Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pech. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2026

Porażka LECHA a @PITS-Jacy

 

Normalnie nie pojechałbym na ten mecz, bo uznałbym to za stratę czasu i pieniędzy. Chociaż LECH ostatecznie odpadł, mimo potężnej zaliczki (na wyjeździe 4:1), to ostatecznie uznaję, że warto było pojechać i oglądać tę porażkę, chociażby po to, żeby wyciągać wnioski. Podejrzewam, że mały odstetek polskich kibiców nie wierzył w awans LECHA. Przecież taka przewaga, własne boisko, tłumy dopingujących kibiców. Na początku jeszcze karny, który ostatecznie został odwołany, ale gdyby jednak był, to mógł zupełnie zmienić obraz meczu. Później stracona bramka, no ale przecież było 4:1 na wyjeździe. Druga stracona bramka ... no dobrze, ale nadal jest awans.  Intuicja podpowiadała mi jednak ... poczekajmy z wyrokami. A tu ciach i 0:3. Wielu kibiców myślało sobie ... no dobrze, będzie dogrywka, to jak się w meczu tak oszczędzali, to może w dogrywce będzie im łatwiej? Ruszyła dogrywka i ruszyli do boju i jest bramka dla LECHA ... no "będzie dobrze", wystarczy utrzymać ten wynik i jest awans. Jednak Duńczycy nie kapitulują i wyrównują w dogrywce. OK, będą karne. Pierwsza kolejka, Lechita strzela, Duńczyk nie. W takim razie awans LECHA to już formalność. Niezupełnie. Następne dwie kolejki, to pudła Lechitów i bramki Duńczyków, sytuacja się odwraca. Ostatecznie awans Duńczyków. Duńskich kibiców było ... kilkuset, na te ponad 36 tys. ludzi na stadionie. Jednak ich doping był naprawdę zorganizowany, cały ich sektor regularnie włączał się w różny ale skoordynowany sposób do mobilizowania swoich. Ich wiara w drużynę ostatecznie przyniosła sukces. LECH startował z pozycji faworyta (z dużą przewagą) i niby, gdy był "doganiany", to udawało mu się "odskakiwać" do przodu a jednak ... skazany na pożarcie Aarhus GF przedł do dalszego etapu rozgrywek.

Oprócz tego wątku zapiszę sobie jeszcze jedną uwagę. Do tej pory oglądjąc mecz skupiałem się na fragmencie boiska, gdzie była piłka. Zwłaszcza oglądając w tv gdzie zmuszonym się jest na oglądanie tego co aktualnie pokazują kamery. Natomiast będąc na tym meczu osobiście próbowałem się poczuć jak trener obserwujący swoich podopiecznych. Tzn. patrzyłem na calość (starałem się), kto wychodzi na czystą pozycję, kto walczy do końca o piłkę, kto wykazuje się sprytem itd. i w taki sposób ten mecz stał się dla mnie ... ciekawszy.

To teraz do @PITS-Jacy. ... Zaczynam od "przegranej pozycji" tzn. nie mam zasięgów, próbuję dopiero zainteresować środowisko. Musżę być na tyle elastyczny, aby w przypadku pojawiającej się okazji potrafić ją wykorzystać na chociaż minimalny postęp i zdobycie chociaż kolejnego "przyczółka" w walce o stworzenie HUBa. To wymyślam 👍Jacy, to dodaję LIVE, to znajdując  jakiś post, piszę na priv do autora, proponując pomoc przy promocji etc. etc. Wyniki nie przychdzą. Bardzo łatwo się poddać i dać sobie spokój. Wytrwałość w ostateczności powinna się opłacić.

„Kropla drąży skałę” to znane przysłowie pochodzące od rzymskiego poety Owidiusza („Gutta cavat lapidem, non vi, sed saepe cadendo” – kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym padaniem). Oznacza ono, że wytrwałość, cierpliwość i małe, ale regularne działania prowadzą do wielkiego celu.

_________________

To powyżej pisałem ja - człowiek. Omylny, zaangażowany emocjonalnie, nie wszystko wiedzący. Nawet nie poprawiam literówek, które mi Gemini wskazało. Podam jednak wersję zredagowaną przez AI.

Normalnie nie pojechałbym na ten mecz, bo uznałbym to za stratę czasu i pieniędzy. Chociaż LECH ostatecznie odpadł – mimo potężnej zaliczki z wyjazdu (4:1) – to uważam, że warto było tam być i zobaczyć tę porażkę choćby po to, żeby wyciągnąć wnioski.

Podejrzewam, że mało który polski kibic nie wierzył w awans LECHA. Przecież taka przewaga, własne boisko, tłumy dopingujących fanów... Na początku jeszcze karny, który ostatecznie został odwołany – ale gdyby jednak był, mógłby zupełnie zmienić obraz meczu. Później stracona bramka, no ale przecież było 4:1 na wyjeździe. Druga stracona bramka... no dobrze, ale nadal mamy awans. Intuicja podpowiadała mi jednak: poczekajmy z wyrokami. A tu ciach i 0:3!

Wielu kibiców myślało sobie: „No dobrze, będzie dogrywka. Skoro w meczu tak się oszczędzali, to może w dogrywce będzie im łatwiej?”. Ruszyła dogrywka, ruszyli do boju i jest bramka dla LECHA... No, „będzie dobrze”, wystarczy utrzymać ten wynik i jest awans. Jednak Duńczycy nie kapitulują i wyrównują. OK, będą karne. Pierwsza kolejka: Lechita strzela, Duńczyk nie. W takim razie awans LECHA to już formalność. Niezupełnie. Następne dwie kolejki to pudła Lechitów i bramki Duńczyków – sytuacja się odwraca. Ostatecznie awansują Duńczycy.

Duńskich kibiców było kilkuset na te ponad 36 tysięcy ludzi na stadionie. Jednak ich doping był naprawdę dobrze zorganizowany – cały sektor regularnie i w skoordynowany sposób włączał się w mobilizowanie swoich. Ich wiara w drużynę ostatecznie przyniosła sukces. LECH startował z pozycji faworyta (z dużą przewagą) i niby, gdy był „doganiany”, udawało mu się „odskakiwać”, a jednak... skazany na pożarcie Aarhus GF przeszedł do dalszego etapu rozgrywek.

Oprócz tego wątku zapiszę sobie jeszcze jedną uwagę. Do tej pory, oglądając mecz, skupiałem się na fragmencie boiska, gdzie była piłka – zwłaszcza przed telewizorem, gdzie jest się skazanym na to, co akurat pokazują kamery. Natomiast będąc na tym meczu osobiście, spróbowałem poczuć się jak trener obserwujący swoich podopiecznych. To znaczy starałem się patrzeć na całość: kto wychodzi na czystą pozycję, kto walczy do końca o piłkę, kto wykazuje się sprytem itd. W ten sposób ten mecz stał się dla mnie znacznie ciekawszy.

A teraz do @PITS-Jacy... Zaczynam z „przegranej pozycji” – nie mam zasięgów, dopiero próbuję zainteresować środowisko. Muszę być na tyle elastyczny, aby w przypadku pojawiającej się okazji potrafić ją wykorzystać do zrobienia choćby minimalnego postępu i zdobycia kolejnego „przyczółka” w walce o stworzenie HUB-a. A to wymyślam 👍Jacy, a to dodaję LIVE, a to znajdując jakiś post, piszę na priv do autora z propozycją pomocy przy promocji etc. Wyniki nie przychodzą od razu. Bardzo łatwo się poddać i dać sobie spokój, ale wytrwałość w ostateczności powinna się opłacić.

„Kropla drąży skałę” to znane przysłowie pochodzące od rzymskiego poety Owidiusza („Gutta cavat lapidem, non vi, sed saepe cadendo” – kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym padaniem). Oznacza ono, że wytrwałość, cierpliwość i małe, ale regularne działania prowadzą do wielkiego celu.

sobota, 9 maja 2026

Zrzutkowe ceregiele

 

W poniedziałek (po PITS) chciałem wypłacić ze zrzutki środki uzbierane w Internecie. Tu nastąpiła niespodzianka. Podobno uzbierana przeze mnie kwota,we wszystkich dotychczasowych moich zrzutkach, przekroczyła 50000 zł.  W związku z dtym ruszyła dodatkowa weryfikacja. Na początek miałem potwierdzić wydatki związane z turniejem. To nie było probelemem - miałem faktury na puchary, faktury na puchary(przynajmniej te z Caissy), wysłałem również podpisaną listę wypłat nagród finansowych z PITS (też się przydała). Miałem również "udowodnić" moje związki z klubem MDK Wągrowiec. Ja ... prezez MDK Wagrowiec miałem udowodnić, że mnie coś wiąże z MDK Wągrowiec.
Miałem też udowodnić, że ja naprawdę organizuję te turnieje, na które zbieram ...
Uwierzyli mi i odpisali, że weryfikacja przebiegła i mogę wypłacać środki. Tylko, że wypłacić i tak do dzisiaj nie mogę, bo równocześnie ruszyła weryfikacja innej zrzutki, w której zbierałem na rehabilitację koleżanki Iwony Miloch. Chcieli, aby przysłał zdjęcia dokumentacji medycznej kolezanki, zdjęcia jej dowodu dożsamości i upowaznienia do przeprowadzenia zbiórki. Iwona wraz z partnerem Grzegorzem, urzedują obecnie na Maurach, w rodzinnych stronach Iwony. Próbowałem się dodzonić, a tam ... dziura (nie ma zasięgu). Próbowałem przez FB Iwony i Grzegorza. Ostatecznie Grzegorz się ze mną połączył i wspomniał mi, że inna koleżanka może mieć zdjęcia dokumentacji i jego upowaznienia do reprezntowania Iwony. Ja wpadłem na pomysł, że może w szkole będzie jakaś dokumentacja, ale szybko zdałem sobie sprawę, że ze względu na RODO, szkoła i tak mi nie wyda takich dokumentów. Wysłałem Zrzutce potwierdzenia dokonania przelewów środków ze zrzutki na Grzegorza oraz tę dokumentację medyczną ze szpitala i akt notarialny upowaznienia dla Grzegorza w sprawie reprezentowania Iwony. Po kolejnym dniu odpisali mi, że mimo wszystko muszę jeszcze przesłać zdjęcia dowodów Grzegorza i Iwony i podpisane upwaznienie dla mnie od Grzegorza do przeprowadzenia tej zrzutki. Jest szansa, że dzisiaj lub jutro będą tutaj w okolicy i podjadą i może uda mi się zebrać wszystko.
-
Przed chwilą byli. Iwona nie wyszła z samochodu, bo to zbyt kłpotliwe. Uśmiechała się poznawała ale ... dźwięki, które wydawała niestety nie były do zrozumienia ( " ... titko, ttittiko , ") Głupio mi było robić jakiekolwiek zdjęcia, więc dodam ostatnie, które Grzegorz mi przysłał.
Porozmawiałem trochę z Grzegorzem, ... lekko nie ma. Fizjoterapeuci kasują, a efekty rehabilitacji są ... jakie są.

środa, 1 kwietnia 2026

KSeF mnie testuje

 

8 lat temu rozpocząłem działalność HAi (właśnie 1 kwietnia). Dzisiaj powinienem zacząć przechodzić na KSeF. No wszedłem, tzn. zalogowałem się i tam dwie faktury. Jedna od Google za Workspace i ta jest ok, ale druga ze stacji benzynowej w Warszawie na olej napędowy, a ja mam benzynowce. Na szczęście opłacone i ja mam świadomość, że to nie jest faktura dla mnie, więc nie przekaże jej do księgowania. Jednak wyobraźmy sobie większe przedsiębiorstwo, gdzie jeden o drugim nie ma pojęcia. To niby skąd ma być wiadomo, czy księgować, czy nie? AI podpowiada mi jeszcze, że powinienem powiadomić wystawcę faktury, żeby dokonał korekty. Ale jak...? Skoro nie ma na tej fakturze e-maila, to ja co mam zacząć robić dochodzenie? Teraz, to jedna faktura, ale gdyby mnie tak zarzucono takimi fakturami?

środa, 11 marca 2026

Różne są rejestracje


 Ja płaciłem za tablice rejestracyjne do moich aut duże pieniądze, ale za takie tablice, to bym podziękował. Dzisiaj takie auto stało na mojej ulicy.

poniedziałek, 9 lutego 2026

Wszędy prądy

 

Wczoraj walczyłem z wnioskiem o umowę na prąd od ENEI i wkurzałem się, że we wniosku miałem wpisywać, rzeczy które ENEA doskonale wiedziała, typu numer licznika (przecież od nich), wielkość zabezpieczenia też od nich, a ja musiałem tego szukać. Rano zgodnie z zaleceniami instalatora całkowicie wyłączyłem magazyn energii. W ciągu dnia przyszedł e-mail z programu Mój Prąd, że mam wniosek uzupełnić, bo jakiegoś protokołu odbioru nie ma i na fakturze panele fotowoltaiczne muszą być osobno i magazyn osobno ( co to da i po co?). W aplikacji Solar cały czas nie widziałem ani produkcji ani zużycia, czyli niby miałem dostęp ale nic z tego nie wynikało. Po powrocie do domu postanowiłem odszukać informacji na temat podłączenia do loggera falownika i znalazłem. Jednak przy pomocy telefonu w garażu, przy jednak mrozie, nie udało mi się (chociaż blisko byłem). Zdobyte jednak doświadczenie wykorzystałem, biorąc laptopa i lokując się już w domu za ścianą z falownikiem. Musiałem przy okazji przypomnieć sobie jakie mam hasło do sieci domowej. Wcześniej na telefonie wpisywałem złe i stąd pewnie były problemy. Po wielu perypetiach w końcu w aplikacji zobaczyłem mój falownik jak pokazywał przepływ energii. Napisałem o tym instalatorowi, to kazał mi znów podłączyć (włączyć) magazyn, żeby coś tam zdalnie ze swojego konta konfigurować. Tyle tylko, że jego działania spowodowały, że cała instalacja przeszła w stan uśpienia. Niby mam czekać do jutra i w dzień panele powinny wybudzić instalację ... no zobaczymy. W każdym razie dzisiaj czułem się z każdej strony atakowany. Jednak chciałem zachować spokój i powściągając nerwy jakoś zacząłem się przebijać przez te wszystkie trudności.

piątek, 6 lutego 2026

Jestem jeleniem ...

 


ENEI. W grudniu i w styczniu miałem niemal identyczne zużycie energii elektrycznej ale teraz pokazała się faktura o ponad 340 zł większa. Nie zostało mi nic innego jak dzwonić na infolinię. W tym celu założyłem sobie aplikację, bo z aplikacji można, a tak to numeru nie zobaczysz. Konsultant długo analizował i ... mi wyjaśnił. Otóż moja umowa z ENEĄ jest kompleksowa, ale ... rezerwowa i powinienem podpisać z nimi umowę kompleksową ale ale już "normalną" (to po co mi w EBOKu piszą, że jest kompleksowa?)
Do końca roku obowiązywała tarcza rządowa i cena była, jaka musiała być. Natomiast od nowego roku cena została ... obniżona, ale tylko dla klientów ENEI będących na "normalnych" natomiast dla rezerwowych (czyli takich jak ja), ta cena jest ... paskarska (to już moja opinia). Tak oto można człowieka w majestacie prawa skubać.

poniedziałek, 2 lutego 2026

Dzień Pozytywnego Myślenia

 

No cóż ... staram się ... jak mogę, a lekko nie jest.

Mrozy trzymają, a stan naładowania magazynu energii 3%, chociaż Słońce świeciło. Trochę zacząłem się obawiać o ten magazyn energii, ... żeby nie padł, bo trochę kosztował. W końcu znalazłem informacje w sieci, że przy mrozie system może wstrzymać ładowanie magazynu, ponieważ właśnie ładowanie w niskich temperaturach może uszkodzić taki magazyn ... brzmi logicznie.

Liczba 9 znów nie została wylosowana. Czterdziesty drugi raz z rzędu. Przegrałbym tysiące złotych, gdybym chciał obstawiać tę pechową dziewiątkę.

środa, 14 stycznia 2026

14. czyli przedłużony 13. ?

@user827255478 Nowy,mały FARMTRAC #maszynyrolnicze #traktor #Maszpol ♬ to nie byle cooo - 🌽🌾agro_Kuniś98🌾🌽

 Wczoraj zorientowałem się, że gdzieś zapodziałem klucze od szafek z laptopami (bo nie mogłem się dostać do nich) w ZS 1. Przy okazji przypomniało mi się, jak właśnie myślałem, żeby ich przypadkiem nie zgubić, jak zauważyłem rozprutą kieszeń w spodniach. Jednak i tak nie mogę ich odszukać, a administrator każe mi ich szukać. W wynikach meczów działy się ... cuda. Lotto oczywiście nie siada. Styropiany chroniące instalacje w garażu się ... rozleciały. Pogoda się załamała, rynna cieknie, zbiornik na deszczówkę pod wpływem zamarzniętej wody pękł. Uczniowie, których zwolniłem na turniej pechowo nie awansowali i mógłbym tak dalej wymieniać. Jutro zaczynam od udziału w komisji egzaminacyjnej, by przenieść się na lekcje, gdzie uczniowie mogą "zniknąć", ale to da mi szanse na zjedzenie obiadu, bo muszę udać się jeszcze po lekcjach na radę pedagogiczną, z której będę musiał się ulotnić, żeby zdążyć na zajęcia szachowe w Gołańczy, a przy tym mogę się spodziewać kilku telefonów.

poniedziałek, 27 października 2025

Trzeciodłużnik, czyli jak postraszyć człowieka

 

W marcu br. założyłem sobie skrzynkę do e-doręczeń, bo jako przedsiębiorca musiałem sobie założyć. Dzisiaj dostałem powiadomienie, że przyszła jakaś wiadomość do tej skrzynki. Otwieram, a tam pismo od ... komornika o tytule: "ZAWIADOMIENIE O ZAJĘCIU WIERZYTELNOŚCI". Pismo napisane językiem prawniczym, tzn. bardzo, bardzo trudno przyswajalnym. Zmarnowałem z 2 godziny na szukanie rozwiązania. W grę wchodzi kilkanaście tysięcy złotych, zatem naprawdę można się przestraszyć. Zwłaszcza, że przyszedł ten e-mail, nie normalnie, ale właśnie przez e-doręczenia. Wydaje mi się, że jest to próba poszukiwania kogoś, kto może ma dług wobec właściwego dłużnika i wtedy mógłby zamiast temu właściwemu dłużnikowi oddać pierwotnemu wierzycielowi. Prawdopodobnie w jakiś dziwny sposób u dłużnika znaleziono dane mojej firmy i teraz jest to ... "strzelanie na oślep" przez komornika, a nóż coś ktoś wisi, to może odda. Jednak moim zdaniem, nie jest to etyczne. Ja nie jestem aż tak biegły w języku prawniczym, nie mam wydziału prawnego w mojej firmie i sam muszę rozkminiać takie przypadki.

Na szczęście natknąłem się na taki artykuł na money.pl<<

wtorek, 14 października 2025

Skubania ciąg dalszy

 

Na obrazku medal za długoletnią służbę (30+). Takiego medalu nie dostałem, a wniosek niby poszedł. Teoretycznie wymagane jest co najmniej 30 lat pracy oraz wzorowe, wyjątkowo sumienne wykonywanie obowiązków. Nie wiem, czym "podpadłem". I pewnie się nie dowiem. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że moi wnioskodawcy zmienili szerokość kolumn lub ustaloną wielkość czcionki :)
Na szczęście medale, to mam akurat w nosie :)
Niemniej sam wpis świetnie pasuje do cyklu o skubaniu mnie.
Sam wpis przygotowałem już 11.10. w sobotę, już po zajęciach ze słuchaczami zaocznego technikum. W tym roku szkolnym jest to mój debiut w tym typie kształcenia. Zapiszę sobie jednak, że idzie mi naprawdę nieźle i całkiem mi odpowiada. Mam też informatykę, ale wreszcie wróciłem do matematyki i robię to dla uczniów właśnie takich, którzy na ogół mieli duże problemy z matematyką i mi te lekcje "idą". Duża część uważa, czasami się pośmiejemy. Ja zdaję sobie sprawę, że fryzjerkom i kucharzom, ta wiedza matematyczna nie na wiele się przyda, ale ... słuchają mnie i to z zangażowaniem, a to dla nauczyciela jest miód na serce. Zresztą w tych "zwykłych" klasach technikum też jest naprawdę miło.

niedziela, 16 marca 2025

Sznurek w oponie


 To jest zdjęcie wnętrza opony, o której było w poprzednim wpisie. Na szczęście nie muszę kupować nowej. "Mleczko" udało się spłukać.

Czasami takie  denerwujące "przygody" mogą być dobrym znakiem. Tak przynajmniej ja staram się interpretować. Ostatnie trzy dni dużo pracowałem przy tworzeniu logo dla Skoków na konkurs. Nagroda jest ... godna, tzn. 7000 zł za zwycięstwo, 2 tys. za II miejsce i 1 tys. za III miejsce. Przy czym nie wystarczy ot tak narysować logo, wymagania są duże. Czas jest do 4 kwietnia, ale wolałbym zrobić już przed terminem. Do dzisiaj stworzyłem już ponad 10 pomysłów, ale takich głównych, których zgłoszę, to jest tak z 5. Oprócz grafiki, trzeba również stworzyć hasło i to mam jedno, ale jest moim zdaniem na tyle dobre, że nie będę już chyba myślał nad kolejnym. 

sobota, 8 marca 2025

Błahostka

 

Pozycja tuż przed finałowym posunięciem. Wyjściowa była o wiele bardziej skomplikowana. Ostatnie posunięcie czarnych, to hetman na c5 mające na celu związanie hetmana białych i w rezultacie wymianę hetmanów i przejście do wygranej końcówki. Jednak odpowiedź białych jest ... piorunująca :) Wystarczy odejść królem o jedno pole w prawo na h1. Jeśli czarne wezmą białego hetmana jest pat, jeśli nie wezmą, to zostaje posunięcie królem ale każde odejście wiąże się ze stratą hetmana. Właśnie dlatego warto się nauczyć grać w szachy. Czarne miały "świetny" plan, nie przewidziały jednak "desperackiego" rozwiązania białych, bo trudno przewidzieć, że ktoś odda hetmana za darmo. W życiu też możemy się starać i starać i ... gdy już wydaje się, że sytuacja jest pod kontrolą następuje coś nieprzewidzianego.
Na zdjęciu powyżej zawór bezpieczeństwa z instalacji solarnej. Mnie nie było, byłem w Gołańczy. A tu telefon, że woda na garażu "kapie". Pomyślałem - słońce świeci, to może się woda nagrzała, ciśnienie wzrosło, to i woda kapie. Jednak to podobno nie było chwilowe kapanie lecz  po prostu cieknięcie. Cóż zawór trzeba wymienić, a najpierw taki zamówić. Ot kolejna błahostka.
Człowiek sobie jeździ autem  i nic się nie dzieje. Podjechałem do rodzinnego domu, a tu telefon od Ewy, z pytaniem czy wiem, że mam panę? Ponieważ jechałem krótko i wolno, to nie wyczułem i nie wierzyłem. Wychodzę do auta i rzeczywiście pana. Wkręt do metalu, zapewne z nowego garażu. Pierwszy (i jak się okazuje ostatni) raz zastosowałem zestaw naprawczy. Jak zastosowałem, to zobaczyłem ten wkręt i zadzwoniłem do wulkanizatora, czy wyciągać, czy jechać z wkrętem? Poradził żeby z tym wkrętem. Dojechałem do niego i wykręcił wkręt, a wstawił "sznurek" i na tym sznurku mogę normalnie jeździć. Natomiast generalnie odradził stosowanie zestawu naprawczego. To mleczko robi w oponie taki syf, że wulkanizatorzy wymigują się od wymiany takich opon. Skąd jednak to wiedzieć? "Jak się nie przewrócis, to się nie naucys!"

poniedziałek, 26 sierpnia 2024

Rzetelność, czy rozsądek?

 Wstęp

Kilkanaście lat temu grałem w turnieju szachowym w Żninie i całkiem nieźle mi szło. Między innymi zremisowałem z pozycji siły z k+ (Markiem Olszewskim), wygrałem z I+. O ile dobrze pamiętam turniej był 9-dniowy (a co najmniej 7-dniowy). Do pełni szczęścia brakował mi tylko remis w ostatniej partii z zawodnikiem, który zajmował ostatnie miejsce. Takie było kojarzenie, bo tych zawodników, to aż tak dużo nie było. Pojechałem ostatniego dnia nastawiony bojowo, żeby w końcu tę normę na pierwszą kategorię zrobić. Niestety mój przeciwnik się nie pojawił. Co prawda otrzymałem punkt walkowerem i moje miejsce w tabeli się poprawiło, ale ... sędzia był na tyle rzetelny, że ani myślał zrezygnować z zapisu "+:-", co w praktyce przełożyło się na zmarnowanie moich pieniędzy i czasu i marzeń o normie. 
Właściwie, to nie było nic nadzwyczajnego w moim życiu. Miałem wiele tego typu przypadków. Wspomnę może o jeszcze jednym, takim bardziej znaczącym, który bardzo wpłynął na moje koleje życiowe. Otóż w czasie studiów na UAM, miałem przedmiot, który nazywał się algebra abstrakcyjna. To były czasy, gdy raczej podchodziłem do studiowania na zasadzie "zakuć, zdać i zapomnieć". Prowadzący starał się być bardzo rzetelny. Przy pierwszym podejściu do kolokwium nie udało mi się. Widocznie za mało czasu się uczyłem. Było jednak drugie podejście, poprawka. Żeby nie ryzykować, to już się poważnie pouczyłem. Nie były to już jednak tak proste zadania jak na pierwszym podejściu. To już było ewidentne "podniesienie poprzeczki". Zadania były już wyraźnie z wyższej półki. Jednak ponieważ się uczyłem, to coś tam rozwiązałem i czekałem na wyniki. Nadeszły następne zajęcia i prowadzący oddaje prace. To nie było takie po prostu oddanie, to było oddanie z omówieniem. "Tego pan nie zrobił, to pan zrobił, tu pan zapomniał, ... za to zadanie dostał pan tyle punktów, za to zadanie tyle, ... razem dostaje pan tyle (nie pamiętam dokładnie ile) punktów." W każdym razie była to liczba, która pozwalała zaliczyć to kolokwium. Ja już prawie szczęśliwy, a tu następuje ... "jednak w tym (jakimś jednym), w odpowiedzi nie zrobił pan kropki na końcu zdania i w związku z tym muszę panu zabrać pół punktu ... w związku z tym, nie mogę panu zaliczyć tego kolokwium, nie zdał pan". Tak było. (!) Owszem udało się jeszcze uprosić jeszcze jedno podejście. Uczyłem się już wtedy bardzo dużo. Uważam, że byłem już wtedy bardzo biegły w tej algebrze abstrakcyjnej. Z pewnością o wiele bieglejszy od wielu koleżanek i kolegów z grupy, którzy zdali za pierwszym podejściem. Miałem jednak obawę - jakie teraz będą zadania? Okazało się, że przeczucie było słuszne. Zadania były z całkiem innej bajki. Ja później pokazywałem te zadania kolegom z grupy teoretycznej, gdzie chodzili przyszli profesorowie matematyki i oni też przynajmniej "z marszu" nie potrafili rozwiązać tych zadań. Zatem, co było celem prowadzącego? Udowodnienie mi, że nic nie umiem? Zrobienie ze mnie naukowca? Nie wiem. W każdym razie moja "kariera naukowa" została zatrzymana. Prowadzący dopiął swego. Czy był rzetelny? Tego już się nie dowiem. Czy musiał odejmować pół punktu za brak kropki na końcu zdania w odpowiedzi? Wtedy sprawiał wrażenie, że było to naturalne i oczywiste i nie mogło być inaczej.

Klub MDK Wągrowiec

Minęło wiele lat. Zostałem nauczycielem. Zostałem prezesem Klubu MDK Wągrowiec, tzn. reanimowałem klub do osobowości prawnej. Zostałem sędzią szachowym i to nawet klasy pierwszej. Za własne pieniądze, które trzeba było wydać na szkolenia, trzeba było zdawać egzaminy. Ja nawet miałem poprawkę i musiałem jechać (za własne pieniądze) specjalnie do Wrocławia, żeby poprawkę zdawać. Z klubem też było wiele przebojów. Niby był, bo w Centralnym Rejestrze PZSZach figurował i były publikowane informacje o członkach i przede wszystkim o składkach, zwłaszcza tych zaległych. Dla Wojewódzkiego Związku Szachowego też był, bo był w różnych wykazach, byli zapraszani przedstawiciele na zebrania sprawozdawczo-wyborcze i przede wszystkim pojawiały się informacje o składkach klubowych. Natomiast, gdy raz junior reprezentujący klub zaszedł wysoko i zdobył jakiś punkt w rywalizacji i jakiś pan z UW z Wydziału Sportu próbował skontaktować się z przedstawicielem klubu MDK i skierowano go do mnie, to właśnie wtedy okazało się, że ... MDK Wągrowiec nie ma osobowości prawnej, nie ma konta etc. etc. i tak właściwie, to nie ma MDK Wągrowiec (jako klubu). Wtedy zdecydowałem się, żeby "wyprostować" sprawę i założyć ten klub formalnie. Poszukałem, poczytałem i udałem się do Starostwa w Wągrowcu. Traf chciał, że nie było tej właściwej pani i przyszła (bo to jeszcze były rygory pandemiczne) pani z tego pokoju, ale nie dokładnie od tego. Ja przedstawiłem problem. Było jeszcze trochę dyskusji, że jak klub, to przecież przez KRS, a ja że jak przez KRS, to trzeba płacić, że my chcemy jako stowarzyszenie, bo to za darmo. No to pani przyniosła mi całkiem spory plik różnych dokumentów potrzebnych do założenia stowarzyszenia. Ja podziękowałem i czekałem na dogodny termin w celu ustalenia terminu zebrania założycielskiego. W końcu nadszedł jakiś turniej powiatowy, to przed turniejem przedstawiłem problem i poprosiłem zainteresowanych o pozostanie po turnieju, żeby szybko przeprowadzić zebranie założycielskie i przede wszystkim zebranie odpowiednich podpisów na odpowiednich listach, żeby wszystko było "jak trzeba". Na zebraniu został wybrany zarząd itd. Pozbierałem dokumenty i kilka dni później pojawiłem się w starostwie i oddałem wypełnione dokumenty. Za kilka dni był telefon, że mam podejść. No to się zjawiłem. Okazało się, że jeden z założycieli nie podpisał się na jednej z list i muszę ten podpis zdobyć i będzie ok. Wpadłem na pomysł, aby wykreślić, tam, gdzie było za dużo, ale podobno tak nie można i do tego trzeba by było, poprawiać liczby w protokołach, które już też były podpisane. Oczywiście kusiło mnie, żeby ten podpis sfałszować i na drugi dzień zanieść znów do starostwa gotowy komplet. Brakujący podpis był tylko i wyłącznie zwykłą formalnością, nie rodził żadnych skutków ... tylko go brakowało. Kilka dni mi zabrało ustalenie adresu, ale nie dokładnego, tylko wsi, w której mieszka. Teraz musiałem poczekać na pasujący mi dzień, aby wyruszyć do tej wsi. Pojechałem i podjechałem do pierwszego zauważonego człowieka. Miałem szczęście, znał "delikwenta" i wytłumaczył mi jak dojechać. Dojechałem i zastałem i zdobyłem brakujący podpis. Nie mógł się nadziwić, jak go znalazłem. Już po kilku dniach, w pasujący dzień mogłem, udać się do starostwa i oddać komplet dokumentów. Teraz wystarczyło czekać na decyzję. Odczekałem, dostałem wiadomość i mogłem udać się po odbiór decyzji o wpisaniu do Rejestru Stowarzyszeń "MDK Wągrowiec". Ale to jest dopiero początek drogi. Teraz trzeba było, uzyskać REGON, żeby móc uzyskać NIP, a później ewentualnie zwrócić się do banku o konto. Żeby złożyć do Urzędu Statystycznego podanie o REGON trzeba mieć oczywiście przynajmniej profil zaufany i wypełnić różne wnioski i podpisać i czekać. Co trzeba, to zrobiłem, wypełniłem, podpisałem. Za jakiś czas dzwoni pani z Urzędu Statystycznego i się dopytuje, ... co my właściwie chcemy? Więc ja tłumaczę, że chcemy ten klub założyć bo jest, a go nie ma. Jednak okazuje się, że w takim razie, to  jest źle, bo ona widzi tylko komplet dokumentów na stowarzyszenie, a stowarzyszenie, to nie klub i stowarzyszenie nie ma osobowości prawnej, a klub jako stowarzyszenie, to już ma osobowość prawną. To ja się pytam, czy nie można tam czegoś poprawić, żeby było dobrze? Okazało się, że nie, że trzeba zacząć całą ścieżkę od nowa. To na początek udałem się do starostwa, przedstawiłem sprawę jeszcze raz. Nie miałem nawet ochoty robić afery, bo cóż by to dało, oprócz nerwów? Przy okazji złożyłem wniosek o wykreślenie stowarzyszenia z rejestru stowarzyszeń. Pobrałem nowy komplet dokumentów, który niewiele się różnił od poprzedniego, właściwie było to to samo, tylko w niektórych miejscach dochodziło słowo "klub" (bo w końcu chodziło o klub w formie stowarzyszenia). Tym razem wiedziałem, że trzeba ostrożnie i żeby mieć wszystko "pod ręką" założyłem ten klub w szkole korzystając z pełnoletnich uczniów i dodałem tylko dwie osoby ponad limit, które chciały być w zarządzie. Ponieważ już raz przeszedłem tę ścieżkę, to szło generalnie znacznie sprawniej. W końcu dostarczyłem do starostwa dokumenty i czekam i za parę dni telefon, żeby się stawić. Znów musiałem odczekać na sprzyjający dzień z okienkiem w planie, gdy mogłem spokojnie podejść do urzędu. Okazało się, że pani zaniosła dokumentację do prawnika, a ten "odkrył", że klub nie powinien nazywać się "MDK Wągrowiec" ponieważ jest już jedna jednostka podległa miastu tzn. Miejski Dom Kultury w Wągrowcu, która korzysta ze skrótu "MDK Wągrowiec", zatem powinniśmy przyjąć nazwę "Klub Sportowy MDK Wągrowiec" lub w wersji skróconej "KS MDK Wągrowiec". Nie miałem już siły się kłócić. Tylko czekałem na odbiór dokumentacji i kolejne podejście. A tu niespodzianka, nagle okazało się, że mogę w tej całej dokumentacji (łącznie ze statutem klubu) dorobić odręczne adnotacje długopisem, dopisując "Klub Sportowy", bądź "KS". Oczywiście skorzystałem z tej rozsądnej opcji. Chociaż można się już zastanowić, czy to postępowanie było rzetelne? Po "przeskoczeniu" tego "progu", można było wrócić na ścieżkę legislacyjną. Pani w Urzędzie Statystycznym, znów miała jakieś zastrzeżenia, ale po konsultacji mogła już to poprawić zdalnie za moją zgodą, bez wycofywania podpisanej elektronicznie dokumentacji. W Urzędzie Skarbowym byłem już przygotowany na wszystko i relatywnie sprawnie poszło. Później był bank i tam też było siedzenia i wypełniania. Całe szczęście, że w statucie nie zawarliśmy informacji o wieloosobowej reprezentacji, bo gdyby, to było, to nie wiem, czybyśmy znaleźli odpowiedni termin, aby zjawić się jednocześnie całym zarządem w banku. Żeby nie przedłużać można pominąć ten fragment, aczkolwiek nie było to wszystko "od ręki". W każdym razie sprawy klubowe po wielu zawirowaniach udało się w końcu wyprowadzić na prostą. Próbowałem nawet aplikować do projektu "KLUB 2024". Był tam jednak punkt, że klub musi funkcjonować minimum 3 lata. Żeby przystąpić do wypełniania wniosku musiałem "skłamać" i podałem datę powstania cofniętą o 3 lata i system mnie wpuścił. Oprócz wypełnienia mnóstwa rubryk dodałem dokument z informacją, że faktycznie, to klub istnieje już ponad 50 lat (w końcu w tym roku była 56. edycja turnieju "Lato na Pałukach", a jest to turniej organizowany przez MDK) jednak w Rejestrze Klubów istniejemy dopiero od 2 miesięcy. Czekałem jednak na ogłoszenie wyników. W końcu opublikowano listę i przy "MDK Wągrowiec" zobaczyłem "odrzucony z powodów formalnych", czyli pewnie został przeczytany dokument. Postanowiłem jednak zadzwonić, bo był podany numer telefonu. Odebrał starszy pan (sądząc po głosie) i mu opowiedziałem sytuację, na co on kazał mi szukać jakiś pożółkłych dokumentów, pisanych na maszynie, z których by wynikało, że klub już od dawna istnieje ... Ciekawe, gdzie ja miałem szukać tych "pożółkłych papierów"? W starostwie? U jakiegoś starego szachisty? I co by to miało być? Skoro wpisy na stronach Centralnego Rejestru z historią opłat składek go nie przekonały, to żółty papier, by przekonał?

Szachy szkolne

Od samego początku mojej pracy w szkole w Wapnie tj. od 1994 r. popularyzowałem grę w szachy na terenie Wapna i okolic. Co roku organizowałem Mistrzostwa Szkoły. Prowadziłem kółko szachowe, robiłem turnieje, często fundując nagrody z własnej kieszeni. Samodzielnie przygotowując dyplomy. Kolega z pracy zrobił nawet dla mnie taką szachownicę demonstracyjną z zawieszanymi figurami. Figurki były wycięte z folii i naklejone na folię, która była naklejona na kwadraty z płyty pilśniowej z wyciętymi otworami i na każdym polu szachownicy był gwoździk. Chociaż był to wyrób domowy, to z pewnością był na poziomie wyższym, niż wiele tego typu produktów komercyjnych. Na początku korzystałem z kompletów szachowych będących na wyposażeniu świetlicy szkolnej ale szybko namówiłem dyrektora, żeby zakupił 10 kompletów szachów turniejowych wraz z zegarami. Gdy jechaliśmy na jakieś turnieje, to zawsze nas proszono, żeby zabrać zegary. Później robiłem zrzutki (gdy jeszcze nie było zrzutka.pl) i zbierałem fundusze i ludzie dawali i udało się kupić (z zebranych pieniędzy) 20 kompletów desek i Stautonów bezpośrednio od firmy Węgiel (po cenach hurtowych). Zegary Hetman bezpośrednio od producenta. W taki sposób szkoła stała się liderem szachowym w powiecie wągrowieckim. To od nas pożyczano sprzęt. To u nas rozgrywano turnieje na poziomie powiatu i to ja te turnieje sędziowałem, bo ... konkurencji nie miałem. Gdy LZS zorientował się, że w szkole są szachy i sędzia, to zaczęto wszelkie "Złote Wieże" organizować właśnie w Wapnie. Za lokal nie musieli płacić, za sędziowanie nie musieli płacić, bo robiłem to w czynie społecznym. Gdy SZS (Szkolny Związek Sportowy) zorientował się, że w szkole są szachy i sędzia, to zaczęto wszelkie rozgrywki szachowe w pionie szkolnym organizować właśnie w Wapnie. Za lokal nie musieli płacić, za sędziowanie nie musieli płacić, bo robiłem to w czynie społecznym. Na terenie szkoły w 1999 r. wystartowałem z PITS (Powiatowym Indywidualnym Turniejem Szachowym) i to był start z wysokiego C, bo od początku był to rzeczywiście największy turniej szachowy (indywidualny) w powiecie wągrowieckim. Na początku musiałem jeszcze sam pożyczać sprzęt, bo jeszcze było za mało, ale później były różne akcje np. "100 zegarów dla szachistów". Nie udało się tyle kasy nazbierać ale Krzysztof Dłużyński podpowiedział mi do jakiej fundacji się zwrócić i ufundowali nam 50 zegarów elektronicznych. Od tamtego czasu, co jakiś czas pojawiał się ktoś, kto nie mógł się nadziwić ile mamy sprzętu. Ja sprzęt użyczałem, gdzie tylko mnie prosili i to często sam wożąc. Np. Wojewódzkie Finały Wielkopolskiej "Złotej Wieży" przez wiele lat były rozgrywane w Łeknie i ja tam woziłem sprzęt (za darmo). Od dwóch lat sędziuję te imprezy i za sędziowanie, to już zacząłem wystawiać faktury ale sprzętu nadal użyczam. Na zawody jeździłem z uczniami przez wiele lat własnym samochodem. Później przepisy się zmieniły i trzeba było wynajmować. Raz nawet robiłem zrzutkę na wynajęcie samochodu, bo szkoła nie miała funduszy, a dzieci zakwalifikowały się do finału wojewódzkiego. Innym razem wypożyczyłem komplety szachów i zegarów na finał SZS ale pieniądze nie poszły do mnie, tylko właśnie na sfinansowanie udziału (przejazdu) uczniów. Później SZS w Poznaniu zorientował się, że jest ktoś taki jak ja i zaczął mnie angażować do sędziowania finałów wojewódzkich. To były naprawdę duże imprezy, bo zawody drużynowe, gdzie drużyna składa się z 4 zawodników plus jeszcze rezerwowi, a przyjechać mogą po 2 drużyny z powiatu, to dochodziło do 200 osób. Na początku obserwowałem te imprezy i gdzie nie były, to wszędzie były "dłużyzny". Zawody się przeciągały, ja miałem przeważnie zawodników przeciętnych (na tle województwa) i wracaliśmy zawsze bardzo umęczeni. Wyjazdy były wczesnym rankiem, a powroty już często wieczorem. Gdy ja przejąłem sędziowanie tych imprez postanowiłem to zmienić. Zacząłem startować punktualnie, przekonałem górę do likwidacji 2 rund, tzn. przeszedłem z systemu 9 rundowego na 7 rundowy. Od opiekunów (nauczycieli szachistów) sypała się krytyka, natomiast od opiekunów (nauczycieli wf) zaczęły się sypać pochwały. Organizacyjnie niewątpliwie (przynajmniej dla mnie niewątpliwie) podniosłem zawody na wyższy poziom. Najlepiej chyba o tym świadczy fakt, że w ostatnich latach SZS w Poznaniu zwracał się właśnie do mnie z prośbą o organizację tych finałów wojewódzkich. Do tego frekwencja też zaczęła rosnąć, bo na te zawody zaczęło przyjeżdżać coraz więcej drużyn. Gdyby było kiepsko, to pewnie by nie przyjeżdżali. Oczywiście byli "narzekacze", którzy mieli pretensje, że lista startowa nie była ustawiona według rankingu, a ja nie chciałem jej modyfikować w ostatniej chwili, bo CA nie potrafił sobie poradzić z automatycznym przenumerowaniem. W regulaminie było napisane, żeby opiekunowie zadbali o prawidłowe zgłoszenie i ja tym, którzy zgłaszali wpisywałem rankingi. Listę tworzyłem kilka dni przed turniejem i na podstawie podanych e-maili wysyłałem informacje do wszystkich opiekunów w celu weryfikacji. Nie chciałem opóźniać imprezy, przez fakt, że ktoś zapomniał podać jednemu uczniowi V kat. i w ten sposób mieliby wyższe miejsce na liście startowej. Natomiast sam impreza musiałaby oczywiście wystartować z opóźnieniem. O tych imprezach szkolnych można sobie oczywiście poczytać na moim blogu (na ogół były w grudniu). O ironio warto wspomnieć, że niedawno były Klubowe Mistrzostwa Świata i ... GM Z.Pakleza zauważył, że lista startowa jest niepoprawnie ustawiona i tam były opóźnienia po 1,5 godziny, a po rundzie okazało się, że nadal coś nie gra i znów opóźnienie. Czyżby CR też miał problemy z przenumerowywaniem listy startowej w przypadku zmiany składu drużyny? Żeby nie przedłużać kończę ten wątek.

Turnieje klasyfikacyjne

Zacząłem robić, gdy zacząłem prowadzić zajęcia klubie, tzn. w MDK. Bo rzeczywiście jest tak, że te kategorie trochę przyciągają dzieci. Dla dzieci są atrakcyjne. Pół biedy, gdy w takich turniejach startowały same dzieci, bo wtedy nie ma opłat za nadanie kategorii, o ile zawodnik jest w klubie. Zatem takie turnieje dla dzieci na V lub IV kat. to była niejako moja "specjalność". Natomiast, gdy już pojawiał się dorosły, to trzeba było wołać o pieniądze i zdarzało się, że nie biorąc pieniędzy za sędziowanie czasami dopłacałem, za niektórych uczestników opłaty klasyfikacyjne. Sam fakt, że w powiecie wągrowieckim o ile się orientuję jest tylko trzech licencjonowanych sędziów i w praktyce jeden (ja) aktywny, bo Bronek Piechocki nawet jak robi u siebie w Skokach turnieje, to przywoził mi tabelki na kartce i ja to wprowadzałem do CA lub CM i zgłaszałem dalej, czyli mam niemal monopol na organizację turniejów klasyfikacyjnych. Tylko jeśli ja na nich nie zarabiam, to ... po co mi te turnieje?

Turnieje PITS

To jest temat rzeka i najlepiej zajrzeć na https://wapno-pits.blogspot.com/ i tam sobie poczytać :) [klikając w wybraną edycję, ewentualnie podmieniając numerek w adresie strony]W każdym razie włożyłem w te turnieje niezły kawał swojego życia.

Turnieje WTK 2024

Miały rozpocząć nową epokę w mojej karierze sędziowskiej. Gdzie wpadłem na pomysł równoległego prowadzenia kilku turniejów i szansy na szybkie zdobywanie kategorii. Niestety okazuje się, że może to być wielki niewypał. ... To teraz tak po kolei.
Turniej A nie odbył się - za mało zgłoszeń.
Turniej C1 nie odbył się - za mało zgłoszeń.
Turniej C3 nie odbył się - nie było zgłoszeń.
Turniej C2 odbył się. Musiałem tylko zrobić łapankę na sali gry. Zawodnicy mieli ustawione zegary na regulaminowy czas 30 minut, ale i tak rundy kończyły się wcześniej, zatem turniej skończył się dużo wcześniej. Dwóch (na 6) zawodników zrealizowało swoje cele, zatem turniej bez zastrzeżeń.
W turniejach B było najwięcej zgłoszeń i w komunikacie zapowiedziałem wcześniej, że zostaną w miarę możliwości rozdzielone na podturnieje, tak aby zawodnicy z IV kat. grali sobie osobno na III kat. natomiast zawodnicy z III kat. grali sobie osobno na II kat. Miałem doświadczenie z poprzednich edycji, że przy grupie mieszanej może być kłopot, bo IV zaniżają średnie rankingi i czasami zabierają punkty, a III jednak są mocniejsze ale przez zaniżony średni ranking muszą zrobić lepszy wynik, a nie jest to łatwe. Zacznijmy zatem od piątku. Turniej B1 zostaje rozbity na B1na3 i B1na2. Z powodu braku chętnych do C1 dodaję jedynego zawodnika z V kat. który "koniecznie" miał grać, a przyjechał z dziadkami z Poznania. Jako "rekompensatę" do tego turnieju zostaje dla parzystości dodany zawodnik z II kat. który znakomicie podwyższy średni ranking. Ten turniej ruszył po B1na2 ale, gdy już ruszył to rzeczywiście grali i to zacięcie i grali tak jak było w harmonogramie, dwa dni, bo rzeczywiście rundy kończyły się planowo i nawet nie miało sensu granie piątej rundy już w piątek, chociaż by można. Turniej B1na3 toczył się zatem elegancko i tam dzięki wyższemu średniemu rankingowi i niższemu pułapowi na normę ... padło aż 5 norm. Przejdźmy teraz do B1na2. Powykreślałem z niego wszystkie czwórki i zacząłem sprawdzać obecność wśród dwójek. Gdy nie słyszałem potwierdzenia, a był telefon przy zgłoszeniu, to dzwoniłem. Kilka osób tak skreśliłem z listy. Skreślałem również trójki, gdy nie usłyszałem potwierdzenia z sali i nie było telefonu. Ponieważ wiedziałem już, że wystartujemy z lekkim opóźnieniem, więc traktowałem, że raczej nie przyjadą. Z jednym zawodnikiem z trójką mam wątpliwości. On grał tydzień wcześniej na "LVI Lato na Pałukach" i wyjechał wcześniej, nie zabierając dyplomu i miałem świadomość, że pewnie będzie, bo w turniejach WTK grał już wcześniej. Nie mogę przysiąc, że ktoś powiedział za niego "jestem" ale mogło tak być. Ponieważ była nieparzysta liczba zawodników, to tutaj też dopisałem zawodnika z II kat. z mojego "odwodu". Po dopisaniu, skojarzyłem pierwszą rundę. Do laptopa był podłączony projektor, który wyświetlał obraz na bardzo dużym ekranie. Oprócz wyświetlania przeczytałem przez mikrofon kojarzenie 1. rundy w tym turnieju. Poprosiłem o zajęcie miejsc i rozpoczęcie gry. Gdy ruszyła tam runda, przeszedłem do kojarzeń B2na3 i znów wyświetliłem na ekranie i przeczytałem i poprosiłem o rozpoczęcie gry. Dopiero wtedy zająłem się porządkowaniem dokumentacji na biurku, przeliczeniem i schowaniem pieniędzy, ustawieniem na ekranie osobnych okien z kojarzeniami. Bezpośrednio przed sobą miałem rząd z graczami B1na2 i tam widziałem komplet grających par. Po lewej swojej ręce już nie z takim widokiem na wprost miałem grupę B1na3. Po kilku minutach postanowiłem wstać i przejść się. Część zawodników była małoletnia i byli z opiekunami, zatem na sali były dodatkowe osoby, ale dla nich była sala obok i oni się tam przemieścili. Gdy zacząłem tak spacerować, to zauważyłem, że na 5 szachownicy w B1na3 nie widzę kompletu zawodników. Podszedłem więc i pytam się co z przeciwnikiem? "Nie przyszedł." Obróciłem się zatem i patrzę na ekran i czytam, kto tam powinien grać. Rozglądam się po sali i nagle spostrzegam, że na 5. szachownicy ale w turnieju B1na2 siedzi właśnie ten zawodnik z V kat. który przyjechał z dziadkami ale szachowymi laikami i wcale bym się nie zdziwił, gdyby to babcia odczytała z ekranu, że wnuczek gra na 5. i kazała mu tam usiąść (nie robiłem już dochodzenia, ale to bardzo prawdopodobne). Zatem każę V kat. na 5. szachownicy w B1na2 przejść na 5. szachownicę w B1na3 ... ale w takim razie, kto powinien grać na 5. w B1na2? Podchodzę do komputera, sprawdzam, wywołuję zawodnika, nie ma odzewu. Sprawdzam, czy przy zgłoszeniu jest telefon. Jest. Dzwonię. Odzywa się mama zawodnika, że ... zawodnik "nie przyjedzie". Teraz w mojej głowie zawirowanie - co robić? Upłynęło już przynajmniej 10 minut gry w B1na2, widzę że ludzie mają po kilkanaście posunięć zapisanych. Przerywać rundę i ponownie kojarzyć? Gdy już i tak start był spóźniony. Wyrzucić "odwodową" dwójkę z turnieju i tą niewykrytą trójkę? Tak byłoby najrzetelniej. Teraz trzeba wrócić do tego co mówiłem na odprawie, a o odprawie nie pisałem. Mówiłem tam między innymi o tym moim przypadku, jak mnie "koleś" wyrolował i nie pojawił się na ostatniej rundzie i tutaj też ostrzegałem, żeby nie robić takich głupot i nawet jak będzie beznadziejna sytuacja, to trzeba grać do końca, bo ja jako sędzia nie pozwolę, żeby komuś w głupi sposób odebrać szansę na normę i mogę czasami wpisać wynik zamiast walkowera, chociaż walkower się zdarzy. To było takie moje "ostrzeżenie" dla "kolesi". Właśnie z tego powodu przypomniałem sobie  o tym, co mówiłem i w rozmowie z zawodnikiem nieobecnym zadałem pytanie: czy zamiast walkowera będę mógł wpisać jego przegraną? (i wycofać go po 1. rundzie) Wszystko po to, by nie przerywać pierwszej rundy i nie odbierać zawodnikowi na 5. szachownicy szansy na zdobycie normy. "Nieobecny" trochę "marudził", ale ponieważ turniej nie był zgłoszony do FIDE i nie będzie straty na ELO, więc ostatecznie zgodził się na takie rozwiązanie. Zatem zrobiłem tak jak wymyśliłem na 5. w B1na2 wpisałem "1:0" zamiast "+:-" i po pierwszej rundzie wycofałem "nieobecnego" i odwodową II kat. Dalej turniej B1na2 przebiegał już bez przygód, przynajmniej sędziowskich. Zawodnicy tak się wykosili, że padła tylko jedna norma na II kat. i to bardzo niespodziewana, bo zawodnik musiał wygrać, a miał gorszą pozycję, natomiast faworyt miał lepszą pozycję i wystarczał mu remis, ale sport rządzi się swoimi prawami. Natomiast zawodnik grający w pierwszej rundzie z "nieobecnym", grał słabo i mógłbym dla "świętego spokoju" poprawić wynik na walkower, ale drugiego dnia nie przyszło mi to głowy, a później zapomniałem (tyle się działo). Przejdźmy zatem do soboty i turnieju B2. (C2 jak już wcześniej pisałem rozegrany został przy pomocy zawodników z "łapanki"). W sobotę na początek puściłem turnieje z piątku tzn. ich piąte rundy. Ponieważ byłem już po piątkowym przypadku z "nieobecnym", to tym razem weryfikacja listy startowej była bardzo skrupulatna. Udało się idealnie podzielić turniej B2 na B2na2 i B2na3. Była parzystość i była nawet kołowość. Oczywiście na odprawie znów opowiedziałem (między innymi) o moim przypadku. W końcu wystartowały obydwa turnieje (a nawet 4 turnieje). W turnieju B2na3 wszystkie partie zakończyły się bardzo szybko. Dlatego szybko ich "przechwyciłem" i zapowiedziałem, że kolejna runda za chwilę wystartuje. Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Skojarzyłem drugą rundę w B2na3. Wszystkie inne (B1na2, B1na3 i B2na2) toczyły się normalnie tzn. zawsze znaleźli się zawodnicy grający do końca, zatem nie było nic do kombinowania. Natomiast w B2na3 kolejna runda skończyła się szybko. Po drugiej szybkiej rundzie zapowiedziałem, że jeśli tak dalej pójdzie, to jest szansa, aby turniej skończyć już pierwszego dnia. Co większość zawodników/opiekunów przyjęło entuzjazmem, a niektórzy z niedowierzaniem. Siedmioro było przyjezdnych, tylko jeden był z Wągrowca. Jeden zawodnik był bardzo młody i bardzo przeżywał (głośno płakał, musiałem uspokajać) inny młody, też bardzo nerwowy. Na tyle nerwowy, że opiekun(ojciec?) prosił mnie, abym z nim przeprowadził pogadankę. Nawet jeśli pojedyncze partie trwały tam dłużej, to nadal było tempo szybkie. Na tyle szybkie, że po czterech rundach śmiało mogłem przewidzieć, iż kolejne trzy też będą ekspresowe i z pewnością zakończą się przed końcem planowanej czwartej rundy. Zatem nie będzie nawet jakiegokolwiek przedłużania. Między rundami robiłem krótkie przerwy, żeby zawodnicy grający dłużej mogli jeszcze odetchnąć. Przeciwnicy mogli rozpoczynać grę dopiero gdy przy szachownicy był komplet. Nie chcę teraz przesadzać, ale B2na3 zakończyło się już po 6 (góra 7) godzinach. W tym turnieju padła tylko jedna norma na III kat. Zawodnicy i opiekunowie nie musieli już przyjeżdżać drugiego dnia, a prawie wszyscy mieli daleko. W niedzielę zostało mi przyjechać na ostatnie trzy rundy B2na2, bo tutaj rundy były właściwie według harmonogramu i nie było pola do manewrów. Paniom w MDK zapowiadałem, że skończy się wcześniej, ale niewiele wcześniej się skończyło. 

Protest

Po zawodach przyjechałem do domu, żeby odpocząć po trzech naprawdę intensywnych dniach. Ponieważ banki i tak przelewy puszczają dopiero w dni robocze, więc postanowiłem poczekać do poniedziałku. W poniedziałek przelałem odpowiednią kwotę za opłaty klasyfikacyjne i wygenerowałem sprawozdania sędziowskie. W sprawozdaniu nie wspominałem o żadnych incydentach, tzn. ani o nieobecnym, ani o 7 rundach jednego dnia. Nie widziałem w tych wydarzeniach nic nadzwyczajnego, natomiast zdawałem sobie sprawę, że gdy o nich wspomnę, to może się coś zacząć dziać. Czasami jest tak, że jak się nie wskaże problemu, to go nie ma, a jak się go szuka, to się go znajdzie. Wysłałem sprawozdania z pięciu turniejów i potwierdzenie przelewu za opłaty klasyfikacyjne. Dostałem tylko krótką odpowiedź z WZSzach, że był jakiś protest w sprawie turniejów. Krótka informacja, a wstrząsnęła mną mocno. Niedługo potem przyszła wiadomość z KS (Kolegium Sędziów), że są wątpliwości, co do rzetelności przeprowadzenia imprezy, bez podawania szczegółów, o co konkretnie chodzi. Skoro już jednak zostałem "wywołany do tablicy", to krótko opisałem przebieg. W porównaniu do tego tekstu, to trudno nawet powiedzieć, że telegraficznym skrócie. Zresztą dla młodego pokolenia telegraf/telegram, to zapewne niejasne pojęcia. W każdym razie w ogromnym skrócie napisałem, to o czy tutaj wspominałem tzn. że był "nieobecny" na B1na2 oraz, że B2na3 zrobiłem w jeden dzień. Dopiero po kilku dniach otrzymałem odpowiedź, że mam poprawić sprawozdania i nie ma żadnej "furtki" dla przepisów kodeksu, żeby dwudniowy turniej, zrobić w jeden dzień.
W sobotę był w Poznaniu Walny Zjazd WZSzach. Niestety nie mogłem na nim być i się "bronić". Uważam jednak, że skoro pojawia się taki problem, to sędziowie powinni się zastanowić, czy nie zrobić "furtki" w przepisach dla takich przypadków. Jestem przekonany, że takich turniejów jak B2na3 było w Polsce z pewnością wiele. Nie chce mi się wierzyć, że zawodnicy będą protestować przeciwko skracaniu turniejów na III kat. do jednego dnia. Akurat w moim przypadku znalazł się taki jeden (na tysiąc), któremu pewnie nie udało się zrobić normy, no i stwierdził, że on mi jeszcze pokaże i napisał protest. A swoją drogą, ciekawe czy wniósł opłatę za rozpatrzenie protestu? Bo to chyba tak jest, że przy proteście trzeba coś wnieść. Czy ten protest był podpisany, czy też anonim?

Epilog

Nie wiem jak się skończy ta sprawa. Bardzo możliwe, że zostanę jakoś ukarany. Tak się zapowiada. Gdybym był 24.08. w Poznaniu, to zapewne poruszyłbym sprawę, że od kilku lat nie widzę nowych odznak i wyróżnień w zakładce "Komisji Wyróżnień i Dyscypliny". Jak się działa na takiej "pustyni szachowej" jak powiat wągrowiecki, to nawet nie ma kto zgłosić. Ja przez te trzydzieści lat nie pracowałem dla odznak. Robiłem to wszystko dla idei, dla szachów. Poświęcałem swój czas i pieniądze(!). 
Na wszelki wypadek przypominam czytelnikom definicje:
rzetelny
1. «wypełniający należycie swe obowiązki»
2. «taki, jaki powinien być, odpowiadający wymaganiom»
3. «zgodny z prawdą, wiarygodny»
rozsądek «zdolność trafnego oceniania sytuacji i odpowiadającego tej ocenie zachowania się»

cdn.

niedziela, 18 sierpnia 2024

Mistrzostwa w Mroczy

 

Byłem 18. na liście startowej, a zająłem 19. miejsce. Zdobyłem 3,5 punktu, a planowałem zdobyć 5,5 i zdobyć normę na I kat.

Szybkie podsumowanie:

W 1. rundzie Wiktor Hałuja I++ silny junior. Czarnymi zagrał Caro-Kann i ja poszedłem w atak Panowa. Zaskoczyłem przeciwnika pchnięciem piona na c5. Miałem przestrzeń, partia mi się podobała, miałem lepszy czas. Wydawało mi się, że mam wręcz lekką przewagę i przez uśpioną czujność postanowiłem pójść na wymianę hetmanów, tylko nie policzyłem wtrącenia. Drugie możliwe odejście dawało równą grę. Do tego miejsca komputer pokazywał równowagę.

W 2. rundzie  czarnymi z Maciejem Wolakiem II (jedyny zawodnik w turnieju, który zrobił normę na I, czyli był naprawdę dobry. Graliśmy obronę dwóch skoczków, ja czarnymi i w pewnym momencie podkusiło mnie ofiarować figurę za komplikacje. Nie sprawdzałem na komputerze, ale chyba przeholowałem. To było niepotrzebne.

W 3. rundzie Konrad Muzal II kat. kolejny junior na drodze. Białymi, poszła obrona sycylijska i było dobrze i może trzeba było grać, bo pozycja była dobra. Junior jednak "aż prosił" o remis, widać że mu zależało przynajmniej na tej połówce. Ja byłem bez punktu. Stąd ostatecznie zgodziłem się na ten remis.

W 4. rundzie Jacek Górny II kat. wreszcie senior. Znów białym, tym razem przeciw obronie francuskiej. Postanowiłem zagrać coś, co kiedyś opracowałem na YT taki wariant z przepchniętym pionem na e5, później z pionem na g3 i gońcem na h3. Taki "prawdziwie moje" opracowanie. Przeciwnik moim zdaniem pochopnie pionem a wylądował na polu b3 i nie miał jak tego piona obronić, a ja na tym oparłem całą grę. Zdobyłem tego piona, później następnego. Później zacząłem wymieniać figury i gdy już było dobrze, to przeciwnik trochę wybił mnie z rytmu poświęcając skoczka za dwa wolne piony, które miały dojść. Jednak bez tej figury było mu ciężko i ostatecznie poddał partię posunięcie przed matem.

W 5. rundzie Szymon Kęsik II kat. widać, że bardzo biegły w teorii debiutów. Słyszałem jak chwalił się, że niektóre gra do 15 posunięcia bez zastanawiania. Poszedł London, ja czarnymi. Jednak postanowiłem uciekać w takie coś, co z pewnością nie było  w opracowaniach. Co prawda pionem b zajechał na b6, ale udało mi się tak ustawić figury, że dalej iść nie mógł, został izolowany, a ja przerzuciłem się nagle do ataku na drugie skrzydło. Potrafił jednak trafnie odpowiadać na kolejne próby. Niestety mój czas był dużo gorszy. Dlatego gdy mieliśmy już 30 posunięć, zaproponowałem remis, a przeciwnik z ulgą przyjął, bo się bał, że mam już przewagę. Czyli się przestraszył. Gdy jednak wrzuciłem pozycję na komputer, to moja przewaga była tylko minimalna, a wszelki mocne przełomy mogłyby się skończyć różnie. Równie dobrze mógłbym przegrać, zwłaszcza przy tak małym czasie na zegarze.

W 6. rundzie Adam Piątak II kat. znów junior i znów nastawiony na zdobycie chociaż 1/2 punktu. Bardzo szybko proponował remis i bardzo mu zależało. Ponieważ wiedział, że gram e4 poszliśmy w partię hiszpańską (podobno wariant berliński). W pewnym momencie stracił pomysł na rozwój i poszedł królem na b1, w następnym królem na a1. Już "czułem" zwycięstwo, zacząłem przygotowywać się do zdobycia piona i wyciskania. I wtedy zaskoczył mnie ofiarą skoczka za piona i odzyskanie aktywności. Rzeczywiście wybił mnie z rytmu, bo nie takie warianty liczyłem i wszystkie przewidywania trzeba było zmodyfikować. Oczywiście znów poszło trochę czasu. Znów zaskoczył mnie nieoczekiwanym wyborem. Na tamtym etapie miałem wygraną, ale należało realizować wcześniejszy plan, tzn. wymianę hetmanów i realizację figury. Natomiast ja myślałem, że znalazłem mocny atak na króla przeciwnika. Jednak trochę się ten atak rozjechał, a wymiana hetmanów nastąpiła ale już na warunkach przeciwnika, a gdy skubnął jeszcze dwa  piony sytuacja stała się groźna (dla mnie) Ostatecznie, to ja musiałem walczyć w tej partii o remis ... ale ostatecznie się udało. Czyli junior osiągnął, to co pragnął (remis) ale przynajmniej były emocje i widać, że był szczęśliwy i taki (bojowy) remis wręcz dodał mu skrzydeł. Chyba ostatecznie mnie wyprzedził. W każdym razie po partii był szczęśliwy. Ja natomiast wypuściłem ... zwycięstwo i to nie jest dobry prognostyk.

W 7. rundzie Oskar Kosecki II kat. junior z "jednej paczki" z tamtymi juniorami. Sęk w tym, że w domu (w Damasławku) był Maks z Amelią i chciałem wracać szybko, żeby ich jeszcze spotkać. Oskar chciał remisu. Gdyby poprzednią partię wygrał lub przegrał, to pewnie ... bym grał (żeby odrobić straty, albo jeszcze powiększyć dorobek). Jednak poprzedni remis skłonił mnie do szybkiego remisu w hiszpańskiej w 10 minut. Partia bez historii.

W 8. rundzie Mikołaj Pender II kat. junior ... inni juniorzy mnie już ostrzegali, że będzie się działo. Czułem, że będzie London, to sobie zobaczyłem wcześniej prostą pułapkę czarnymi po pionem na h5 w drugim posunięciu, ale widocznie to znał. Cóż, musiałem improwizować. Myślę, że było całkiem przyzwoicie. Bardzo późno nastąpiło pierwsze bicie. Później już szedł chętnie na wymiany. Nie analizowałem calej partii ale pozycja końcowa była na ) 0,0 natomiast, gdy zaproponowałem remis, to zaraz się zgodził, czyli też się bał. Pewnie, kto by zaryzykował, ten mógłby i przegrać. Natomiast ja kalkulowałem już na kojarzenie w ostatniej rundzie, żeby dostać jakiegoś outsaidera.

W 9. rundzie Robert Kamiński II kat. (pięćdziesięciolatek wreszcie). Białymi, obrona dwóch skoczków. Już chciałem jechać Sg5, ale sobie przypomniałem, że może jakaś "smażona wątróbka" będzie i nie chciałem na koniec się emocjonować. Zrobiłem spokojne d3 i stwierdziłem, że się "pobawimy" na spokojnie. Ja zrobiłem roszadę krótką, przeciwnik zrobił roszadę długą. Już zacząłem się przymierzać do ataku, ale zobaczyłem, że on też szykuje się na mojego króla. Ostatecznie powstała pozycja jak na obrazku. Tylko, że ja nie zagrałem wieżą na c1, ... zagrałem pionem na g4. I zaczęła się zamieć na skrzydle królewskim i ... teraz mogę żałować, że nie dostrzegłem kontrataku i sam wpakowałem się w kłopoty. Kontratak był (w tej sytuacji) najlepszym rozwiązaniem. Ostatecznie przegrałem.

A jednak jestem zadowolony, że zagrałem. Gdybym w następnym tygodniu startował w następnym turnieju. Niewątpliwie moja gra byłaby znacząco lepsza. Turniej dał mi kopa, mimo fatalnego wyniku. Chociaż dla statystyka, to właściwie wszystko było w normie, niby zagrałem tak jak powinienem. Jednak moje odczucie jest, że teraz to dopiero bym zagrał :)

środa, 24 lipca 2024

Zasilacz antenowy TV DVB-T2

 

Przez takie coś ... można stracić kilka godzin. Dzisiaj mama wezwała mnie do siebie, bo w telewizorze wyświetlało się tylko brak sygnału itp. Przyjechałem, powyłączałem, powłączałem i ... niektóre programy były, innych nie było. Obraz nawet tam, gdzie coś było potrafił się ścinać. Co jest winne? Dekoder? Chmury? Padło na dekoder. Pojechałem po nowy dekoder. Podłączyłem nowy dekoder. Zrobiłem wyszukiwanie. Wyszukało 8 kanałów i wszystkie w świetnej jakości, tylko że nie te, które mama by chciała. Zacząłem jeszcze kombinować w ustawieniach i znalazło 16 kanałów. Jeszcze raz i znalazło 44 kanały ale cały czas te inne kanały były niestabilne, tzn. było trzeba chwilę poczekać, później chwilę było ok, a za chwilę znów się ścinał. Przyszedł listonosz i ... powiedział, że to zasilacz antenowy, że on też tak miał, że niby dioda zielona się świeciła, ale coś tam nie tak z napięciem było i wystarczyło wymienić zasilacz i było ok. No to pojechałem po nowy zasilacz. Przełożyłem, podłączyłem. Znów zrobiłem wyszukiwanie programów i teraz znalazło ponad 100 i każdy znaleziony wskakiwał i nie było żadnych problemów. Czyli rzeczywiście ten zasilacz antenowy był winien. 

sobota, 28 października 2023

Ryska w złączce

 

Chwilowo tak wygląda kabina prysznicowa. Cóż się wydarzyło? Otóż w czwartek zaczęliśmy słyszeć w łazience podejrzane syczenie. Ewidentnie coś, gdzieś ciekło. Na początek zamknąłem wodę na cały dom. Otwierałem tylko, gdy była potrzebna i szybko redukowałem ciśnienie. Zlokalizowałem, że to musi być gdzieś w okolicy baterii prysznicowej. Miałem nadzieję, że obędzie się bez kucia ale jednak trzeba było jedną płytkę poświęcić. Winowajcą okazała się złączka, do której przykręca się baterię. Była, bądź zrobiła się na skutek wady materiałowej mała, maluteńka rysa na gwincie. Takie drobiazgi są strasznie irytujące. Taki ułamek milimetra ubytku a życie domowe rozwalone na kilka dni.
__
Wczoraj miało miejsce w Wągrowcu wydarzenie, które było pokazywane w całej Polsce (a może i dalej) Ja kojarzę ten wyjazd w Wągrowcu. Normalnie kierowca patrzy tam w prawą stronę (lewą na zdjęciu) bo tylko stamtąd mogą nadjechać inne pojazdy. Ta strzałka pokazuje dwuletnie dziecko, które weszło na pasy. Auto ruszyło, dziecko upadło, auto przejechało, dziecko wstało. Kierowca nie miał nawet świadomości, że przejechał dzieciaka. Dziecku nic się nie stało. Mogła być ... wielka tragedia. Jaki będzie dalszy ciąg tej sprawy? Wielu komentatorów (w różnych portalach) obwiniało kierowcę, który miał 71 lat i przejechał człowieka na pasach, że trzeba takim zabierać prawo jazdy. Prawda jest taka, że kierowca mógł tego dziecka nie zauważyć. Z prawej strony (dla kierowcy po lewej) jest budynek, który zasłania ruch na chodniku. Kierowca musi kiedyś spojrzeć w prawo, bo stamtąd płynie ruch. Maluch jest w wieku, gdy trzeba mieć jako rodzic oczy szeroko otwarte, bo nie wiadomo co mu strzeli do głowy. Tam rodzice mieli jeszcze czwórkę dzieci. Jak ich upilnować?

wtorek, 29 sierpnia 2023

Bojler

 

Poprzednia wymiana grzałki była w styczniu 2022 r. czyli ponad 1,5 roku temu i już mam to opanowane ale ... jest to wkurzające i dzisiejszy dzień został poświęcony na szukanie nowego rozwiązania  ... najbardziej zainteresowała mnie oferta ACV ale ... 

___

Oprócz wymiany grzałki, dwie bardzo radosne informacje - obie moje "podopieczne" zdały egzaminy poprawkowe z matematyki, a nie były to "łatwe" przypadki.


  

sobota, 26 sierpnia 2023

Aliasy, konta, profile, czyli jak można namieszać!


 
Microsoft mści się na mnie? Od początku mojego komputerowego życia miałem jakieś uprzedzenia do MS. Oczywiście czasami MS też coś dobrego zrobi, ale ... tak jak potrafią zagmatwać niektóre proste sprawy, to mało kto potrafi. Do niektórych usług wymagają zalogowania, później dają możliwości robienia aliasów, ale z takich ciekawostek - jak np. już gdzieś się zaloguję i chcę coś zmienić, to ... dla bezpieczeństwa ... muszę się jeszcze raz zalogować. Miałem zamiar nagrać film o kalendarzu i żeby był lepszy obraz, to nie chciałem nagrywać ekranu telefonu, tylko pokazać ten ekran na ekranie komputera. Teoretycznie prosta sprawa, straciłem na to razem przynajmniej kilka godzin ...a i tak mi się nie udało. Ostatecznie zrobiłem to prostą darmową aplikacją, którą zainstalowałem w minutę i w następnej minucie miałem, to co chciałem. Natomiast "Aplikacja łączę z telefonem" się konfigurowała, ale ostatecznie nie uruchomiła się. Gdy telefon miałem "przypięty" do jednego konta, to nie mogłem go "przypiąć" gdzie indziej, aż nie usunąłem na jakimś aliasie. Co chwilę skanowałem kody QR, wpisywałem kody przysyłane to na e-mail, to jako SMS i kody były zatwierdzane a i tak występowały nieoczekiwane problemy, które nie pozwalały osiągnąć tego co chciałem.
To przy okazji opiszę jeszcze przygodę z podpisem elektronicznym od Certum. W GOPS nastąpiła zmiana kierownika, więc nastąpiła wymiana podpisów, ok logiczne. Ewa miała wysłać jakieś sprawozdanie w programie Sygnity. Niestety nie szło tego zrobić występował jakiś błąd i nie udawało się wysłać tych sprawozdań. Natomiast sam podpis działał, bo w innych przypadkach udawało się nowym podpisem podpisać np. dokumenty. Sygnity odpisało, aby usunąć pewien katalog temp, w którym mógło zostać coś po starym podpisie. Usunąłem, ... nie pomogło. Poprosili, żeby przysłać jakiś dokument podpisany przysłać. Wysłałem i czekałem na odpowiedź, jednak się nie doczekałem. Sam znalazłem rozwiązanie. Nie zrobiłem tego jednak korzystając ze strony Certum. Tam jest mnóstwo informacji, mnóstwo instrukcji, ale samych niepotrzebnych, które nic nie wnoszą i tylko irytują. Otóż jest program do podpisu (ten program pobraliśmy i tym programem podpisywaliśmy i to normalnie działało), ale jest również prgram do ... nazwijmy, to zarządzania kartami i właściwie, to normalny użytkownik nie będzie wiedział po co ten inny program. Nigdzie na stronach Certum nie spotkałem wprost informacji, że niektóre podpisy wykonujemy tylko z użyciem karty, natomiast w niektórych programach nie wystarczy certyfikat z karty lecz certyfikat musi zostać wgrany do systemu (do Windows) i wtedy zacznie działać łącznie z tym certyfikatem na karcie. Czyli trzeba wgrać certyfikat do systemu, ale samo wgranie nie wystarczy, bo i tak trzeba mieć kartę z tym certyfikatem i podpisać. Jednak nikt, nigdzie tego "łopatologicznie" nie tłumaczy. Sam musiałem się domyślić, bo natknąłem się na stronę, gdzie było opisane postępowanie przy podpisywaniu w programie Płatnik i tam natknąłem się na informację o wgrywaniu certyfikatu nie tylko na kartę ale właśnie z karty do systemu i wtedy uświadomiłem sobie, że być może w przypadku komputera Ewy, w systemie funkcjonuje jeszcze certyfikat "starej" kierownik, który nie pasuje do certyfikatu z karty "nowej" kierownik. Tylko skąd zwykły śmiertelnik ma to wiedzieć? Przecież pisząc np. do Sygnity, opisywałem okoliczności, że idzie podpisywać zwykłe dokumenty, że była zmiana kierownika. Do Certum też mam pretensje, bo nazwy programów do tego podpisywania są podobne, ale nie jest jasno (dla laika) wytłumaczona różnica między tymi programami. Trzeba było np. zrobić może jeden program, który będzie robił "wszystko". Po pobraniu programu do zarządzania kartami, wszystko poszło gładko, tzn. zainstalowałem certyfikat podpisu w systemie usunąłem katalog temp z opisywanego miejsca i wszystko (sprawozdanie) zostało podpisane. Niemniej stresu trochę było. Teraz się to łatwo opisuje i wszystko wydaje się proste. Natomiast samo szukanie rozwiązania nie było takie proste i wymagało cierpliwości i włączenia myślenia.

sobota, 5 sierpnia 2023

Smutny letni tydzień

 

Środek wakacji i ... w poprzednią niedzielę burze i ostrzeżenia RCB. Dzisiaj znów ostrzeżenia, że w nocy intensywne deszcze i mogą wystąpić podtopienia. W poniedziałek pisałem o problemach z programami Sygnity, jak przestały działać i praktycznie cały dzień zszedł na uruchamianie po zakłóceniach. W tygodniu przyszedł e-mail, że od września będą przechodzić na zupełnie nową technologię, całkiem nową architekturę, przejdą z Javy Oracle na inną Javę, no to już można się bać. Przynajmniej samego przejścia. W programach księgowych, też przyszedł komunikat, że trzeba przechodzić do końca roku na wyższe wersje MS SQL Serwera, niż 2014, a jest wersja 2012, czyli szykuje się robota. Robota jak robota, ale z pewnością pewną przeboje. Oglądałem niedawno film o neuroplastyczności mózgu. Czyli jeżeli wizualizujemy kłopoty, to ... się pojawią. jak wizualizujemy sukces, to ... się uda. Jednak doświadczenie uczy, że wszelkie unowocześnienia i poprawki kończą się dodatkową pracą, bo przeważnie następuje jakaś niespodziewana trudność. 27. sierpnia planowany był przyjazd młodych szachistów z Niemiec. Miałem być opiekunem polskiej strony i co. Gdy już zaczął powstawać program i zebrany został skład i już wszystko przygotowane, ... ja wysyłam wiadomość do Lothara z pytaniem - ile będzie dziewcząt, a ilu chłopców? Żeby odpowiednio pokoje zarezerwować. Na początku cisza ... a po pewnym czasie, opiekun pisze, że jest mu przykro bo nie miał kontaktu z uczniami i okazało się, że tam już rozpocznie się rok szkolny i oni nie mogą w tym terminie przyjechać. 
Po drodze jeszcze te przeboje ze składką zdrowotną i ZUS-em, jak to nic (ani złotówki) nie miałem stracić i zamiast kilkudziesięciu złotych (9% od dochodu) zapłaciłem ponad 3200, bo mniej nie można. Przy okazji wyszła jeszcze sprawa auta, bo zauważyłem, że w dokumentacji internetowej figuruje jeszcze, że jest w leasingu, a przecież na przełomie 2021/22 wykupiłem auto, bo też wchodziły jakieś nowe przepisy związane z wykupem. Niestety wtedy właśnie następowały w mojej obsłudze księgowej zmiany, tzn. odeszła poprzednia osoba, na krótko była inna osoba, za jakiś czas inna. PKO oczekiwało tylko dowodu wykupienia, żeby pieniądze wpłynęły. Do tego były jeszcze jakieś dziwne opłaty manipulacyjne. Pamiętam, że czekałem na fakturę z wykupu, bo ... tam przecież grubo ponad 2 tysiące VAT do odliczenia by było. Tyle, że nigdy powiadomienia o akurat tej fakturze się nie doczekałem, rok minął wiele innych spraw na głowie było, to człowiek o tym zapomniał. Teraz chciałem wyprostować, to się zacząłem zagłębiać w temat i cóż się okazało?

Dokument nie został wystawiony w formie elektronicznej. Wszystko wystawiają w formie elektronicznej, a jeden bardzo ważny i konkretny dokument nie został wystawiony? 
Jedynym jasnym akcentem była wygrana w konkursie ChessManagera 10 kompletów szachowych, ale to jest na razie informacja, bo same komplety, to jeszcze nie dotarły. W ostatniej chwili zobaczyłem też informację o konkursie METAXY, ale odpuściłem, chociaż w dwóch edycjach wygrałem już po butelce Metaxy i pewnie, gdybym się spiął do pisania, to trzeci raz bym wygrał (butelkę Metaxy, a nie wakacje w Grecji) ale musiałbym najpierw kupić przynajmniej jedną butelkę Metaxy ... to odpuściłem. Już ponad miesiąc zbieram kupony LOTERIADY, zarejestrowałem ich już ponad tysiąc i ...
... nic. Na wprowadzenie jednego potrzebuję średnio kilkanaście sekund, zatem poświęciłem na samo wprowadzanie kilkanaście tysięcy sekund, to ... kilka godzin. Na szczęście mały ułamek, to moje tzn. za moje pieniądze. Po prostu zabieram z kolektury, bo ludzie to zostawiają. Pewnie nie wierzą, że można tam wygrać.

środa, 2 sierpnia 2023

No i gdzie moje zdrowotne?

 

W styczniu 2022 r. (ponad 1,5 roku temu) zastanawiałem się we wpisie "Premier obiecuje ..." czy rzeczywiście nie stracę? I co? Premier nie przewidział takiej osoby jak ja. Miałem nie stracić, a jednak straciłem. Komentator "unknow" czepiał się mnie, że nie przedstawiam wyliczeń i tu ich też nie przedstawię, ale opiszę na czym problem polega. Wprowadzono wtedy prawo, że składka zdrowotna 9% i nie ma zmiłuj trzeba płacić. Sęk w tym, że w przypadku działalności gospodarczej trzeba zapłacić 9% ale ... przynajmniej od od wynagrodzenia minimalnego, a jeśli się tego wynagrodzenia minimalnego nie osiągnie, to ... trzeba zapłacić te 9% od wynagrodzenia minimalnego. Ja pracuję w sumie na 2 etatach w szkołach (łącznie 36 godzin). Tam rzetelnie odciągają mi 9% na składkę zdrowotną. Dobrze, niech tak będzie chociaż już w tym momencie dużo odprowadzam na tę składkę zdrowotną. Przed 2022 r. składka zdrowotna z działalności też była odprowadzana, ale jeśli pracowałem na etacie, to ta składka zdrowotna po rozliczeniu rocznym była mi zwracana, czyli mogłem obracać tymi pieniędzmi, czyli można było traktować, że to taka kaucja, tzn. ja płacę, państwo oddaje, ja płacę, państwo oddaje i tak dziwnie ale znośnie. Jednak od 2022 r. tej składki zdrowotnej z dodatkowej działalności państwo mi już nie oddaje, a do tego nie jest to zwykłe 9% lecz  9% przynajmniej z płacy minimalnej. Jednak ja w tej mojej działalności nie osiągam dochodów na poziomie płacy minimalnej, to jest tylko moja dodatkowa działalność. Natomiast zapłacić muszę zdrowotne, które w rzeczywistości jest niemal dwa razy większe, niż 9% od moich przychodów. Do tego muszę płacić 23% VAT, bo leasing auta już się skończył, za obsługę rachunkowości też niedługo będzie ponad 200 PLN miesięcznie. Zatem trzeba się poważnie zastanowić, czy warto tą działalność prowadzić, skoro tak jestem "skubany"?
Tak oto 9% od dochodu w magiczny sposób urosło z kilkudziesięciu PLN do ponad 3 tys. PLN