokojny o wyniki tych meczów. Z ciekawostek - Armenia ograła Norwegię, Rosja zremisowała z Bułgarią, Kuba pokonała Izrael. Kolejnym przeciwnikiem Polaków będzie Peru (jest szansa na wygraną) a Polek Holandia (też jest szansa).
Od początku sierpnia przez wszystkie media przewija się motyw "wojny jabłkowej" Polski z Rosją, w związku z konfliktem na Ukrainie. Polacy zachęcają do jedzenia jabłek, Rosjanie się z tego "nabijają".
Ja się cieszę jednym jedynym jabłuszkiem, które się ostało na moich drzewkach posadzonych na działce. Było tych owoców dużo więcej ale gdy były przymrozki, to wszystkie opadły i zostało to jedno jabłuszko. Od czasu do czasu podlewam specjalnie to drzewko, żeby z suszy nie spadło. Jabłuszko nie jest może specjalnie piękne ale ... dla mnie nabiera coraz większej wartości.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Porażka z Norwegią ...

Wszyscy kibice szachowi w Polsce czekali na ten pojedynek najlepszego obecnie Polaka z Mistrzem Świata. Ja też. Teoretycznie to czarne miały lekką przewagę (zdaniem komputera) ale tylko lekką. Na FB napisałem, że gdy poszedłem do kuchni obierać ziemniaki było ok a gdy wróciłem już MC znalazł dobrą kontynuację. Mogę się tylko pocieszyć, że Magnus Carlsen zagrał wariant zamknięty w obronie sycylijskiej. Trochę inaczej poszło, niż w mojej partii z J.Kukorowskim w Szubinie ale ... mogę się cieszyć, że ten debiut nie jest zły, skoro nawet MC go grywa :) 
Ostatecznie Polska przegrała z Norwegią 1,5:2,5 na szczęście panie wygrały z Bułgarią 2,5:1,5. Jest ciekawie ... ale ile czasu to trwa? (w porównaniu do innych dyscyplin)

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Na Olimpiadzie ... remis z Kubą i Filipinami


Do tej pory oglądałem relacje na chessbomb.com, dzisiaj spróbowałem na https://chess24.com/en/olympiad2014 i zostałem mile zaskoczony - super! Trzecia runda, to już nie przelewki. Drużyna Kuby ma podobny ranking do naszej reprezentacji. Zatem najbardziej prawdopodobny wynik ... to remis. Gdybyśmy wygrali, ... to miałbym nadzieję na miejsce w pierwszej dziesiątce. Wynik 2:2 jest (dla mnie) sygnałem, że Polska ... "jak zwykle" wyląduje w drugiej dziesiątce. Oczywiście to wcale nie jest zły wynik ... ale chciałoby się zobaczyć Polskę walczącą o podium.
Kobiety (gdy to piszę) jeszcze grają ale wszystko wskazuje na to, że będzie TYLKO remis a powinny wygrać ... ale kobiety jeszcze powalczą o medal (takie są moje prognozy).

sobota, 2 sierpnia 2014

Polska cała naprzód, Lilly w opałach

Olimpiada Szachowa wystartowała. Polskie drużyny, obie wygrały do zera ale nie bez małych emocji. Szczepkowska-Horowska np. wygrała chyba jako pierwsza ale tak naprawdę, to miała przez pewien czas słabszą partię. J.K. Duda też miał dużo szczęścia, chociaż lekką przewagę miał cały czas. Z ciekawości obserwowałem również partię WGM Elizabeth Paehtz w meczu z Albanią i ... zrobiła przynajmniej dwa duże błędy, które mogły ją dużo kosztować ale przeciwniczka nie umiała znaleźć drogi do realizacji przewagi. Zresztą akurat na tej szachownicy, to jakieś "cuda" się działy. Spędziłem na kibicowaniu prawie 4 godziny, rezygnując z malowania pergoli. Fajnie się tak patrzy "z boku" i jeszcze widząc podpowiedzi komputera. Jednak cały czas próbuję coś tam ... zapamiętać np. z partii Mateusza Bartla, jak realizować przewagę piona, chociaż on też robił niedokładności ale rozumiałem przynajmniej jego sposób myślenia.

piątek, 1 sierpnia 2014

Ecco Biom A - 3000 km

Nieprzypadkowo wczoraj przebiegłem właśnie 24 km. Właśnie tyle brakowało do ... przekroczenia dystansu 3000 km. Ten model ("A") teoretycznie przeznaczony jest dla szybkich biegaczy, takich którzy dystans 1 km pokonują w 4 minuty lub szybciej. Mi tylko raz udało się przebiec w nich kilometr w 4 minuty (w Niemczech). Przeważnie biegam w tempie ok. 5,5 minuty/km. Gdy je kupowałem to Ecco sugerowało, aby przez miesiąc uczyć się w nich biegać (naprawdę). Od samego początku "pasowały" mi te buty - właśnie dlatego, że nie mają żadnych systemów amortyzacji. Wolę zdać się na amortyzację moich stóp. Myślę że powinny wytrzymać jeszcze tysiąc a może dwa tysiące kilometrów. Widać, że podeszwa jest już zużyta ale wcale mi to nie przeszkadza tzn. moje stopy są nadal chronione przed kamieniami, szkłami itp. i to mi wystarcza. Nawet sznurowadła się trzymają. Praktycznie 99% moich biegów, to biegi po asfalcie. Gdy zaczynałem przygodę z bieganiem, to czytałem iż właśnie twarde powierzchnie (asfalt, beton) są przyczynami kontuzji biegaczy. Po kilku latach biegania nabieram przekonaniu, że to właśnie producenci obuwia biegowego i "ich systemy amortyzacji" są przyczynami większości kłopotów "kolanowych". 
Więcej fotek (dla zainteresowanych) :-)
_____
27.05.2016'
Te same buty po 5000 km http://szachyibiegi.blogspot.com/2016/05/ecco-biom-5000-km.html

czwartek, 31 lipca 2014

24 km w 2:24

Korzystając z dużego zachmurzenia postanowiłem sobie wreszcie przebiec dłuższy kawałek. Pierwsza dyszka prawie godzina (kilkadziesiąt sekund urwałem) druga dyszka praktycznie godzinka bez kilku sekund. Teraz wydawało się, że te cztery ostatnie kilometry to tylko formalność ... ale właśnie ostatni, dwudziesty czwarty kilometr okazał się krytyczny i na nim zgubiłem prawie całą dotychczasową nadwyżkę, czyli dystans był dobrany naprawdę na miarę. Słońce było co prawda za chmurami ale ciepło było i bardzo duża wilgotność powietrza, przez 17 i 18 km wręcz mżyło. 

Młodzi wągrowieccy szachiści w Lüneburgu

W dniach od 25-go do 28-go lipca grupa w składzie: Wiktoria Marglarczyk, Jakub Wojtych, Dawid Wlizło, Kamil Sikorski oraz Jakub Haja; przebywała w Lüneburgu (niemiecki powiat partnerski Powiatu Wągrowieckiego). Opiekunem grupy był nauczyciel ZS w Wapnie, instruktor i sędzia szachowy - Jacek Haja. Kierowcą samochodu udostępnionego przez Starostwo Wągrowieckie był Krzysztof Stachowski. Było to już czwarte spotkanie młodych szachistów z Polski i Niemiec, tym razem w Niemczech. Podróż trwała ponad osiem godzin. Zaraz po przyjeździe odbyła się krótka lekcja szachowa, którą poprowadził niemiecki trener Gert Rabeler. Wzięli w niej udział również niemieccy młodzi szachiści. Po lekcji była wspólna konsumpcja pizzy. Następnie uczniowie udali się do rodzin, które miały ich gościć - państwa: Hommer, Rothenberg, Neumann oraz Quassier. Po rozpakowaniu bagażów jeszcze raz wszyscy spotkali się na szkolnym festynie, gdzie uczniowie miejscowego gimnazjum prezentowali swoje talenty artystyczne. W sobotę, po śniadaniu rozpoczął się najważniejszy punkt programu tj. "Szachowy Turniej Przyjaźni". Turniej rozgrywany był systemem szwajcarskim, na dystansie siedmiu rund, z czasem 15 minut na zawodnika. Sędzią turnieju był Jacek Haja, którego strona niemiecka specjalnie poprosiła o zabranie komputera z programem do sędziowania tego turnieju. Polski program (Chessarbiter 2010) już w 2012 r. wzbudził duże zainteresowanie niemieckich zawodników, którzy widocznie nie posiadają tego typu programu. Ostatecznie wystartowało 16 zawodniczek i zawodników, w tym czterech dorosłych, którzy nie byli normalnie klasyfikowani. Od początku fantastycznie wystartował ośmioletni, najmłodszy - Jerremy Hommer - wielka nadzieja lüneburskiego klubu. Wygrywał partię za partią. Po czterech rundach nastąpiła przerwa obiadowa i wszyscy udali się do urokliwej restauracji nad brzegiem rzeki. Gdy już wszyscy się posilili, nastąpiła druga, decydująca część turnieju. Gra była bardzo zacięta, było trochę miejscowych kibiców, którzy dopingowali wszystkich zawodników i zainteresowaniem obserwowali międzynarodowe rozgrywki. Po szóstej rundzie 8-letni Jerremy zapewnił sobie zwycięstwo, ponieważ miał już półtora punkta przewagi nad następnym zawodnikiem. W ostatniej rundzie tylko Jacek Haja pokonał młodego mistrza. Ostatecznie - 1. miejce zajął Jerremy Hommer (Lüneburg, 6 pkt.); 2. miejsce - Nina Rothenberg (Lüneburg, 4,5 pkt.) dopiero na 3. miejscu polski zawodnik Jakub Haja (4,5 pkt.). Dalsze miejsca, to prawdziwy przekładaniec polsko-niemiecki. Tym razem strona niemiecka mogła poczuć smak zwycięstwa ale trzeba pamiętać, iż wągrowiecka drużyna została wyraźnie osłabiona przez brak sióstr Weroniki i Anity Sydow. Wszyscy uczestnicy turnieju otrzymali dyplomy z rąk Lothara Quassiera, lidera SC Turm Lüneburg a za pierwsze trzy miejsca były jeszcze dodatkowo puchary. Po turnieju zawodnicy udali się do Muzeum Fürstenturm. Chwilowo muzeum  jest w przebudowie i nie jest dostępne dla zwiedzających ale Pani Krista Krüger - szefowa fundacji odpowiedzialnej w lüneburskim starostwie za współpracę polsko-niemiecką załatwiła wyjątkowy seans. Muzeum ma swoich zbiorach wiele eksponatów, o które zabiegają nawet wielkie muzea z Berlina i Hamburga. Mogliśmy zobaczyć nawet zbiory, które normalnie raczej nie będą udostępniane i są dostępne tylko dla profesjonalnych archeologów. Po zwiedzaniu muzeum wszyscy udali się do swoich kwater a następnie brali udział w ulicznych festynach, gdzie wielu z nich uczestniczyło w różnych, spontanicznych konkursach i przy okazji zdobyli wiele drobnych upominków. Następnego dnia, po niedzielnym śniadaniu, wągrowieccy i lüneburscy szachiści udali się pociągiem na zwiedzanie Hamburga. Na początek była podróż "tramwajem wodnym" (dwupoziomowym statkiem, który może zabrać nawet 250 pasażerów) po ogromnym basenie portowym, który jest drugim co do wielkości portem europejskim. Później było zwiedzanie ogromnego statku-muzeum Cap San Diego, który dawniej służył do podróży transatlantyckich. Naszym przewodnikiem po Hamburgu i po statku Cap San Diego był: zapalony turysta, ekspert techniczny posiadający wiele certyfikatów inżynierskich a jednocześnie szachista (i prywatnie sąsiad Lothara Quassiera) Pan Olaf Carmen. W programie wycieczki nie mogło oczywiście zabraknąć wizyty w Mac Donaldzie. Po powrocie z Hamburga młodzi szachiści spędzili jeszcze kilka godzin na wspólnych zabawach. Gdy brakowało umiejętności językowych, młodzi ludzie radzili sobie np. korzystając i inteligentnych translatorów, które potrafią wysłuchać tekstu w dowolnym języku i powiedzą go następnie również w dowolnym języku. W poniedziałek śniadanie było trochę wcześniej niż zwykle, ponieważ uczniowie niemieccy mieli jeszcze normalne lekcje. Dla nich wakacje zaczynają się dopiero 31 lipca (w tym roku). Po śniadaniu i pożegnaniu rozpoczęła się, znów ośmiogodzinna podróż powrotna, która mimo trzykrotnego przejazdu przez strefy gwałtownych opadów zakończyła się szczęśliwym dotarciem do celu. 
Na koniec jeszcze kilka spostrzeżeń opiekuna wągrowieckich (z Wapna i Damasławka) zawodników. Oczywiście bez wsparcia starostwa trudno sobie wyobrazić taką daleką podróż zagraniczną. Moim zdaniem, to właśnie stronie niemieckiej bardziej zależy na podtrzymywaniu kontaktów szachowycha dokładniej, to rodzicom niemieckich szachistów. Nie znam dokładnych szczegółów finansowania ale zwraca uwagę fakt, iż w odróżnieniu do roku ubiegłego pobyt dzieci odbywał się u rodzin i na ich koszt. Pamiętajmy, że przy okazji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej, wiele razy podkreślana była praca z młodymi zawodnikami już od samego początku tj. od dzieciństwa. Podobno właśnie takie postawienie na młodzież dało zwycięstwo Niemcom. Teraz spójrzmy na wyniki tego lüneburskiego turnieju. To właśnie rodziny dzieci, które wygrały, były najmocniej zaangażowane w organizację tego szachowego spotkania. Oczywiście turniej mogło wygrać zupełnie inne dziecko ale tak się nie stało. Dzieci, które wygrały z pewnością będą miały motywację do jeszcze większego zaangażowania się. Zresztą nawet dzieci, które zajęły dalsze miejsca, wypowiadały się, iż teraz muszą się bardziej przyłożyć do zajęć szachowych. Z pewną obawą podchodziłem do "rozbicia" grupy. Jednak jeśli mamy do czynienia z odpowiedzialnymi rodzinami (a nie przypadkowymi), to dzieci mogą naprawdę wiele skorzystać poznając obcą kulturę i język. Takie rozbicie grupy pozwoliło również uniknąć zmory grupowych wyjazdów, gdzie nocą często dochodzi do głosu towarzystwo o niezbyt poważnych pomysłach a opiekunowie takich dużych grup nie mogą "spać spokojnie". Zatem osobiście uznaję ten wyjazd za bardzo udany.

Jacek Haja
______
Tekst powyżej przygotowałem na potrzeby starostwa. Wykorzystana została większa część, opuszczony został końcowy fragment (od "Na koniec ..."). Właściwie jest to zrozumiałe - co ich obchodzą moje spostrzeżenia.
Na wszelki wypadek jeszcze linki:
fotki z Luneburga - link
wpis na FB Starostwa - link
artykuł na stronie Starostwa - link

środa, 23 lipca 2014

Sezon ogórkowy

Wkrótce półmetek wakacji. Po turnieju w Szubinie, mój wpis o pięknej partii miał wyjątkowo dużo odwiedzin, zwłaszcza po podlinkowaniu przez Jacka Kukorowskiego. W piątek wyjazd do Luneburga z młodymi szachistami (Wiktoria Marglarczyk, Kamil Sikorski, Jakub Wojtych, Dawid Wlizło, Jakub Haja). 


25.07.14 
17.00 Spotkanie w IWK (Klub szachowy) w Lüneburgu
Am Schwalbenberg 18
Poczęstunek
Prelekcja na temat problemów w szachach – Pan Rabeler
18.30 Przyjazd rodzin goszczących, przejazd do rodzin
Kolacja u rodzin

26.07.14 
09.00 Śniadanie u rodzin
09.30 IWK – turniej szachowy
12.30 Obiad w Chinesen Blümchensaal
16.00 Fürstentum-Museum, Pani Dr. Düselder
Spacer po mieście
Kolacja u rodzin

27.07.14 
09.30 Śniadanie u rodzin
10.00 Basen otwarty Hagen
Obiad: Pizza
Przejazd do Hamburga pociągiem
Zwiedzanie Hamburga

28.07.14 
09.00 Śniadanie u rodzin, powrót


Zapisałem sobie program (gdybym kiedyś szukał).
___
Wyjazd zbiega się z XII Memoriałem Angeliki Jach, czyli na konie sobie nie popatrzę. Co ciekawe - ponieważ miałem jeden wpis poświęcony Memoriałowi, to zdarzają się wizyty na moim blogu związane z tą imprezą.

sobota, 19 lipca 2014

Piękna partia na koniec turnieju

Jechałem, aby zagrać ładną partię ... i się udało. Zaraz po przyjeździe na parking spotkałem ojca mojego przeciwnika rozmawiającego z Krzysztofem Żołnierowiczem. Zażartował, że trzeba by mi rękę lub nogę złamać. To bardzo miła rodzinka szachowa, nie zauważyłem aby ojciec grał ale wozi swoich synów na wiele turniejów. Bywają również regularnie w Wapnie. Minęła godzina 10-a a mojego przeciwnika nie ma (z 5 minut czekałem). W tym przypadku jest to trochę wkurzające. Podobnie było wczoraj. W końcu przyszedł. Zagraliśmy wariant zamknięty obrony sycylijskiej. Nikt nie chciał ryzykować taktycznych zagrywek. Zatem przeszliśmy do gry manewrowo pozycyjnej. Doszedłem do wniosku, że mam więcej przestrzeni (2 piony na połowie przeciwnika) i będę starał się to wykorzystać. Komputer w tym miejscu pokazywał minimalną moją przewagę. Po wymianie hetmanów, przeszedłem gońcem na c3 i wiedziałem, że to "musi się trzymać". Dalszy plan zależał od gry czarnych ale wiedziałem, że moje wieże będą bardziej mobilne i szybciej przemieszczą się na odpowiednie skrzydło. Poszedłem królem do centrum i zacząłem atak po liniach "g" i "h". Wymieniliśmy jeszcze po jednej wieży i został jego słaby pion na f7 i to właśnie jego zdobywając poczułem szansę zwycięstwa. Jednak Jan Kukorowski nie odpuszczał i cały czas nie pozwolił sobie na jakieś grubsze niedopatrzenie. Wszystko widział, tylko niezbyt wiele mógł zrobić. Z mojej strony była to naprawdę piękna partia, z której jestem dumny. Żadnych fajerwerków nie szło zrobić, tylko systematyczne "wyciskanie". Co jakiś czas proponował remis ale nie przyjmowałem. Pilnowałem przy tym, aby zbyt długo nie myśleć. Moja partia skończyła się jako przedostatnia, wykonaliśmy prawie 70 posunięć. Niestety chyba zostawiłem blankiet zapisu w Szubinie. Próbowałem odtworzyć zapis na iPadzie i coś tam końcówce mi nie pasuje, chociaż kluczowe pozycje pamiętam. Ostatecznie zdobyłem 3 punkty i zająłem 7 miejsce, wynik rankingowy 1884 ale ELO niestety znów w dół. To przez juniorów, którzy mają strasznie niskie Elo ale grają, "że hej". Mój przeciwnik spokojnie gra na poziomie jedynki. Zresztą w tym turnieju wyprzedzili mnie tylko IM, I+ i I. Tak jak się spodziewałem wygrał Mateusz Budnik (zresztą właśnie dzięki mojemu zwycięstwu). Natomiast Mikołaj Włoch przegrał z Piotrem Szybowiczem (gdyby wygrał, to pewnie byłby drugi). Piotr Szybowicz obiecał zdjęcia ale ... kiedy będą, to niewiadomo. Podsumowując - zrobiłem tylko "swoje", gdybym wczorajsze dwie porażki jednak zremisował (a niewiele brakowało), to byłoby 4 punkty i zapewne podium i to byłby sukces.
Wbrew niskim rankingom zawodników turniej był naprawdę mocny, to byli przeważnie naprawdę dobrze zapowiadający się juniorzy. Zrobiłem tylko 2 niedokładności a oni natychmiast potrafili, to bezlitośnie wykorzystać. Trochę żal mi mojego ostatniego przeciwnika ... ale on podobno i tak zrobił w tym roku ogromny skok rankingowy na niedawnym turnieju w Kowalewie Pomorskim (sprawdziłem - uzyskał tam ranking 1990).
___
Na zakończenie dnia jeszcze pobiegłem sobie dyszkę w spokojnym tempie, ze względu na upał.
___
Dzięki uprzejmości p. Jacka Kukorowskiego otrzymałem cały zapis  wczorajszej partii :) Teraz już normalnie mogłem analizować partię i np. mogę być dumny z wtrąconego posunięcia 16. a5 - mój Sigma Chess wcale go nie sugerował, przed tym posunięciem program wskazywał przewagę czarnych a już po tym posunięciu pokazywał jeszcze większą ale już białych.


piątek, 18 lipca 2014

Juniorzy mnie gromią :)

Tak jak się spodziewałem wczoraj ... za łatwo poszło. Dzisiaj pierwsza partia z juniorem Mateuszem Budnikiem (w wieku Maksa) na pierwszym stoliku. Spóźnił się około 10 minut, to już mnie wyprowadziło trochę z równowagi, nie lubię takich "numerów". Zagrał obronę sycylijską i nawet udało mu się uzyskać lekką przewagę ale cały czas kontrolowałem sytuację a nawet znalazłem taką kontynuację, że przy analizie komputerowej pokazywało pełną równowagę. Jednak to mój czas topniał i topniał, ostatecznie zrobiłem jedną małą niedokładność ... i to wystarczyło. Straciłem piona i miałem do wyboru odbić go ale mieć poważne kłopoty lub wymieniać i grać bez piona. Wybrałem wymianę, niestety on miał gońca a ja oddalonego skoczka. Żeby było śmieszniej przegrałem na czas. Druga partia z Mikołajem Włochem rocznik 2002, wielka nadzieja Pawła Jarocha i rzeczywiście grał szybko i dokładnie. Szukałem, szukałem i znów przy małym czasie niedokładność (przy dokładności komputer pokazywał nawet moją przewagę), dopuściłem do straty jakości a kilka ruchów wcześniej już myślałem, że to ja ją zdobędę. Ostatecznie tragiczny rezultat dnia - dwie porażki.  Jednak sam poziom do czasu niedokładności uważam za całkiem przyzwoity, dlatego nie jestem aż tak załamany. Możliwe jest jeśli obaj jutro wygrają, że jeden zajmie pierwsze a drugi - drugie miejsce. Moim jutrzejszym przeciwnikiem będzie Jan Kukorowski - znów junior, dwunastolatek i to naprawdę zdolny. Lekko nie będzie, bo widziałem jedną jego partię. Dzisiaj zostałem dłużej obserwując mecz na pierwszej desce, gdzie Mateusz Budnik walczył z Piotrem Szybowiczem. Piotr miał piona przewagi ale skoczka a Mateusz gońca. Wydawało się, że Piotr powinien to wygrać, bo znalazł plan jak zdobyć drugiego piona. Jednak Mateuszowi udało się znaleźć plan jak wybronić tę końcówkę i wybronił. Dzisiaj poczułem piękno szachów granych z żywym przeciwnikiem, to rzeczywiście dużo daje. Gdybym raz w miesiącu grał taki turniej, to by mi na pewno dużo dało. Już tych kilka partii poprawiło moją percepcję. Nawet te porażki aż tak nie bolały.

czwartek, 17 lipca 2014

Miłe ... początki :)

Dzień pierwszy turnieju za mną. Oczekiwałem partii z Krzysztofem Olechnickim (dr hab.) ale nie już w pierwszej rundzie. Zagraliśmy partię włoską ale on już w czwartym posunięciu zagrał, moim zdaniem pasywne, h6. Wtedy przechwyciłem inicjatywę, na dodatek chyba trochę zbyt optymistycznie podszedł do ofiary skoczka za dwa piony i wtedy już poczułem, że wygram. W drugiej rundzie  trafiłem na II+ Mateusza Proczka. Myślałem, że pójdzie na obronę dwóch skoczków ale przeszedł do czterech skoczków. Chciał zrobić atak na moim skrzydle królewskim ale wpuścił mojego hetmana na a1, później zamiast wymieniać hetmany zasłonił się pionem na b4 ale po moim przejściu hetmanem na g5 wiedziałem, że będzie przynajmniej jakość dla mnie. Jednak przeciwnik zrobił mi prezent i ... ruszył hetmanem co w rezultacie skończyło się utratą wieży i poddał partię. Zatem dzisiaj poszło lekko. Podejrzanie lekko.
-
Wracając do domu usłyszałem wiadomość o zestrzeleniu nad Ukrainą malezyjskiego samolotu pasażerskiego z 295 osobami na pokładzie. Oczywiście nikt się nie przyznaje - tragedia.

sobota, 12 lipca 2014

JKM vs Boni

Wczoraj JKM spoliczkował MB, gdy przyjechałem z Darłówka głośno było na wszystkich portalach. Tytuły "kłuły po oczach" i o ile artykuły na ogół negatywnie oceniały JKM, to w komentarzach internauci murem stali po stronie JKM. Gdy dużo wcześniej JKM zapowiadał, że to zrobi, to pewnie mało kto w to wierzył (ja też spodziewałem się, że nie będzie okazji). Okazało się, że okazja nadeszła i rzeczywiście była dobra (bez kamer, w zamkniętym gronie). Boni mógłby to "przełknąć" i byłby spokój ale on zaczął o tym "trąbić". No cóż - jego wybór. Trzeba pamiętać o kontekście tego wydarzenia a nie oceniać tylko samo wydarzenie. Pod koniec lat 80-tych JKM był za ujawnieniem listy agentów. Wtedy Boni obrażał JKM i kłamał, że nie był agentem. Kilka lat później okazało się, że jednak był agentem ... sam to przyznał. 
Dla mnie ... JKM jest zwycięzcą (jak wielu zauważyło - dotrzymuje obietnic, jako nieliczny z polityków)!
-
Wczoraj na blogu szkolnym, http://zswapno.blogspot.com/2014/06/zakonczenie-roku-szkolnego-20132014.html#comment-form pojawił się obraźliwy dla mnie komentarz, oczywiście anonimowy - mam pewne podejrzenia ... (inicjały RK bardzo pasują)
-
13.06
M.Boni i jego współpracownicy "nie mogą" odnaleźć wypowiedzi o JKM ...
ja znalazłem np. http://gazetaobywatelska.info/news/show/960
-
14.06
Prof. J. Hartman napisał artykuł ... chyba nie takiego odzewu się spodziewał :) niesamowicie dużo komentarzy ale jakich ... rzeczowych, punktujących wszystkie jego tezy.

sobota, 5 lipca 2014

BIEG PO SKARB SABARA *

To tylko pomysł!
Prowizoryczny plakat imprezy :)

___________________________________________________
I BIEG PO SKARB SABARA - 
(I RUN FOR SABAR's THRESURE)
__
I. CEL IMPREZY
1. Popularyzacja i rozpowszechnianie biegania i nordic walking jako najprostszej formy
ruchu.
2. Propagowanie zdrowego stylu życia wśród mieszkańców gminy Wapno.
__
II. ORGANIZATORZY
1. Urząd Gminy w Wapnie
2. Starostwo Powiatowe w Wągrowcu
3. Stowarzyszenie na rzecz rozwoju Gminy Wapno
4. Maratończyk
5. Gminna Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Wapnie.
6. Stowarzyszenie "Dolina Wełny"
7. OSP Wapno
8. KS UNIA Wapno
...
SPONSORZY:
>.....
__
III. TERMIN I MIEJSCE (docelowo - zawsze ostatnia niedziela wakacji)
1. Bieg odbędzie się dnia 30 sierpnia 2015 roku o godz. 10.00
2. Start i meta biegu Stadion UNII Wapno
3. Dystanse
 bieg- 10 km (BIEG GŁÓWNY - 2 pętle obwodnicą Wapna)
 bieg - 5 km (1 pętla obwodnicą Wapna)
 nordic walking- 5km (1 pętla obwodnicą Wapna)
 biegi dziecięce na bieżni wokół boiska (np. przedszkolaki jedna prosta, sp 400 m, gimn 800 lub 1200 m)
4. Trasa przebiegać będzie ulicami Wapna i oznaczona będzie znakami co 1 km.
5. Szczegółowa mapka trasy oraz atest dostępne będą w późniejszym terminie.
IV. WARUNKI UCZESTNICTWA 
1. Wszyscy zawodnicy startujący w I BIEGU PO SKARB SABARA muszą zostać zweryfikowani w 
Biurze Zawodów 
2. W biegu i nordic walking mogą uczestniczyć osoby, które do dnia 30.08.2015 r. ukończyły 
16 lat. W przypadku niepełnoletnich wymagana jest zgoda rodzica lub prawnego opiekuna. 
3. Podczas weryfikacji zawodnicy muszą posiadać dowód osobisty lub inny dokument ze 
zdjęciem umożliwiający identyfikację.
4.Warunkiem dopuszczenia zawodnika do biegu będzie złożenie podpisu pod 
oświadczeniem o zdolności do udziału w biegu. Tym samym zgłaszający uznaje, że 
zapoznał się z regulaminem i zobowiązuje się do jego przestrzegania, wyraża zgodę na 
przetwarzanie swoich danych osobowych oraz wizerunku dla potrzeb biegu. 
V. ZGŁOSZENIA 
1. Zgłoszenia przyjmowane za pośrednictwem portalu www ...
...
...
4. Wszyscy uczestnicy otrzymają pakiet startowy: napój , baton, woda, a po ukończonym biegu pamiątkowy medal
wstępny (ideowy) projekt medalu
VI. LIMIT CZASU 
 1. Zawodników obowiązuje limit czasu – 1,5 godziny

VII. PUNKTY ODŚWIIEŻANIA I KONTROLNE 
1. Punkt odświeżania zaopatrzony w wodę będzie rozmieszczony na 3 km trasy (i 8 km) (przy szkole). W przypadku wystąpienia niesprzyjających warunków atmosferycznych do biegania (np. 
odczuwalna wysoka temperatura powietrza) Organizator przewiduje rozmieszczenie 
dodatkowych punktów z wodą a nawet "kurtyny wodnej" (okolice OSP)

VIII. KLASYFIKACJE I POMIAR CZASU
Klasyfikacja I BIEGU PO SKARB SABARA prowadzona będzie w następujących kategoriach: 
1. Generalna bieg : kobiet i mężczyzn (open) 
2. Wiekowa mężczyzn: 
• M1mężczyźni od 16 lat do 19 lat
• M2 mężczyźni od 20 lat do 29 lat 
• M3 mężczyźni od 30 lat do 39 lat 
• M4 mężczyźni od 40 lat do 49 lat 
• M5 mężczyźni od 50 lat do 59 lat 
• M6 mężczyźni od 60 lat do 69 lat 
• M7 mężczyźni od 70 lat i powyżej 
3. Wiekowa kobiet:
• K1 kobiety od 16 lat do 19 lat 
• K2 kobiety od 20 lat do 29 lat 
• K3 kobiety od 30 lat do 39 lat 
• K4 kobiety od 40 lat do 49 lat 
• K5 kobiety od 50 lat do 59 lat 
• K6 kobiety od 60 lat do 69 lat 
• K7 kobiety od 70 lat i powyżej 

3. Klasyfikacja mieszkańców Gminy WAPNO w biegu kategorii kobiet i mężczyzn
5. Generalna nordic walking: kobiet i mężczyzn.
6. Klasyfikacja mieszkańców Gminy WAPNO w nordic walking kategorii kobiet
 i mężczyzn.
7. Elektroniczny pomiar czasu prowadzony będzie przy użyciu chipów elektronicznych.

IX. NAGRODY
1. Puchary i nagrody pieniężne w kategorii generalnej
Mężczyźni:
I – miejsce: 700zł
II – miejsce: 500zł
III – miejsce: 300zł
Kobiety:
I – miejsce: 700zł
II – miejsce: 500zł
III – miejsce: 300zł
2. Puchary i nagrody rzeczowe w kategoriach wiekowych oraz dodatkowych za 1, 2, 3
miejsce.
3. Puchary i nagrody rzeczowe w kategorii generalnej i dodatkowej w nordic walking.
4. Wśród wszystkich uczestników biegu cenne nagrody rzeczowe. Warunkiem udziału w
losowaniu jest obecność zawodnika w czasie losowania nagrody, w przypadku wylosowania
nagrody – okazanie numeru startowego.

X. OPŁATY
1. Wysokość wpisowego – 30 zł

XI. NOCLEGI – istnieje możliwość noclegów na obiekcie ... (w hali szkoły, własna karimata)

XII. PROGRAM MINUTOWY

30  sierpnia 2015 r.

8.00-9.00 – weryfikacja zawodników (limit 300 zawodników, zaproszenia dla zaw. DE i GB)
9.00-9.30 - biegi dziecięce i młodzieżowe (po bieżni wokół stadionu)
9.30-9.45 – rozgrzewka
10.00 – start biegu
10.05 – start nordic walking
11.30 – zakończenie biegu
12.00 – ceremonia zakończenia, wręczenie pucharów i nagród, losowanie upominków.
________
12.30 - Festiwal Piosenek z Repertuaru Ireny Jarockiej (Irena Jarocka - urodziła się w Srebrnej Górze w gminie Wapno)
(podczas biegu - próby)
14.30 - Finał Festiwalu - wręczenie nagród
_______
ATRAKCJE - jako "zając" w biegu głównym SABAR (jeździec na prawdziwym koniu w stroju historycznym), bieg odbędzie się trasą wokół pozostałości po zatopionej kopalni soli, z widokiem na miejsce znalezienia legendarnego złotego skarbu wikingów z brakteatem "SABAR"
Możliwość wybicia pamiątkowego, okolicznościowego medalu (brakteata)!
Kiermasz artykułów sportowych i artykułów np. rzeźbiarskich artystycznych!


Płyta z filmem WAPNO i autografem Ireny Jarockiej
________________
* !!! Tego biegu jeszcze nie ma!!! To tylko pomysł!

piątek, 4 lipca 2014

Klucha w gardle / krtani


Kto wie, może ten wpis pobije jeszcze kiedyś mój wpis o ciemnym paznokciu? Generalnie chodzi o to, iż mam dziwne uczucie, że coś mam w gardle. Nie mogę tego przełknąć, czuję się niekomfortowo chociaż to nie boli. Jak się ma zajęcie to się o tym nie myśli ale ... jak akurat nic nie ma do roboty, to zaczyna się o tym myśleć i jest jeszcze gorzej. Różne są teorie, niektórzy twierdzą, że to problemy z tarczycą, inni że to nerwica. Oczywiście możliwa jest pewnie kombinacja obu czynników. 
Ja, po przeczytaniu kilku artykułów dochodzę do wniosku, iż w moim przypadku było to: długotrwałe przebywanie w stresie. Końcówka roku szkolnego była bardzo napięta, cały czas "coś wisiało nade mną" tzn. "gonił mnie jakiś termin". Dopiero dzisiaj udało mi się prawie wszystko "pozamykać". Nawet wczoraj miałem niezłą jazdę, gdy robiłem aktualizację programu POMOST i coś się zacięło i wiedziałem, że pomocy helpdesku nic nie zrobię. Zadzwoniłem, przedstawiam problem a specjalista się pyta kiedy robiłem archiwizację ... a ja zdaję sobie sprawę, że przed aktualizacją jej nie zrobiłem a ostatnia była z 3 tygodnie temu zatem ... masakra. On znów "dlaczego nie robił pan archiwizacji?!" ... i wzdycha ... Na szczęście podesłał mi instrukcję i na szczęście potrafiłem to wszystko zrobić i na szczęście program "wstał". Jednak zdawałem sobie sprawę, że byłem blisko "katastrofy".
Wszystko wskazuje na to, iż rzeczywiście najgorszy dołek mam za sobą a miałem świadomość, że on będzie i był nieunikniony, bo wiele spraw się spiętrzyło.
Dopiero od dzisiaj mogę poczuć wakacje.
Przedwczoraj ktoś w Wapnie wygrał w Kaskadzie 250.000 zł.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Miesiąc na 102

To tylko tytuł i to tylko dla pokolenia wychowanego na "Czterech pancernych i psie" :) Rzeczywiście "udało się" przebiec 102 km w czerwcu, ale w czerwcu 2011 r. przebiegłem dla porównania 150 km (w 2013' 106). Nie planuję wyjazdu zarobkowego do Niemiec, to może uda się nadrobić kondycję i kilometry. Platforma CDEW cały czas się nie może porządnie ustawić. Dzisiaj formalnie był ostatni dzień pracy nad biogramami i dzonk -"przerwa techniczna". Właściwie podejrzewałem, że tak będzie, bo skoro cały czas były problemy, to wszyscy czekali do końca a jak się wszyscy na końcu rzucili na wysyłanie, to serwery padły. Nie jestem do końca zadowolony z tych moich biogramów (Ireny Jarockiej i Macieja Łucyka) ale ... co mam zrobić? Niby wakacje mam a cały czas "walczę". Wypełniając arkusze musiałem, oprócz zwykłego wpisywania ocen wykreślić 2000 kresek (!). Specjalnie policzyłem na jednym egzemplarzu dokładnie 100 kresek, razy 20 daje 2000.

sobota, 28 czerwca 2014

Kontrolowany dołek

YT trochę zmieniło wygląd panelu, ja doczekałem się dzisiaj w "zaangażowaniu" kompletu czerwonych trójkącików "w dół". Wiadomo - wakacje się zaczęły. Wczoraj było takie spotkanie grilowe grona nauczycielskiego w Srebrnej Górze. Niestety nie mogłem być dłużej jak dwie godziny. Nie było wszystkich ale ... była większość a przynajmniej ci "aktywni". Ja miałem dzisiaj ciężki dzień, bo dwa razy musiałem jechać do Wągrowca i to ... w nocy, bo Maks miał spotkanie klasowe. Do środy czeka mnie ciężka praca. Muszę wiele spraw "zakończyć".
Jednak mam świadomość, że czeka mnie "odbicie od dna" ... wystarczy zachować  spokój i zrobić, to ... co jest do zrobienia.
Nawet pobiegłem dzisiaj te 10 km, które powinienem, oczywiście wolno. Za to ostatnio, gdy biegłem 6, to drugie 3 zrobiłem w 15 minut a ostatni kilometr nawet w 4:40.
Chess.com też mnie nie rozbił - obecnie przechodzę na Chess Pro (taki program na iPadzie). Dzisiaj przeglądałem kilka partii Fishera. Rozegrałem też dwie partie z programem i obie wygrałem (ale ten program nie jest nastawiony na ogranie mnie lecz na trening). Zgłosiłem się do turnieju w Szubinie, bo w obecnych czasach takie (np. 3 dniowe/5 rundowe) turnieje są ... właśnie dla mnie.

czwartek, 26 czerwca 2014

O emerytach w Izraelu

Dzisiaj w szkole miałem rozmowę z kolegą na temat głosowania w polskim sejmie nad nowelizacją prawa.
Konkretnie przeczytać można o tym problemie np. tu
Wielu wybitnych szachistów ma żydowskie korzenie, chociażby Bronstein, o którym niedawno pisałem. Bardzo sympatyczny, miły, naprawdę człowiek z klasą. Ja nie mam nic do Żydów ale w kontekście problemów naszego ZUS, gdy nasi emeryci dostają podwyżki rzędu kilku złotych a tu mowa jest o małżonkach, dzieciach.
Jeszcze gotów byłbym zrozumieć, że mają to dostać osoby, które przed wojną pracowały i odprowadzały składki do ówczesnego systemu emerytalnego. Jednak ilu może być takich? Natomiast tu jest jeszcze mowa o dzieciach tych "ofiar", zatem np. dziecko było w czasie wojny w getcie, czyli było ofiarą wojny, po wojnie wyjechało do np. Izraela i w Polsce (do polskiego systemu emerytalnego) nie odprowadziło nic a teraz jego dziecko ma dostawać jeszcze polską emeryturę? Pod artykułem znalazłem wiele komentarzy ale "wpadł mi w oko" następujący:
 Cały czas trwa "afera podsłuchowa", rząd otrzymał wotum zaufania i trzyma się dalej. Partia JKM w sondażach osiąga już 10% a nawet więcej (przeskoczyła SLD). Wśród różnych wątków występujących w "taśmach", pojawił się problem rozpadającego się systemu emerytalnego, tzn. że emerytur wkrótce wcale nie będzie, bo będą tak niskie, że na nic nie starczą...
W takim razie może polski rząd załatwi od Niemiec jakiś dodatek do mojej przyszłej emerytury? Mój śp. ojciec urodził się przed wojną, zatem był ofiarą wojny, ba zaczął pracować jeszcze w czasach stalinowskich, to może i Rosja coś dorzuci?

piątek, 20 czerwca 2014

Moja partia z Bronsteinem

To było na półmetku mojego (obecnego) życia, w czerwcu 1990 roku miałem wtedy 24 lata, teraz mam 48. Byliśmy wtedy w Mińsku (Białoruś) w Pałacu Szachów (tak, było coś takiego!). Formę miałem całkiem niezłą skoro w meczu z Węgrami udało mi się wygrać z kandydatem na mistrza (trochę szczęśliwie ale jednak), Słowak tak się mnie bał (chyba) że brał remis, a Białorusin też tylko zremisował, co dało mi całkiem przyzwoity wynik. Wcześniej na spotkaniu w Wągrowcu ograłem brata Jurija Zezulkina - Aleksandra Zezulkina wtedy był mocnym "pierworazriadnikiem" a skończył jako FM. Pochodziłem sobie wtedy trochę po Mińsku, pieniędzy miałem wtedy relatywnie dużo (to były czasy wyjazdów do NRD). Gospodarze zorganizowali nam symultanę z Dawidem Bronsteinem i trzymałem się niemal najdłużej. Moja partia do 35 posunięcia wyglądała całkiem nieźle ale "niemal mistrz świata" mocno przyspieszył, nie miałem czasu dobrze przemyśleć (gdy podchodzi symultanista trzeba wykonać posunięcie). Przy tej "całej biedzie" (niby) Białorusi, życie tam wydawało się całkiem nie najgorsze, zwłaszcza mając w kieszeni dużo pieniędzy - można było np. poprosić prawie dowolny samochód o podwiezienie, ot takie amatorskie taksówki. Oczywiście widać było i biedę ale metro, hotele, pałac szachów itd. "fabryka chleba" i obowiązkowa "zliwka" do obiadu :-)