Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sędziowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sędziowanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 grudnia 2024

XXVI Licealiada (szachy drużynowe) Poznań

 


Ten młody człowiek w pomarańczowej bluzie, to IM (a już wkrótce GM) Jan Klimkowski, Wicemistrz Świata do lat 18, człowiek ze sztabu aktualnego Mistrza Świata Gukesha Dommaraju, uczestnik XIX PITS Wapno. 
W przeszłości już sędziowałem kilka imprez SZS, w których grał Jan. Bardzo skromny, sympatyczny młody człowiek.
Wystartowały ostatecznie 44 drużyny, udało się skończyć o godzinie 15, co uważam za bardzo przyzwoity wynik. 
__
27.12. znalazłem zdjęcie z 2023 r.

poniedziałek, 26 sierpnia 2024

Rzetelność, czy rozsądek?

 Wstęp

Kilkanaście lat temu grałem w turnieju szachowym w Żninie i całkiem nieźle mi szło. Między innymi zremisowałem z pozycji siły z k+ (Markiem Olszewskim), wygrałem z I+. O ile dobrze pamiętam turniej był 9-dniowy (a co najmniej 7-dniowy). Do pełni szczęścia brakował mi tylko remis w ostatniej partii z zawodnikiem, który zajmował ostatnie miejsce. Takie było kojarzenie, bo tych zawodników, to aż tak dużo nie było. Pojechałem ostatniego dnia nastawiony bojowo, żeby w końcu tę normę na pierwszą kategorię zrobić. Niestety mój przeciwnik się nie pojawił. Co prawda otrzymałem punkt walkowerem i moje miejsce w tabeli się poprawiło, ale ... sędzia był na tyle rzetelny, że ani myślał zrezygnować z zapisu "+:-", co w praktyce przełożyło się na zmarnowanie moich pieniędzy i czasu i marzeń o normie. 
Właściwie, to nie było nic nadzwyczajnego w moim życiu. Miałem wiele tego typu przypadków. Wspomnę może o jeszcze jednym, takim bardziej znaczącym, który bardzo wpłynął na moje koleje życiowe. Otóż w czasie studiów na UAM, miałem przedmiot, który nazywał się algebra abstrakcyjna. To były czasy, gdy raczej podchodziłem do studiowania na zasadzie "zakuć, zdać i zapomnieć". Prowadzący starał się być bardzo rzetelny. Przy pierwszym podejściu do kolokwium nie udało mi się. Widocznie za mało czasu się uczyłem. Było jednak drugie podejście, poprawka. Żeby nie ryzykować, to już się poważnie pouczyłem. Nie były to już jednak tak proste zadania jak na pierwszym podejściu. To już było ewidentne "podniesienie poprzeczki". Zadania były już wyraźnie z wyższej półki. Jednak ponieważ się uczyłem, to coś tam rozwiązałem i czekałem na wyniki. Nadeszły następne zajęcia i prowadzący oddaje prace. To nie było takie po prostu oddanie, to było oddanie z omówieniem. "Tego pan nie zrobił, to pan zrobił, tu pan zapomniał, ... za to zadanie dostał pan tyle punktów, za to zadanie tyle, ... razem dostaje pan tyle (nie pamiętam dokładnie ile) punktów." W każdym razie była to liczba, która pozwalała zaliczyć to kolokwium. Ja już prawie szczęśliwy, a tu następuje ... "jednak w tym (jakimś jednym), w odpowiedzi nie zrobił pan kropki na końcu zdania i w związku z tym muszę panu zabrać pół punktu ... w związku z tym, nie mogę panu zaliczyć tego kolokwium, nie zdał pan". Tak było. (!) Owszem udało się jeszcze uprosić jeszcze jedno podejście. Uczyłem się już wtedy bardzo dużo. Uważam, że byłem już wtedy bardzo biegły w tej algebrze abstrakcyjnej. Z pewnością o wiele bieglejszy od wielu koleżanek i kolegów z grupy, którzy zdali za pierwszym podejściem. Miałem jednak obawę - jakie teraz będą zadania? Okazało się, że przeczucie było słuszne. Zadania były z całkiem innej bajki. Ja później pokazywałem te zadania kolegom z grupy teoretycznej, gdzie chodzili przyszli profesorowie matematyki i oni też przynajmniej "z marszu" nie potrafili rozwiązać tych zadań. Zatem, co było celem prowadzącego? Udowodnienie mi, że nic nie umiem? Zrobienie ze mnie naukowca? Nie wiem. W każdym razie moja "kariera naukowa" została zatrzymana. Prowadzący dopiął swego. Czy był rzetelny? Tego już się nie dowiem. Czy musiał odejmować pół punktu za brak kropki na końcu zdania w odpowiedzi? Wtedy sprawiał wrażenie, że było to naturalne i oczywiste i nie mogło być inaczej.

Klub MDK Wągrowiec

Minęło wiele lat. Zostałem nauczycielem. Zostałem prezesem Klubu MDK Wągrowiec, tzn. reanimowałem klub do osobowości prawnej. Zostałem sędzią szachowym i to nawet klasy pierwszej. Za własne pieniądze, które trzeba było wydać na szkolenia, trzeba było zdawać egzaminy. Ja nawet miałem poprawkę i musiałem jechać (za własne pieniądze) specjalnie do Wrocławia, żeby poprawkę zdawać. Z klubem też było wiele przebojów. Niby był, bo w Centralnym Rejestrze PZSZach figurował i były publikowane informacje o członkach i przede wszystkim o składkach, zwłaszcza tych zaległych. Dla Wojewódzkiego Związku Szachowego też był, bo był w różnych wykazach, byli zapraszani przedstawiciele na zebrania sprawozdawczo-wyborcze i przede wszystkim pojawiały się informacje o składkach klubowych. Natomiast, gdy raz junior reprezentujący klub zaszedł wysoko i zdobył jakiś punkt w rywalizacji i jakiś pan z UW z Wydziału Sportu próbował skontaktować się z przedstawicielem klubu MDK i skierowano go do mnie, to właśnie wtedy okazało się, że ... MDK Wągrowiec nie ma osobowości prawnej, nie ma konta etc. etc. i tak właściwie, to nie ma MDK Wągrowiec (jako klubu). Wtedy zdecydowałem się, żeby "wyprostować" sprawę i założyć ten klub formalnie. Poszukałem, poczytałem i udałem się do Starostwa w Wągrowcu. Traf chciał, że nie było tej właściwej pani i przyszła (bo to jeszcze były rygory pandemiczne) pani z tego pokoju, ale nie dokładnie od tego. Ja przedstawiłem problem. Było jeszcze trochę dyskusji, że jak klub, to przecież przez KRS, a ja że jak przez KRS, to trzeba płacić, że my chcemy jako stowarzyszenie, bo to za darmo. No to pani przyniosła mi całkiem spory plik różnych dokumentów potrzebnych do założenia stowarzyszenia. Ja podziękowałem i czekałem na dogodny termin w celu ustalenia terminu zebrania założycielskiego. W końcu nadszedł jakiś turniej powiatowy, to przed turniejem przedstawiłem problem i poprosiłem zainteresowanych o pozostanie po turnieju, żeby szybko przeprowadzić zebranie założycielskie i przede wszystkim zebranie odpowiednich podpisów na odpowiednich listach, żeby wszystko było "jak trzeba". Na zebraniu został wybrany zarząd itd. Pozbierałem dokumenty i kilka dni później pojawiłem się w starostwie i oddałem wypełnione dokumenty. Za kilka dni był telefon, że mam podejść. No to się zjawiłem. Okazało się, że jeden z założycieli nie podpisał się na jednej z list i muszę ten podpis zdobyć i będzie ok. Wpadłem na pomysł, aby wykreślić, tam, gdzie było za dużo, ale podobno tak nie można i do tego trzeba by było, poprawiać liczby w protokołach, które już też były podpisane. Oczywiście kusiło mnie, żeby ten podpis sfałszować i na drugi dzień zanieść znów do starostwa gotowy komplet. Brakujący podpis był tylko i wyłącznie zwykłą formalnością, nie rodził żadnych skutków ... tylko go brakowało. Kilka dni mi zabrało ustalenie adresu, ale nie dokładnego, tylko wsi, w której mieszka. Teraz musiałem poczekać na pasujący mi dzień, aby wyruszyć do tej wsi. Pojechałem i podjechałem do pierwszego zauważonego człowieka. Miałem szczęście, znał "delikwenta" i wytłumaczył mi jak dojechać. Dojechałem i zastałem i zdobyłem brakujący podpis. Nie mógł się nadziwić, jak go znalazłem. Już po kilku dniach, w pasujący dzień mogłem, udać się do starostwa i oddać komplet dokumentów. Teraz wystarczyło czekać na decyzję. Odczekałem, dostałem wiadomość i mogłem udać się po odbiór decyzji o wpisaniu do Rejestru Stowarzyszeń "MDK Wągrowiec". Ale to jest dopiero początek drogi. Teraz trzeba było, uzyskać REGON, żeby móc uzyskać NIP, a później ewentualnie zwrócić się do banku o konto. Żeby złożyć do Urzędu Statystycznego podanie o REGON trzeba mieć oczywiście przynajmniej profil zaufany i wypełnić różne wnioski i podpisać i czekać. Co trzeba, to zrobiłem, wypełniłem, podpisałem. Za jakiś czas dzwoni pani z Urzędu Statystycznego i się dopytuje, ... co my właściwie chcemy? Więc ja tłumaczę, że chcemy ten klub założyć bo jest, a go nie ma. Jednak okazuje się, że w takim razie, to  jest źle, bo ona widzi tylko komplet dokumentów na stowarzyszenie, a stowarzyszenie, to nie klub i stowarzyszenie nie ma osobowości prawnej, a klub jako stowarzyszenie, to już ma osobowość prawną. To ja się pytam, czy nie można tam czegoś poprawić, żeby było dobrze? Okazało się, że nie, że trzeba zacząć całą ścieżkę od nowa. To na początek udałem się do starostwa, przedstawiłem sprawę jeszcze raz. Nie miałem nawet ochoty robić afery, bo cóż by to dało, oprócz nerwów? Przy okazji złożyłem wniosek o wykreślenie stowarzyszenia z rejestru stowarzyszeń. Pobrałem nowy komplet dokumentów, który niewiele się różnił od poprzedniego, właściwie było to to samo, tylko w niektórych miejscach dochodziło słowo "klub" (bo w końcu chodziło o klub w formie stowarzyszenia). Tym razem wiedziałem, że trzeba ostrożnie i żeby mieć wszystko "pod ręką" założyłem ten klub w szkole korzystając z pełnoletnich uczniów i dodałem tylko dwie osoby ponad limit, które chciały być w zarządzie. Ponieważ już raz przeszedłem tę ścieżkę, to szło generalnie znacznie sprawniej. W końcu dostarczyłem do starostwa dokumenty i czekam i za parę dni telefon, żeby się stawić. Znów musiałem odczekać na sprzyjający dzień z okienkiem w planie, gdy mogłem spokojnie podejść do urzędu. Okazało się, że pani zaniosła dokumentację do prawnika, a ten "odkrył", że klub nie powinien nazywać się "MDK Wągrowiec" ponieważ jest już jedna jednostka podległa miastu tzn. Miejski Dom Kultury w Wągrowcu, która korzysta ze skrótu "MDK Wągrowiec", zatem powinniśmy przyjąć nazwę "Klub Sportowy MDK Wągrowiec" lub w wersji skróconej "KS MDK Wągrowiec". Nie miałem już siły się kłócić. Tylko czekałem na odbiór dokumentacji i kolejne podejście. A tu niespodzianka, nagle okazało się, że mogę w tej całej dokumentacji (łącznie ze statutem klubu) dorobić odręczne adnotacje długopisem, dopisując "Klub Sportowy", bądź "KS". Oczywiście skorzystałem z tej rozsądnej opcji. Chociaż można się już zastanowić, czy to postępowanie było rzetelne? Po "przeskoczeniu" tego "progu", można było wrócić na ścieżkę legislacyjną. Pani w Urzędzie Statystycznym, znów miała jakieś zastrzeżenia, ale po konsultacji mogła już to poprawić zdalnie za moją zgodą, bez wycofywania podpisanej elektronicznie dokumentacji. W Urzędzie Skarbowym byłem już przygotowany na wszystko i relatywnie sprawnie poszło. Później był bank i tam też było siedzenia i wypełniania. Całe szczęście, że w statucie nie zawarliśmy informacji o wieloosobowej reprezentacji, bo gdyby, to było, to nie wiem, czybyśmy znaleźli odpowiedni termin, aby zjawić się jednocześnie całym zarządem w banku. Żeby nie przedłużać można pominąć ten fragment, aczkolwiek nie było to wszystko "od ręki". W każdym razie sprawy klubowe po wielu zawirowaniach udało się w końcu wyprowadzić na prostą. Próbowałem nawet aplikować do projektu "KLUB 2024". Był tam jednak punkt, że klub musi funkcjonować minimum 3 lata. Żeby przystąpić do wypełniania wniosku musiałem "skłamać" i podałem datę powstania cofniętą o 3 lata i system mnie wpuścił. Oprócz wypełnienia mnóstwa rubryk dodałem dokument z informacją, że faktycznie, to klub istnieje już ponad 50 lat (w końcu w tym roku była 56. edycja turnieju "Lato na Pałukach", a jest to turniej organizowany przez MDK) jednak w Rejestrze Klubów istniejemy dopiero od 2 miesięcy. Czekałem jednak na ogłoszenie wyników. W końcu opublikowano listę i przy "MDK Wągrowiec" zobaczyłem "odrzucony z powodów formalnych", czyli pewnie został przeczytany dokument. Postanowiłem jednak zadzwonić, bo był podany numer telefonu. Odebrał starszy pan (sądząc po głosie) i mu opowiedziałem sytuację, na co on kazał mi szukać jakiś pożółkłych dokumentów, pisanych na maszynie, z których by wynikało, że klub już od dawna istnieje ... Ciekawe, gdzie ja miałem szukać tych "pożółkłych papierów"? W starostwie? U jakiegoś starego szachisty? I co by to miało być? Skoro wpisy na stronach Centralnego Rejestru z historią opłat składek go nie przekonały, to żółty papier, by przekonał?

Szachy szkolne

Od samego początku mojej pracy w szkole w Wapnie tj. od 1994 r. popularyzowałem grę w szachy na terenie Wapna i okolic. Co roku organizowałem Mistrzostwa Szkoły. Prowadziłem kółko szachowe, robiłem turnieje, często fundując nagrody z własnej kieszeni. Samodzielnie przygotowując dyplomy. Kolega z pracy zrobił nawet dla mnie taką szachownicę demonstracyjną z zawieszanymi figurami. Figurki były wycięte z folii i naklejone na folię, która była naklejona na kwadraty z płyty pilśniowej z wyciętymi otworami i na każdym polu szachownicy był gwoździk. Chociaż był to wyrób domowy, to z pewnością był na poziomie wyższym, niż wiele tego typu produktów komercyjnych. Na początku korzystałem z kompletów szachowych będących na wyposażeniu świetlicy szkolnej ale szybko namówiłem dyrektora, żeby zakupił 10 kompletów szachów turniejowych wraz z zegarami. Gdy jechaliśmy na jakieś turnieje, to zawsze nas proszono, żeby zabrać zegary. Później robiłem zrzutki (gdy jeszcze nie było zrzutka.pl) i zbierałem fundusze i ludzie dawali i udało się kupić (z zebranych pieniędzy) 20 kompletów desek i Stautonów bezpośrednio od firmy Węgiel (po cenach hurtowych). Zegary Hetman bezpośrednio od producenta. W taki sposób szkoła stała się liderem szachowym w powiecie wągrowieckim. To od nas pożyczano sprzęt. To u nas rozgrywano turnieje na poziomie powiatu i to ja te turnieje sędziowałem, bo ... konkurencji nie miałem. Gdy LZS zorientował się, że w szkole są szachy i sędzia, to zaczęto wszelkie "Złote Wieże" organizować właśnie w Wapnie. Za lokal nie musieli płacić, za sędziowanie nie musieli płacić, bo robiłem to w czynie społecznym. Gdy SZS (Szkolny Związek Sportowy) zorientował się, że w szkole są szachy i sędzia, to zaczęto wszelkie rozgrywki szachowe w pionie szkolnym organizować właśnie w Wapnie. Za lokal nie musieli płacić, za sędziowanie nie musieli płacić, bo robiłem to w czynie społecznym. Na terenie szkoły w 1999 r. wystartowałem z PITS (Powiatowym Indywidualnym Turniejem Szachowym) i to był start z wysokiego C, bo od początku był to rzeczywiście największy turniej szachowy (indywidualny) w powiecie wągrowieckim. Na początku musiałem jeszcze sam pożyczać sprzęt, bo jeszcze było za mało, ale później były różne akcje np. "100 zegarów dla szachistów". Nie udało się tyle kasy nazbierać ale Krzysztof Dłużyński podpowiedział mi do jakiej fundacji się zwrócić i ufundowali nam 50 zegarów elektronicznych. Od tamtego czasu, co jakiś czas pojawiał się ktoś, kto nie mógł się nadziwić ile mamy sprzętu. Ja sprzęt użyczałem, gdzie tylko mnie prosili i to często sam wożąc. Np. Wojewódzkie Finały Wielkopolskiej "Złotej Wieży" przez wiele lat były rozgrywane w Łeknie i ja tam woziłem sprzęt (za darmo). Od dwóch lat sędziuję te imprezy i za sędziowanie, to już zacząłem wystawiać faktury ale sprzętu nadal użyczam. Na zawody jeździłem z uczniami przez wiele lat własnym samochodem. Później przepisy się zmieniły i trzeba było wynajmować. Raz nawet robiłem zrzutkę na wynajęcie samochodu, bo szkoła nie miała funduszy, a dzieci zakwalifikowały się do finału wojewódzkiego. Innym razem wypożyczyłem komplety szachów i zegarów na finał SZS ale pieniądze nie poszły do mnie, tylko właśnie na sfinansowanie udziału (przejazdu) uczniów. Później SZS w Poznaniu zorientował się, że jest ktoś taki jak ja i zaczął mnie angażować do sędziowania finałów wojewódzkich. To były naprawdę duże imprezy, bo zawody drużynowe, gdzie drużyna składa się z 4 zawodników plus jeszcze rezerwowi, a przyjechać mogą po 2 drużyny z powiatu, to dochodziło do 200 osób. Na początku obserwowałem te imprezy i gdzie nie były, to wszędzie były "dłużyzny". Zawody się przeciągały, ja miałem przeważnie zawodników przeciętnych (na tle województwa) i wracaliśmy zawsze bardzo umęczeni. Wyjazdy były wczesnym rankiem, a powroty już często wieczorem. Gdy ja przejąłem sędziowanie tych imprez postanowiłem to zmienić. Zacząłem startować punktualnie, przekonałem górę do likwidacji 2 rund, tzn. przeszedłem z systemu 9 rundowego na 7 rundowy. Od opiekunów (nauczycieli szachistów) sypała się krytyka, natomiast od opiekunów (nauczycieli wf) zaczęły się sypać pochwały. Organizacyjnie niewątpliwie (przynajmniej dla mnie niewątpliwie) podniosłem zawody na wyższy poziom. Najlepiej chyba o tym świadczy fakt, że w ostatnich latach SZS w Poznaniu zwracał się właśnie do mnie z prośbą o organizację tych finałów wojewódzkich. Do tego frekwencja też zaczęła rosnąć, bo na te zawody zaczęło przyjeżdżać coraz więcej drużyn. Gdyby było kiepsko, to pewnie by nie przyjeżdżali. Oczywiście byli "narzekacze", którzy mieli pretensje, że lista startowa nie była ustawiona według rankingu, a ja nie chciałem jej modyfikować w ostatniej chwili, bo CA nie potrafił sobie poradzić z automatycznym przenumerowaniem. W regulaminie było napisane, żeby opiekunowie zadbali o prawidłowe zgłoszenie i ja tym, którzy zgłaszali wpisywałem rankingi. Listę tworzyłem kilka dni przed turniejem i na podstawie podanych e-maili wysyłałem informacje do wszystkich opiekunów w celu weryfikacji. Nie chciałem opóźniać imprezy, przez fakt, że ktoś zapomniał podać jednemu uczniowi V kat. i w ten sposób mieliby wyższe miejsce na liście startowej. Natomiast sam impreza musiałaby oczywiście wystartować z opóźnieniem. O tych imprezach szkolnych można sobie oczywiście poczytać na moim blogu (na ogół były w grudniu). O ironio warto wspomnieć, że niedawno były Klubowe Mistrzostwa Świata i ... GM Z.Pakleza zauważył, że lista startowa jest niepoprawnie ustawiona i tam były opóźnienia po 1,5 godziny, a po rundzie okazało się, że nadal coś nie gra i znów opóźnienie. Czyżby CR też miał problemy z przenumerowywaniem listy startowej w przypadku zmiany składu drużyny? Żeby nie przedłużać kończę ten wątek.

Turnieje klasyfikacyjne

Zacząłem robić, gdy zacząłem prowadzić zajęcia klubie, tzn. w MDK. Bo rzeczywiście jest tak, że te kategorie trochę przyciągają dzieci. Dla dzieci są atrakcyjne. Pół biedy, gdy w takich turniejach startowały same dzieci, bo wtedy nie ma opłat za nadanie kategorii, o ile zawodnik jest w klubie. Zatem takie turnieje dla dzieci na V lub IV kat. to była niejako moja "specjalność". Natomiast, gdy już pojawiał się dorosły, to trzeba było wołać o pieniądze i zdarzało się, że nie biorąc pieniędzy za sędziowanie czasami dopłacałem, za niektórych uczestników opłaty klasyfikacyjne. Sam fakt, że w powiecie wągrowieckim o ile się orientuję jest tylko trzech licencjonowanych sędziów i w praktyce jeden (ja) aktywny, bo Bronek Piechocki nawet jak robi u siebie w Skokach turnieje, to przywoził mi tabelki na kartce i ja to wprowadzałem do CA lub CM i zgłaszałem dalej, czyli mam niemal monopol na organizację turniejów klasyfikacyjnych. Tylko jeśli ja na nich nie zarabiam, to ... po co mi te turnieje?

Turnieje PITS

To jest temat rzeka i najlepiej zajrzeć na https://wapno-pits.blogspot.com/ i tam sobie poczytać :) [klikając w wybraną edycję, ewentualnie podmieniając numerek w adresie strony]W każdym razie włożyłem w te turnieje niezły kawał swojego życia.

Turnieje WTK 2024

Miały rozpocząć nową epokę w mojej karierze sędziowskiej. Gdzie wpadłem na pomysł równoległego prowadzenia kilku turniejów i szansy na szybkie zdobywanie kategorii. Niestety okazuje się, że może to być wielki niewypał. ... To teraz tak po kolei.
Turniej A nie odbył się - za mało zgłoszeń.
Turniej C1 nie odbył się - za mało zgłoszeń.
Turniej C3 nie odbył się - nie było zgłoszeń.
Turniej C2 odbył się. Musiałem tylko zrobić łapankę na sali gry. Zawodnicy mieli ustawione zegary na regulaminowy czas 30 minut, ale i tak rundy kończyły się wcześniej, zatem turniej skończył się dużo wcześniej. Dwóch (na 6) zawodników zrealizowało swoje cele, zatem turniej bez zastrzeżeń.
W turniejach B było najwięcej zgłoszeń i w komunikacie zapowiedziałem wcześniej, że zostaną w miarę możliwości rozdzielone na podturnieje, tak aby zawodnicy z IV kat. grali sobie osobno na III kat. natomiast zawodnicy z III kat. grali sobie osobno na II kat. Miałem doświadczenie z poprzednich edycji, że przy grupie mieszanej może być kłopot, bo IV zaniżają średnie rankingi i czasami zabierają punkty, a III jednak są mocniejsze ale przez zaniżony średni ranking muszą zrobić lepszy wynik, a nie jest to łatwe. Zacznijmy zatem od piątku. Turniej B1 zostaje rozbity na B1na3 i B1na2. Z powodu braku chętnych do C1 dodaję jedynego zawodnika z V kat. który "koniecznie" miał grać, a przyjechał z dziadkami z Poznania. Jako "rekompensatę" do tego turnieju zostaje dla parzystości dodany zawodnik z II kat. który znakomicie podwyższy średni ranking. Ten turniej ruszył po B1na2 ale, gdy już ruszył to rzeczywiście grali i to zacięcie i grali tak jak było w harmonogramie, dwa dni, bo rzeczywiście rundy kończyły się planowo i nawet nie miało sensu granie piątej rundy już w piątek, chociaż by można. Turniej B1na3 toczył się zatem elegancko i tam dzięki wyższemu średniemu rankingowi i niższemu pułapowi na normę ... padło aż 5 norm. Przejdźmy teraz do B1na2. Powykreślałem z niego wszystkie czwórki i zacząłem sprawdzać obecność wśród dwójek. Gdy nie słyszałem potwierdzenia, a był telefon przy zgłoszeniu, to dzwoniłem. Kilka osób tak skreśliłem z listy. Skreślałem również trójki, gdy nie usłyszałem potwierdzenia z sali i nie było telefonu. Ponieważ wiedziałem już, że wystartujemy z lekkim opóźnieniem, więc traktowałem, że raczej nie przyjadą. Z jednym zawodnikiem z trójką mam wątpliwości. On grał tydzień wcześniej na "LVI Lato na Pałukach" i wyjechał wcześniej, nie zabierając dyplomu i miałem świadomość, że pewnie będzie, bo w turniejach WTK grał już wcześniej. Nie mogę przysiąc, że ktoś powiedział za niego "jestem" ale mogło tak być. Ponieważ była nieparzysta liczba zawodników, to tutaj też dopisałem zawodnika z II kat. z mojego "odwodu". Po dopisaniu, skojarzyłem pierwszą rundę. Do laptopa był podłączony projektor, który wyświetlał obraz na bardzo dużym ekranie. Oprócz wyświetlania przeczytałem przez mikrofon kojarzenie 1. rundy w tym turnieju. Poprosiłem o zajęcie miejsc i rozpoczęcie gry. Gdy ruszyła tam runda, przeszedłem do kojarzeń B2na3 i znów wyświetliłem na ekranie i przeczytałem i poprosiłem o rozpoczęcie gry. Dopiero wtedy zająłem się porządkowaniem dokumentacji na biurku, przeliczeniem i schowaniem pieniędzy, ustawieniem na ekranie osobnych okien z kojarzeniami. Bezpośrednio przed sobą miałem rząd z graczami B1na2 i tam widziałem komplet grających par. Po lewej swojej ręce już nie z takim widokiem na wprost miałem grupę B1na3. Po kilku minutach postanowiłem wstać i przejść się. Część zawodników była małoletnia i byli z opiekunami, zatem na sali były dodatkowe osoby, ale dla nich była sala obok i oni się tam przemieścili. Gdy zacząłem tak spacerować, to zauważyłem, że na 5 szachownicy w B1na3 nie widzę kompletu zawodników. Podszedłem więc i pytam się co z przeciwnikiem? "Nie przyszedł." Obróciłem się zatem i patrzę na ekran i czytam, kto tam powinien grać. Rozglądam się po sali i nagle spostrzegam, że na 5. szachownicy ale w turnieju B1na2 siedzi właśnie ten zawodnik z V kat. który przyjechał z dziadkami ale szachowymi laikami i wcale bym się nie zdziwił, gdyby to babcia odczytała z ekranu, że wnuczek gra na 5. i kazała mu tam usiąść (nie robiłem już dochodzenia, ale to bardzo prawdopodobne). Zatem każę V kat. na 5. szachownicy w B1na2 przejść na 5. szachownicę w B1na3 ... ale w takim razie, kto powinien grać na 5. w B1na2? Podchodzę do komputera, sprawdzam, wywołuję zawodnika, nie ma odzewu. Sprawdzam, czy przy zgłoszeniu jest telefon. Jest. Dzwonię. Odzywa się mama zawodnika, że ... zawodnik "nie przyjedzie". Teraz w mojej głowie zawirowanie - co robić? Upłynęło już przynajmniej 10 minut gry w B1na2, widzę że ludzie mają po kilkanaście posunięć zapisanych. Przerywać rundę i ponownie kojarzyć? Gdy już i tak start był spóźniony. Wyrzucić "odwodową" dwójkę z turnieju i tą niewykrytą trójkę? Tak byłoby najrzetelniej. Teraz trzeba wrócić do tego co mówiłem na odprawie, a o odprawie nie pisałem. Mówiłem tam między innymi o tym moim przypadku, jak mnie "koleś" wyrolował i nie pojawił się na ostatniej rundzie i tutaj też ostrzegałem, żeby nie robić takich głupot i nawet jak będzie beznadziejna sytuacja, to trzeba grać do końca, bo ja jako sędzia nie pozwolę, żeby komuś w głupi sposób odebrać szansę na normę i mogę czasami wpisać wynik zamiast walkowera, chociaż walkower się zdarzy. To było takie moje "ostrzeżenie" dla "kolesi". Właśnie z tego powodu przypomniałem sobie  o tym, co mówiłem i w rozmowie z zawodnikiem nieobecnym zadałem pytanie: czy zamiast walkowera będę mógł wpisać jego przegraną? (i wycofać go po 1. rundzie) Wszystko po to, by nie przerywać pierwszej rundy i nie odbierać zawodnikowi na 5. szachownicy szansy na zdobycie normy. "Nieobecny" trochę "marudził", ale ponieważ turniej nie był zgłoszony do FIDE i nie będzie straty na ELO, więc ostatecznie zgodził się na takie rozwiązanie. Zatem zrobiłem tak jak wymyśliłem na 5. w B1na2 wpisałem "1:0" zamiast "+:-" i po pierwszej rundzie wycofałem "nieobecnego" i odwodową II kat. Dalej turniej B1na2 przebiegał już bez przygód, przynajmniej sędziowskich. Zawodnicy tak się wykosili, że padła tylko jedna norma na II kat. i to bardzo niespodziewana, bo zawodnik musiał wygrać, a miał gorszą pozycję, natomiast faworyt miał lepszą pozycję i wystarczał mu remis, ale sport rządzi się swoimi prawami. Natomiast zawodnik grający w pierwszej rundzie z "nieobecnym", grał słabo i mógłbym dla "świętego spokoju" poprawić wynik na walkower, ale drugiego dnia nie przyszło mi to głowy, a później zapomniałem (tyle się działo). Przejdźmy zatem do soboty i turnieju B2. (C2 jak już wcześniej pisałem rozegrany został przy pomocy zawodników z "łapanki"). W sobotę na początek puściłem turnieje z piątku tzn. ich piąte rundy. Ponieważ byłem już po piątkowym przypadku z "nieobecnym", to tym razem weryfikacja listy startowej była bardzo skrupulatna. Udało się idealnie podzielić turniej B2 na B2na2 i B2na3. Była parzystość i była nawet kołowość. Oczywiście na odprawie znów opowiedziałem (między innymi) o moim przypadku. W końcu wystartowały obydwa turnieje (a nawet 4 turnieje). W turnieju B2na3 wszystkie partie zakończyły się bardzo szybko. Dlatego szybko ich "przechwyciłem" i zapowiedziałem, że kolejna runda za chwilę wystartuje. Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Skojarzyłem drugą rundę w B2na3. Wszystkie inne (B1na2, B1na3 i B2na2) toczyły się normalnie tzn. zawsze znaleźli się zawodnicy grający do końca, zatem nie było nic do kombinowania. Natomiast w B2na3 kolejna runda skończyła się szybko. Po drugiej szybkiej rundzie zapowiedziałem, że jeśli tak dalej pójdzie, to jest szansa, aby turniej skończyć już pierwszego dnia. Co większość zawodników/opiekunów przyjęło entuzjazmem, a niektórzy z niedowierzaniem. Siedmioro było przyjezdnych, tylko jeden był z Wągrowca. Jeden zawodnik był bardzo młody i bardzo przeżywał (głośno płakał, musiałem uspokajać) inny młody, też bardzo nerwowy. Na tyle nerwowy, że opiekun(ojciec?) prosił mnie, abym z nim przeprowadził pogadankę. Nawet jeśli pojedyncze partie trwały tam dłużej, to nadal było tempo szybkie. Na tyle szybkie, że po czterech rundach śmiało mogłem przewidzieć, iż kolejne trzy też będą ekspresowe i z pewnością zakończą się przed końcem planowanej czwartej rundy. Zatem nie będzie nawet jakiegokolwiek przedłużania. Między rundami robiłem krótkie przerwy, żeby zawodnicy grający dłużej mogli jeszcze odetchnąć. Przeciwnicy mogli rozpoczynać grę dopiero gdy przy szachownicy był komplet. Nie chcę teraz przesadzać, ale B2na3 zakończyło się już po 6 (góra 7) godzinach. W tym turnieju padła tylko jedna norma na III kat. Zawodnicy i opiekunowie nie musieli już przyjeżdżać drugiego dnia, a prawie wszyscy mieli daleko. W niedzielę zostało mi przyjechać na ostatnie trzy rundy B2na2, bo tutaj rundy były właściwie według harmonogramu i nie było pola do manewrów. Paniom w MDK zapowiadałem, że skończy się wcześniej, ale niewiele wcześniej się skończyło. 

Protest

Po zawodach przyjechałem do domu, żeby odpocząć po trzech naprawdę intensywnych dniach. Ponieważ banki i tak przelewy puszczają dopiero w dni robocze, więc postanowiłem poczekać do poniedziałku. W poniedziałek przelałem odpowiednią kwotę za opłaty klasyfikacyjne i wygenerowałem sprawozdania sędziowskie. W sprawozdaniu nie wspominałem o żadnych incydentach, tzn. ani o nieobecnym, ani o 7 rundach jednego dnia. Nie widziałem w tych wydarzeniach nic nadzwyczajnego, natomiast zdawałem sobie sprawę, że gdy o nich wspomnę, to może się coś zacząć dziać. Czasami jest tak, że jak się nie wskaże problemu, to go nie ma, a jak się go szuka, to się go znajdzie. Wysłałem sprawozdania z pięciu turniejów i potwierdzenie przelewu za opłaty klasyfikacyjne. Dostałem tylko krótką odpowiedź z WZSzach, że był jakiś protest w sprawie turniejów. Krótka informacja, a wstrząsnęła mną mocno. Niedługo potem przyszła wiadomość z KS (Kolegium Sędziów), że są wątpliwości, co do rzetelności przeprowadzenia imprezy, bez podawania szczegółów, o co konkretnie chodzi. Skoro już jednak zostałem "wywołany do tablicy", to krótko opisałem przebieg. W porównaniu do tego tekstu, to trudno nawet powiedzieć, że telegraficznym skrócie. Zresztą dla młodego pokolenia telegraf/telegram, to zapewne niejasne pojęcia. W każdym razie w ogromnym skrócie napisałem, to o czy tutaj wspominałem tzn. że był "nieobecny" na B1na2 oraz, że B2na3 zrobiłem w jeden dzień. Dopiero po kilku dniach otrzymałem odpowiedź, że mam poprawić sprawozdania i nie ma żadnej "furtki" dla przepisów kodeksu, żeby dwudniowy turniej, zrobić w jeden dzień.
W sobotę był w Poznaniu Walny Zjazd WZSzach. Niestety nie mogłem na nim być i się "bronić". Uważam jednak, że skoro pojawia się taki problem, to sędziowie powinni się zastanowić, czy nie zrobić "furtki" w przepisach dla takich przypadków. Jestem przekonany, że takich turniejów jak B2na3 było w Polsce z pewnością wiele. Nie chce mi się wierzyć, że zawodnicy będą protestować przeciwko skracaniu turniejów na III kat. do jednego dnia. Akurat w moim przypadku znalazł się taki jeden (na tysiąc), któremu pewnie nie udało się zrobić normy, no i stwierdził, że on mi jeszcze pokaże i napisał protest. A swoją drogą, ciekawe czy wniósł opłatę za rozpatrzenie protestu? Bo to chyba tak jest, że przy proteście trzeba coś wnieść. Czy ten protest był podpisany, czy też anonim?

Epilog

Nie wiem jak się skończy ta sprawa. Bardzo możliwe, że zostanę jakoś ukarany. Tak się zapowiada. Gdybym był 24.08. w Poznaniu, to zapewne poruszyłbym sprawę, że od kilku lat nie widzę nowych odznak i wyróżnień w zakładce "Komisji Wyróżnień i Dyscypliny". Jak się działa na takiej "pustyni szachowej" jak powiat wągrowiecki, to nawet nie ma kto zgłosić. Ja przez te trzydzieści lat nie pracowałem dla odznak. Robiłem to wszystko dla idei, dla szachów. Poświęcałem swój czas i pieniądze(!). 
Na wszelki wypadek przypominam czytelnikom definicje:
rzetelny
1. «wypełniający należycie swe obowiązki»
2. «taki, jaki powinien być, odpowiadający wymaganiom»
3. «zgodny z prawdą, wiarygodny»
rozsądek «zdolność trafnego oceniania sytuacji i odpowiadającego tej ocenie zachowania się»

cdn.

poniedziałek, 12 sierpnia 2024

Polskie piekiełko

 

Wymyśliłem sobie cykl turniejów WTK, a właściwie można to nazwać małym festiwalem szachowym. Teoretycznie wszyscy powinni być zadowoleni. Szybko (3, 2 lub 1 dzień) a jednak z zachowaniem wszystkich formalnych wymogów. Tanio, od 30 do 100 zł, czyli średnio 30 za jeden dzień gry. Z dużymi szansami zrobienia normy, bo z podziałem na grupy rankingowe. W MDK w tym czasie była wolna sala, czyli została wykorzystana, czyli coś się działo. Większość zgłoszeń spoza Wągrowca, czyli popularyzacja miasta. Niektórzy mieli naprawdę daleko, a jednak się decydowali. Turniej przebiegał w całkiem miłej atmosferze. Na 44 startujących udało się wypełnić 11 norm na wyższe kategorie. Nawet ci, którzy nie wypełnili norm z pewnością mogli zdobyć dużo doświadczeń za relatywnie małe pieniądze. Dla mnie najlepszą oceną turniejów było pytanie od kilkoro startujących o termin kolejnego takiego wydarzenia. Rzeczywiście wydawało mi się, że wszystko poszło naprawdę dobrze. Nawet 3 kg straciłem na wadze i to mnie też ucieszyło. ... Niestety, to byłoby zbyt piękne. Dzisiaj dokonałem wpłaty na opłaty klasyfikacyjne i wysłałem sprawozdania i ... dostałem wiadomość, że wpłynął jakiś protest (w sprawie, któregoś z turniejów WTK). W czasie turnieju nie było żadnego poważnego zgłoszenia, że coś jest nie tak. A teraz czar prysł. Komuś, coś, nie pasowało. A ja nawet nie wiem o co konkretnie chodzi.
___
19.08.2024
Na grupie "dylematy sędziego szachowego" próbuję dokonać wpisu o następującej treści:
10. sierpnia przeprowadziłem turniej szachowy WTK B2 na trójkę https://www.chessmanager.com/.../6329777274748928/results/7 Pierwotnie turniej był zaplanowany na dwa dni, aby były spełnione wszystkie warunki (5 rund dziennie). Pierwotnie turniej WTK B2 był dla czwórek i trójek, ale przy wystarczającej liczbie zawodników, rozdzieliłem ten turniej na dwie kołówki, osobno dla czwórek (na trójkę) i dla trójek (na dwójkę). Oczywiście zawodnicy mieli wymagany czas do dyspozycji, czyli po 1 godzinie, a nawet była sekunda bonifikaty za posunięcie (na wniosek jednego z zawodników), czyli 60'+1". W turnieju grał tylko jeden zawodnik lokalny, reszta była "przyjezdna" i z dość daleka nawet z lubuskiego, czyli musiało być ponad 100 km. Turniej rozgrywały się równolegle, ale akurat w tym turnieju partie kończyły się wyjątkowo szybko, chociaż niektórzy zawodnicy prowadzili zapis, a inni nie. Ci silniejsi gracze (w B2 na dwójkę dla trójek) wszyscy prowadzili zapisy i większość grała bardzo długo. Wpadłem (jak się okazuje na zgubny) pomysł, aby w turnieju dla czwórek odejść od harmonogramu i rozgrywać rundy nie o określonej godzinie, ale już po zakończeniu wszystkich partii (czterech, bo grało 8 zawodników). Pierwotnie miało to umożliwić wcześniejszy powrót do domu, bo aż 7 było przyjezdnych i to z daleka. Turniej (ten konkretnie) dalej przebiegał szybko i ... wpadłem na "szatański" pomysł, aby rozegrać, zamiast planowanych tylko 4 rund, wszystkie 7 rund. Gdy ogłosiłem to grającym zawodnikom, wszyscy się ucieszyli. Rzeczywiście 7. runda w tym turnieju zakończyła się na początku 4. rundy tego "silniejszego". Tylko jednemu zawodnikowi udało się zdobyć normę na III kat. Wysłałem sprawozdanie i tam został harmonogram planowany (dwudniowy). Krótko po turniejach otrzymałem wiadomość od Kolegium Sędziowskiego, iż są wątpliwości, co do rzetelności wyników. Nie miałem wtedy pojęcia, o co właściwie chodzi (podejrzewałem, że chodzi o coś zupełnie innego i to może wkrótce też opiszę). Sam w wyjaśnieniach opisałem tu przedstawioną sytuację, czyli niejako przyznałem się. Zastanawiam się jednak - co koledzy sędziowie sadzą o takiej sytuacji? Rzeczywiście temu zwycięzcy anulować zdobycie tej III kat. Wspomnę również, że nie było z mojej strony żadnego ponaglania zawodników do szybkiej gry. Po każdej rundzie mieli zagwarantowany odpoczynek i kolejna runda zaczynała się, gdy przy szachownicach pojawiali się wszyscy zawodnicy tzn. np. nie pozwalałem na włączanie zegara, jeśli nie było przeciwnika. Przeciwnik musiał się pojawić i wyrazić gotowość. Teraz jeszcze (dokładnie pisząc ten tekst) przypomniało mi się, iż był jeden jeden taki bardzo "charakterny" junior, który bardzo zdenerwował się, gdy okazało się, że nie uda mu się zrobić tej normy i wcale bym się nie zdziwił, że to z jego strony nastąpił jakiś "donos" na sędziego (w ramach zemsty? za nieudany występ) czyli mnie.
Ja rozumiem, że wymóg maksymalnie 5 partii miał ograniczyć maksymalny czas gry zawodników do 10 godzin w ciągu dnia. Jednak skoro 7 partii można rozegrać poniżej 8 godzin, to dlaczego sztucznie (dla przepisu) generować dodatkowe koszty zawodnikom?

środa, 13 grudnia 2023

Kolejny triplet sędziowski

 

Przeżyłem. Udało się? Nie! Nie można mówić/pisać, że "się udało"! Zrobiłem to! A nie było to łatwe. W poprzednim wpisie pisałem, że nie zabiegałem o te turnieje. Tak wyszło, że zdecydowali się (SZS) na mnie. Ja skoro się podjąłem, to postanowiłem wykonać swoją pracę najlepiej jak potrafię. Gdy przyszedł e-mail z liczbą drużyn, to przez noc nie spałem. Już, gdy było 40, to ... było dużo ... a teraz? 52 drużyny w Igrzyskach Dzieci, 49 w Igrzyskach Młodzieży i 46 drużyn w Licealiadzie. Trzeba było zmieniać wszystkie lokalizacje. W szkole w Wapnie za mało stołów i krzeseł, w szkole ZS 2 za mała aula i za mała sala i też problem ze stołami. 
Zestawienie relacji:
Wczoraj było dużo wyświetleń, dzisiaj znów było dużo. Czyżby ktoś szukał ... moich "wypocin"? Jestem bardzo, bardzo zmęczony. Chyba nie warto pisać swoich przemyśleń pod wpływem emocji i zmęczenia. Tylko, czy później będzie mi się chciało? W każdym razie "odwaliłem" dużo roboty i pracowałem na najwyższych obrotach. Musiałem pamiętać o wielu drobnych szczegółach, żeby to wszystko grało jak w szwajcarskim zegarku.
__
Napotkane relacje inne:

niedziela, 28 maja 2023

Kolegium Sędziów ... piąty element

 

Na zdjęciu Kolegium Sędziów WZSZach: Maciej Cybulski, Magdalena Judek (Przewodnicząca), Szymon Banach, Marcin Orzechowski. Po prawej stronie, w kadrze udało mi się uchwycić jeszcze "piąty element" :)

27. maja br. wybrałem się z Bronisławem Piechockim na: Wojewódzką Konferencję Sprawozdawczo – Wyborczą Sędziów Szachowych Wojewódzkiego Kolegium Sędziów przy Wielkopolskim Związku Szachowym w Poznaniu. Do Skorzęcina (z Damasławka) miałbym nieco ponad 70 km, ale przez Skoki wyszło grubo ponad 100. Teoretycznie do niczego nie był mi potrzebny udział w tej konferencji. Miałem jednak podejrzenie, że może być poruszany temat grudniowych imprez SZS, więc stwierdziłem, że pojadę. Dotarliśmy niemal idealnie na czas (kilka minut wcześniej), chociaż na prośbę Bronka wstąpiliśmy w Kłecku do jakiegoś jego znajomego, który jak się okazało od trzech lat nie żył. Bronek zrobił sobie kilka fotek z jego rodziną. Otrzymałem mandat (wyborczy) numer 6. Załapałem się do komisji do Komisji Uchwał i Wniosków z Krzysztofem Rozumkiem i podobno nie mieliśmy mieć wcale roboty. Krzysztof już na początku zapowiedział, że o 14 się pożegna. Zjawił się nawet Prezes WZSzach, ale ... po kilku minutach, z powodu pilnych spraw opuścił obrady. Wszelkie wybory, głosowania, szły bardzo sprawnie. Dotarliśmy w końcu do punktu 14. "Dyskusja w sprawach różnych". Przewodniczący obrad, gdy zobaczył moje kartki, to od razu zaznaczył, że mam 5 minut, więc ruszyłem z czytaniem ... Ostatecznie dyskusja się jednak ... rozpłynęła, rozmyła i nikomu nie zależało, żeby ją "nakręcać". Ja nie zostałem "potępiony" ale też nie udało mi się dojść do głębszej charakterystyki imprez SZS i przedstawiania moich rozwiązań. Rozwiązanie w postaci odrzucania propozycji sędziowania imprez SZS nie jest dla mnie satysfakcjonujące, a osiągnięcie przez SZS zadowalającego poziomu zgłoszeń, gdy jest to zależne od nauczycieli wf (w większości) jest raczej nierealne. 

niedziela, 23 kwietnia 2023

Szachy przerosły Predator Games 2023

 

Przygotowania do PITS nie pozwalają na poświęcenie więcej czasu na analizę problemu rozgrywek szachowych w ramach Predator Games 2023. To takie rozgrywki e-sportowe w czterech "dyscyplinach" / grach. Wśród nich szachy na platformie chess.com. Prawdopodobnie nie do końca orientowali się w specyfice szachów. Nagrody dla zawodników i szkół w PG 2023, są zaiste imponujące razem ponad 3 mln. Już w LOL wynikły problemy z udostępnianiem kont. Nie wiem jak poszło w Rocket League, ale na szachach trochę się znam.
Udało mi się zobaczyć tabelę turniejową i na jej podstawie próbuję rozszyfrować jak organizatorzy planowali to rozegrać. Bo ze strony PG 2023 niewiele się można dowiedzieć, widać tylko terminy.
Zatem dochodzę do wniosku, że PG zrobił turniej systemem szwajcarskim dla 1024 zawodników na dystansie 5 rund. Początek może nie był "zły", bo ponad 200 zawodników albo się nie zalogowało, albo zapomniało, albo ich wyrzuciło, albo ... coś. W każdym razie wygląda na to, że grało ok 3/4 zapisanych, czyli ok. 750 szachistów. Jednak wyobraźcie sobie, rozgrywki systemem szwajcarskim na dystansie 5 rund?

1024:2=512 512:2=256 256:2=128 128:2=64 64:2=32 zatem matematycznie nie jest źle pięć rund pozwala przejść 32 zawodnikom z kompletem punktów, do tego "dobieramy" jeszcze tych, którzy mają 4,5 pkt i możemy robić kolejne etap. Jednak jak w szachach wygrać w szachy 5 kolejnych partii, zwłaszcza, gdy młodzi ludzie są pod presją kolegów, którzy w nich wierzą? Pewnie to spowodowało, że nawet silni gracze mogli ulec pokusie wsparcia elektronicznego. Napisałem do organizatorów, ale nie dostałem odpowiedzi. Nie wiem jak sobie poradzą. Dziwię się jednak, że już na starcie nie podzieli, tak jak w innych grach na 4 grupy i nie zrobili 4 turniejów, to już byłoby lepiej. (jeśli miało być tylko 5 rund). Ewentualnie, gdyby zrobić kilka turniejów, ale np. z tego pierwszego turnieju, po 5 rundach przechodzi połowa do następnego turnieju (czyli można sobie pozwolić nawet na 2 porażki w 5 rundach, bo połowa to będzie grupa z 2,5 punkta). W kolejnym turnieju już z tych 512 (albo mniej) znów 5 rund i znów połowa, a przy okazji odsiew oszustów. Dopiero w trzecim etapie, po "spokojnym" wyłonieniu rzeczywiście najlepszych zawodników, zrobić turniej finałowy, ale moim zdaniem i tak 9 rundowy.

Naprawdę jestem ciekaw jak zostanie rozwiązany problem tych rozgrywek.

_____

18.05. Znalazłem film na temat tego turnieju ...


sobota, 21 stycznia 2023

Turniej marzeń w Budzyniu

 

Dzisiaj sędziowałem dwa turnieje klasyfikacyjne w Budzyniu. Dlaczego "marzeń"? Otóż tak wypowiedział się o tych turniejach ich "sprawca" - nauczyciel wf z Budzynia Janusz Szozda. Chciał zrobić dla uczniów taki turniej i ... zrobił go. Do realizacji marzeń, na sędziego wybrał mnie. Wstępne ustalenia poczynił już w grudniu na WIMS w Wapnie. Rzeczywiście człowiek się postarał. Była przestronna sala gry, był sprzęt, był duży ekran i projektor. Były dyplomy, były nagrody, był dyrektor, był burmistrz. Specjalnie dla mnie było ptasie mleczko i cały termos kawy ... tak się starał. (a je tej kawy nie spróbowałem nawet, mam nadzieję, że się nie obraził) Dojechałem idealnie na czas, dzieci były bardzo grzeczne, rundy kończyły się przed czasem. W grupie młodszej wygrał (jak się później okazało) syn siostry żony kuzyna z Mokronos, nawet zdjęcie sobie ze mną zrobili. On jako jedyny zdobył IV kategorię, ale w obu turniejach aż 18 osób zdobyło kategorie (na 39 startujących). Jak wszystko dalej dobrze pójdzie, to ... wszyscy oni zapiszą się do MDK Wągrowiec. Ja już przepisałem się do MDK Wągrowiec i teoretycznie będę im podpisywać ich zgłoszenia. Takie turniej sędziować, to ... bajka. Zatem nawet dla mnie był to "turniej marzeń" :)

czwartek, 15 grudnia 2022

Igrzyska i po igrzyskach

 

A nie pisałem w poprzednim wpisie? KSz przeczytał, zanim ja napisałem ... ja to jeszcze rozwinę, ale chwilowo czasu brak :)

Na początek dołożę grafikę poniżej (później sobie pozmieniam)
-
27.12.2022
-
Teraz dokładam kolejny wątek.
Na odprawach przed turniejami apelowałem do zawodników o grę fair play i samodzielne rozstrzyganie prostych nieprawidłowości w partii tzn. że jeśli zawodnik wykona nieprawidłowe posunięcie i obie strony się zgodzą, to "sprawca" ma jeden błąd na koncie, a "ofiara" dostaje 2 minuty bonifikaty. Ponadto, że jeśli doświadczony zawodnik trafi na totalnego amatora, to skoro widzi, że i tak wygra, to niech okaże trochę wyrozumiałości (np. w wypadku gry na dwie ręce). Jedna z opiekunek była tym nawet zbulwersowana (i wspomniała o tym na FB). Ja natomiast miałem bardzo budujący przypadek, który zapamiętam z tego turnieju. Otóż na jednym z pierwszych stołów widzę podniesioną rękę dziewczyny, więc podchodzę. Zawodniczka zgłasza błąd przeciwniczki. Teraz wytłumaczę o jaki błąd chodzi, otóż białe z siódmej linii pojawiły się na linii ósmej, albo bijąc, albo po prostu dojeżdżając (tego nie widziałem) i dokonały promocji piona na hetmana na polu g8, czarny król stał na polu f8, więc nastąpił szach i ... czarne mogły po prostu zbić tego hetmana, bo nie był broniony, natomiast wykonały posunięcie Ke8, czyli nadal był szach i właśnie to reklamowała bohaterka sytuacji. Oczywiście wyjaśniłem przeciwniczce, że rzeczywiście wykonała nieprawidłowe posunięcie, bo król dalej jest pod szachem. Nie powiedziałem, że wystarczy go zbić i już szacha nie będzie, czyli też zachowałem się fair play. Zapowiedziałem "pierwszy błąd" i przyznałem bohaterce 2 minuty bonifikaty. Cofnęliśmy posunięcie i został uruchomiony zegar "amatorki". Długo się zastanawiała i widać, że bardzo przeżywała, bo aż jej się oczy "zaszkliły". Czekałem co się wydarzy, bo ... czułem, że może się coś wydarzyć. Oczekiwanie się przedłużało i ... ostatecznie amatorka zagrała pionem na h6 (zamiast zbić tego hetmana), czyli drugie nieprawidłowe posunięcie. Kierując rękę w stronę zegara, zapowiedziałem, że "wykonałaś drugie nieprawidłowe posunięcie, więc przegrywasz". Jakież było moje zdziwienie gdy bohaterka ... powstrzymała mnie mówiąc, że "amatorka" może jeszcze grać, że ona pozwala jej jeszcze pomyśleć. Amatorka miała już niemal łzy w oczach, więc dotknąłem jej ramienia i uspokajając potwierdziłem ofertę bohaterki, aby jeszcze raz zmieniła posunięcie, że dalej jeszcze może grać. Tak to właśnie jest ... grono opiekunów szachistów myśli, że skoro to finały wojewódzkie, to już tylko gracze klubowi będą grać. Bohaterka zrozumiała, że i tak bez problemu wygra tę partię, więc może sobie pozwolić na przedłużenie gry. To bardzo piękny i symboliczny gest ze strony tej dziewczyny. Ja spróbuję ze zdjęć odszukać tę bohaterkę i jeśli mi się to uda, to spróbuję przekazać Nagrodę Fair Play, którą sam ufunduję :) Chwilowo - DYPLOM
-
Udało mi się odnaleźć Bohaterkę, to Lena Michalska
-
Kolejny dopisek.
Po meczu Argentyna-Francja polski sędzia zbierał same pochwały, ale Francuzi ... dostrzegli błąd Marciniaka. Jeśli w czasie gry na boisku pojawią się osoby postronne, to bramka nie powinna być uznana. Jak widać na zdjęciu ... rezerwowi Argentyńczycy ... wbiegli na boisko, a ta bramka dopiero wpadła (bo tam dobitka była).

No i tak jest właśnie z przepisami ... jak są za szczegółowe, to robią tylko problemy. Przecież, to są ułamki sekundy, ... jakie znaczenie miało pojawienie się tych rezerwowych na boisku? Sędzia kalosz?

sobota, 11 grudnia 2021

Sam Pan chciał

 

Powyżej zrzut z arkusza kalkulacyjnego, który otrzymałem z SZS jako dane wyjściowe do przeprowadzenia turnieju XXIII Igrzysk Dzieci w Szachach. Warto zwrócić uwagę na przedostatnią kolumnę, gdzie opiekunowie mieli podawać  szachownice dla poszczególnych zawodników oraz ewentualne posiadane kategorie szachowe. Dla omawianego przypadku tak się złożyło, że obok siebie znalazły się dwie szkoły, które miały teoretycznie podobnej siły zawodników, pierwotnie nie podały wszystkich potrzebnych danych, natomiast później poszły zupełnie innymi ścieżkami. Edukator dostrzegł, że umieściłem serwis turniejowy na Chessarbiter.com i przysłał korektę danych oczekując naniesienia poprawek, chcąc zapewnić swojej drużynie wysokie miejsce na liście startowej i (w domyśle) oczekując, że to pomoże drużynie. Było jeszcze kilku innych opiekunów, którzy pisali do mnie z prośbą o poprawki w zestawieniu i zapewne ich intencje były podobne. Wielu twierdziło, że podawali potrzebne dane, jednak nie zamierzałem tracić czasu na udowadnianie im, że to nieprawda, bo naprawdę mało szkół zrobiło poprawnie zgłoszenie. Dla odmiany (wyżej na tym obrazku) SSP1 Poznań, a dokładnie jej opiekun, zjawił się na początku turnieju z reklamacją, że jego podopieczni mają nie wpisane kategorie. Warto zwrócić uwagę - jakie daty urodzenia zawodników były podawane przez obu opiekunów. Taka data nie pozwala na dokładną identyfikację zawodników, bo same imię i nazwisko, to za mało. Raz nawet chciałem wziąć pewną osobę (z innej drużyny) z rejestru i była to utytułowana osoba, ale w ostatniej chwili (po województwie) zorientowałem się, że to nie może być ta osoba. Nie pamiętam jaka była wtedy sytuacja, czy było już może po kojarzeniu 1. rundy, w każdym razie zmieniłem te rankingi zawodnikom z SSP1, ale odmówiłem kolejnego mieszania w liście startowej i pomimo, wysokiego rankingu średniego SSP1 zostało na dole listy startowej.
Gdyby te rozgrywki odbywały się pod egidą PZSzach, to bym się nie dziwił, że wszystko musi być dograne, ustawione itd. Tutaj były rozgrywki pod egidą SZS, gdzie ponad połowa grających, to amatorzy. Ja najchętniej wcale bym nie wpisywał rankingów, kategorii i zdał się na los i sportową rywalizację, ale cóż robić. W czasie turnieju pojawiali się zresztą różni opiekunowi z różnymi pomysłami. Jeden nawet był naprawdę pomocny, zauważył że po 1. rundzie kolejność była według małych punktów, a nie dużych i to była bardzo celna uwaga, chociaż patrząc na ostateczne wyniki, okazuje się, że ... według małych (a nie dużych) punktów na pierwszym miejscu ... kolejność jest taka sama. Inny podpowiadał, żeby cofać zegary w ramach dodawania czasu za przewinienie. Owszem w innych modelach jest to możliwe, ale w tych akurat nie. Zgasiłem go prosząc o zademonstrowanie jak to się robi. Co jakiś czas pojawiali się kolejni petenci z dziwnymi zapytaniami. Wróćmy jednak do listy startowej i pragnieniu bycia jak najwyżej na tej liście. Cóż się okazało?

Strategia "ataku z dołu" listy startowej okazała się skuteczniejsza od strategii zdobywania jak najlepszej pozycji na starcie. SSP1 "wylądowała" ostatecznie blisko miejsca "należącego się" jej z racji posiadanych rankingów, czyli zagrali swoje. Przy okazji robiąc spektakularny zysk w stosunku do numeru startowego. Edukator natomiast nie może tego turnieju zaliczyć do udanych. Prawda jest taka, że w rozgrywkach drużynowych nie można liczyć na siłę jednego zawodnika. Owszem lider tego zespołu zagrał znakomicie. Podciągnął trochę sztucznie drużynę na wyższą pozycję na liście startowej, ale reszta zawodników z drużyny nie sprostała zadaniu i wyszło jak wyszło. 
Na szczęście problem dziewięciu (zamiast 7) rund został skutecznie zgaszony, przez wypowiedzi niektórych opiekunów. Bo cóżby dały te jeszcze dwie dodatkowe rundy? Czołowe trzy drużyny jeszcze bardziej by odjechały pozostałym. Lider mógł sobie nawet pozwolić na porażkę w ostatniej rundzie, bo i tak by nikt ich nie dogonił. Pewnie nastąpiłyby jakieś przetasowania w środku tabeli. Jednak, czy warto tak męczyć dzieci dla dyplomów? Myślę, że znacząca większość uczestników mogła być zadowolona z tego turnieju i niech tak zostanie.

wtorek, 3 grudnia 2019

Zbąszyń - prawdziwi szachiści ... nie potrzebują sędziego

Przez dwa dni jeździłem z wychowankami na finały wojewódzkie w szachach drużynowych do Zbąszynia. Dzisiaj jest po wszystkim i czuję, jakie to jest męczące - takie jechanie i ... pilnowanie. Niby nic się nie robi, ale ... się męczy. Do tego wszystkiego w poniedziałek miałem kolejny, szczególny przypadek. W ostatniej rundzie, gdy zmęczenie daje się już mocno we znaki, jeden z moich zawodników przyszedł do mnie z wielkim żalem, że przegrał partię a jego przeciwnik popełnił dwa błędy a sędzia tego nie uznał. Zawody sędziowane były przez rodzinny duet: Marka i Roberta Goździkiewiczów. W 2016 r. miałem już w Zbąszyniu interwencję, która niestety nie zakończyła się pomyślnie dla Wapna. Też wydarzyło się to w ostatniej rundzie i ... było bardzo przykre dla mojej zawodniczki, bo został wypaczony wynik partii z wygranej na przegraną. Ja znam zasługi Pana Marka dla szachów nie tylko z artykułów w Internecie. Od wielu lat miałem możliwość dostrzegania zawodników ze Zbąszynia na wielu zawodach. Ja mam świadomość jak wyczerpująca jest aktywność na takim dużym dziecięcym turnieju, gdzie trzeba mieć oczy szeroko otwarte i ogarniać 200 dzieci. Ja wiem, że czasami trzeba podejmować kontrowersyjne decyzje, bo niepodjęcie decyzji, to dopiero klęska. Ja mam szacunek dla wieku, bo wiem, że każdy kiedyś będzie wiekowy i nie będzie już tak błyskotliwy. Dlatego trudno mi się było upominać o prawa moich zawodników. Nieszczęśliwie się składało, ale taki pech, to już dla mnie normalność, że sędzia nie chciał się zgodzić z moją wersją zdarzeń. Zdawałem sobie również sprawę, w jak niezręcznej sytuacji stawiam sędziego głównego. Nawet jeśli przyznałby mi w duchu rację, to ... więzy rodzinne też jednak zobowiązują. Oba moje "przypadki" dotyczyły teoretycznie mało znaczących zawodników i nie miały wpływu na rozdział medali, awansów itp. Trzeba jednak dbać o zasady, jeśli chcemy wychować porządnych obywateli a nie cwaniaków. Myślę, że oprócz samego uczenia zasad gry powinniśmy uczyć młodzież sportowej postawy. Jeśli na każdym kroku będą się spotykali z przejawami sportowych zachowań, to stanie się ich naturalnym stanem myślenia. Jeśli szachiści będą sami z siebie grali fair play, to rola sędziego sprowadzi się do ... zapisywania wyników. Oczywiście dużo wody upłynie, zanim doczekamy takich czasów, jednak ... trzeba propagować takie postawy, trzeba co jakiś czas przypominać o takich postawach. Wtedy ... będzie lepiej.
Wracając do mojego szczególnego, poniedziałkowego przypadku. Zdawałem sobie sprawę, iż niewiele osiągnę nerwami, podniesionym głosem, udowadnianiem swoich racji. Zwłaszcza w finałowej fazie, gdy powoli trzeba było "pisać dyplomy". Postanowiłem "odpuścić" (w tym momencie) dochodzenia praw. Po powrocie jeszcze raz opisałem sytuację i wysłałem do sędziego wiadomość. Już jadąc dzisiaj do Zbąszynia otrzymałem obszerną odpowiedź. Najważniejsze jednak w tej wiadomości było, iż ... sędzia przyznał mi rację. Ja oczywiście pogodziłbym się z "przegraną". Nie raz przegrywałem i umiem przegrywać, jestem w przegrywaniu bardzo zaprawiony. Jednak w tym przypadku nie chodziło przecież o wygraną jednej, czy drugiej strony konfliktu. Chodziło o zwycięstwo idei szachów fair play. Jeśli "wychowamy" sobie pokolenie szachistów "honorowych", to ... sędziowie będą się lenić :) 
___

wtorek, 8 stycznia 2019

FIDE ID i inne formalności

Składka roczna opłacona. Już mogę sędziować w tym roku. Opłaty FIDE ID dokonałem tuż po XX PITS. Całe szczęście, że zaprosiłem wtedy JW do pomocy w sędziowaniu, bo inaczej byłby problem ze zgłoszeniem turnieju. Na stronach FIDE i CR jednak nie widzę wszystkiego, co powinienem zobaczyć. Oczywiście zgłoszenie nobilituje, ale kosztuje. Opłaty dokonałem z konta firmowego HAi. Podejrzewam, że księgowa znów będzie krzywo patrzeć na taki wydatek. Może jednak nadszedł czas, aby zacząć zarabiać na sędziowaniu? Do tej pory (z wyjątkiem ostatniej Licealiady) cały czas dopłacam do tego hobby.

sobota, 15 grudnia 2018

XX Licealiada w Poznaniu


15 grudnia 2018 r. w Zespole Szkół Przyrodniczych w Poznaniu odbyła się XX Licealiada w Szachach Drużynowych, organizowana przez Szkolny Związek Sportowy Wielkopolska. Turniej rozgrywany był systemem szwajcarskim na dystansie 7 rund z czasem 15 minut dla zawodnika. Wystartowało ostatecznie 21 drużyn z całej Wielkopolski. 
Pierwsze miejsce zajęła drużyna VIII LO w Poznaniu, w składzie: Mikołaj Nowak, Jan Kukorowski, Jacek Miętkiewicz, Anna Roszkiewicz i Antoni Kamiński. Drugie miejsce zajęła drużyna ZS 1 Zbąszyń w składzie: Julia Opic, Bartosz Bocian, Adrian Kozłowicz, Aleksandra Kubiak i Jakub Gassem. Trzecie miejsce zajęła drużyna II LO w Koninie w składzie: Maciej Licheniak, Marcel Błażejewski, Weronika Momot i Julia Waligóra. Zawodnicy zwycięskich drużyn otrzymali dyplomy, grawertony i medale ufundowanie przez SZS Wielkopolska.
Szczegółowe wyniki dostępne są na stronie: http://chessarbiter.com/turnieje/2018/tdr_7490/results.html?l=pl&tb=10_
Wyniki były na bieżąco aktualizowane w internecie w trakcie imprezy. Zawody przebiegły bardzo sprawnie w przyjaznej atmosferze. Sędzią głównym był Jacek Haja. Zdjęcia z imprezy dostępne są na stronie:
-

sobota, 5 maja 2018

Kup pan medal!

Nie dokończyłem mojej relacji z XX PITS, nie zrobiłem w domu tego co planowałem a zabieram się za pisanie tutaj. Właściwie zdaję sobie sprawę, że nie powinienem tego pisać ale ... muszę, bo zapomnę :)
Generalnie (dla obserwatorów) turniej był bardzo udany! Naprawdę szachiści wyjeżdżali zadowoleni a pozytywne sygnały otrzymywałem już w trakcie. Zaraz po turnieju otrzymywałem też pozytywne wiadomości. Był międzynarodowy, byli ludzie z odległych miejscowości grubo ponad 100 km, którzy przyjechali ... zobaczyć puchary, o których tak pisałem (naprawdę Marek!), byli zawodnicy z dużych ośrodków (Poznań, Bydgoszcz, Gniezno, Konin, ...). Wszystkie starczyło (nawet Pepsi zostało dużo), nie było poważniejszych incydentów. Poziom był wysoki - w końcu jedyny arcymistrz "wylądował" dopiero na czwartym miejscu. Nie obyło się bez początkowego opóźnienia ale to było do przewidzenia i właściwie to z winy zawodników. Później szło już jak w szwajcarskim zegarku. Nawet ceremonia zakończenia poszła dość sprawnie i układnie i Wicestarosta dotarł i relację za mnie napisano :)
O co zatem chodzi? ... "Kasa, misiu, kasa" :) Już wcześniej pisałem, że z niektórymi sponsorami nie udało mi się spotkać oko w oko. Zrzutka chociaż kwotowo było zgodnie z prognozami, to strukturalnie miała wyglądać inaczej. Przy pobieraniu wpisowego często ulegałem i zbyt ochoczo udzielałem zniżek a to dyszka do dyszki i dostajesz zadyszki. IM Mirzoev też "wywinął numer" i zgarnął dodatkowe 200 zł. PITS był jedynym turniejem, w którym zwycięzca zdobył komplet punktów. Teoretycznie powinienem się cieszyć - cel został osiągnięty ale to kosztuje. Do zapłacenia jest jeszcze prawie 250 zł za zgłoszenie turnieju do FIDE a niestety frekwencja była jednak za mała. Spodziewałem się przynajmniej 120 zawodników.
Nie było zainteresowania autografami znanych szachistów nawet Carlsena o JKM też nikt nie pytał :)
Gdyby ktoś jednak był zainteresowany medalem z XX PITS takim jak na zdjęciu, ... to ... mogę sprzedać. Co prawda dwadzieścia rzeczywiście wydałem ale ... zawsze trzeba mieć coś w odwodzie :)

środa, 7 marca 2018

Żegnaj Marku

Dzisiaj dostałem informację o śmierci Marka Maćkowiaka. Jego specjalnością były szachy heksagonalne. Miał trochę związków z szachami wągrowieckimi. Wiele razy sędziował turnieje "Złotej Wieży" w Wągrowcu i Łeknie. Nie dożył sześćdziesiątki ... Miał taki "radiowy" głos.

wtorek, 20 lutego 2018

Kody QR

Już kiedyś przymierzałem się do opisania zagadnienia ale zawsze jest coś ważniejszego. Teraz mogę się tym zająć, bo nowy telefon pozwala się bawić w takie "klimaty". Generalnie kody QR są właśnie dla ... smartfonów przede wszystkim. Dzięki specjalnym programom można szybko zeskanować kod, nawet jeśli trochę uszkodzony lub zakryty. Gdy już zeskanujemy, to ... wtedy zależy, co było na kodzie - albo dostaniemy adres strony, albo wizytówkę, albo ... albo. Trochę tych możliwości jest. Już na zdjęciu powyżej widać trochę możliwości. Brylują w tych kodach Japończycy, którzy je wynaleźli i ... już żyć bez nich nie mogą. Ja patrzę na te kody pod kątem ewentualnego zakładania firmy. 
Zrobiłem nawet film na ten temat.
-
Jest już informacja o niedzielnym turnieju.
-
Dzisiaj dostałem propozycję sędziowania turnieju w Murowanej Goślinie. Ale akurat termin mi nie pasuje ale ... może to jest szansa - zamiast grać w turniejach i ... tracić pieniądze; sędziować turnieje i zarabiać pieniądze?
-
To jeszcze o "sędziowaniu" - dzisiaj został ogłoszony wyrok Sądu Najwyższego w sprawie sędziego, który na stacji benzynowej "ukradł" 50 zł. Sędzia nie ukradł - "zabrał przez roztargnienie".
 Nagranie z monitoringu nie było dostatecznym dowodem. Podejrzewam, że gdyby dotyczyło innego obywatela np. mnie - byłoby dowodem.
-
W ostatnich dniach mocno dyskutowany jest również inny temat. JKM jak zwykle celnie.

środa, 3 stycznia 2018

Rutyna i ordnung

Wczoraj sprawdzałem stronę WZSzach i jeszcze nie było komunikatu. Dzisiaj komunikat się pojawił. Opłaciłem opłatę roczną jako jeden z pierwszych i już mogę "legalnie" sędziować turnieje szachowe w 2018 roku. Trzeba oddać, że MJ jest bardzo szybka. Informacja o opłaceniu opłaty rocznej pojawiła się "błyskawicznie.
Próbowałem śledzić mecz Carlsen-Nakamura ... ale komputer mi się co chwilę wyłączał. Niemniej wszystko wskazuje, że Carlsen spokojnie wygra ten mecz.


poniedziałek, 1 stycznia 2018

1. dzień zapisów na 20. PITS

Niewiele brakowało a bym zapomniał zarejestrować XX PITS na CA :) Co prawda raczej sędziować będę z pomocą ChessManagera ale CA jest jeszcze na tyle popularny, że nie mogę sobie pozwolić na rezygnację z reklamy na tym serwisie. Ponadto fajnie wygląda numer jeden dla turnieju PITS.
-
Miłym gestem było ... pierwsze zgłoszenie do turnieju w pierwszym dniu zapisów :)

czwartek, 23 listopada 2017

XIX Licealiada w Wągrowcu

23 listopada 2017 r. w 1 LO w Wągrowcu odbyła się XIX Licealiada w Szachach Drużynowych, organizowana przez Szkolny Związek Sportowy Wielkopolska. Turniej rozgrywany był systemem szwajcarskim na dystansie 7 rund z czasem 15 minut dla zawodnika. Wystartowało ostatecznie 30 drużyn z całej Wielkopolski. W otwarciu turnieju uczestniczyli: Wicestarosta Wągrowiecki - Michał Piechocki, Prezes SZS - Zdzisław Urbańczyk oraz gospodarz obiektu, Dyrektor 1 LO - Cezary Szypulski.
Pierwsze miejsce w turnieju zajęła drużyna LO MM w Poznaniu w składzie: Filip Sachajko, Aleksander Kuś, Wiktor Korzystka i Dominika Stochniałek. Drugie miejsce zajęła drużyna 1 LO w Lesznie, która miała w składzie najbardziej utytułowanego zawodnika FM Mikołaja Tomczaka, ponadto w składzie leszczyńskiej drużyny zagrali: Miłosz Walkowiak, Maksym Chróst i Anna Glapa. Natomiast trzecie miejsce zajęła drużyna ZS nr 2 w Lesznie, w składzie: Piotr Hejdysz, Bartosz Dembiński, Jakub Lisiecki, Gabriela Kaczmarek i Krzysztof Stroiński.
Szczegółowe wyniki znajdują się na stronie http://www.chessarbiter.com/turnieje/2017/tdr_6675/ . Sędzią głównym turnieju był Jacek Haja, pomagał mu Michał Piechocki. Turniej przebiegał sprawnie, chociaż na początku trochę kontrowersji wzbudził wariant wprowadzania zawodnika rezerwowego. Paradoksalnie okazał się on bardzo szczęśliwy dla drużyny, która miała najwięcej zastrzeżeń do tego systemu. Zwycięskie drużyny otrzymały pamiątkowe grawertony a zawodnicy medale. Ponadto Starostwo Wągrowieckie nagrodziło zawodników i opiekunów pamiątkowymi zestawami.
Taki turniej był dużym wyzwaniem logistycznym dla szkoły, która organizowała tego typu imprezę po raz pierwszy. Dlatego duże wyrazy uznania należą się inicjatorce nowej lokalizacji turnieju pani Danucie Żwikiewicz-Muszyńskiej. Reprezentacja gospodarzy zajęła 21-e miejsce.

Zdjęcia z imprezy można obejrzeć na stronie:

https://drive.google.com/drive/folders/1Syp56NLCHOAvv5bQlxA3bnUoWGCXlXRu?usp=sharing

JH
_____________
A teraz zakulisowe rozważania. Regulamin turnieju nie precyzował sposobu wprowadzania zawodnika rezerwowego. Ja wcześniej zapoznałem się z przepisami Kodeksu Szachowego i tam mowa jest o dwóch, przy czym nie można ich mieszać tzn. trzeba się zdecydować na jeden i podać przed rozpoczęciem. Reprezentantka LO MM z Poznania słusznie zauważyła, iż w wybranym modelu ciekawym rozwiązaniem byłoby ustawienie najmocniejszego zawodnika jako rezerwowego i "wstrzeliwanie" w przeciwnika. Jaka ta młodzież jest ... przebiegła - już od wczesnych lat kombinują. O dziwo w protestach popierał ją utytułowany zawodnik głównego konkurenta, który w szeregach nie miał wcale zawodnika rezerwowego (tylko skład podstawowy). Drużyna z Poznania podjęła zdecydowany krok i ... odprawiła zawodnika, który był zgłoszony na I szachownicy do domu i na jego miejsce wstawiła rezerwowego. Żeby było śmieszniej ... wygrali ten turniej. W trakcie turnieju był tylko jeden poważny "incydent" - właśnie między zawodnikami najlepszych drużyn. Na zegarze 10 sekund i 15 sekund. Jeden zawodnik reklamuje mata, przeciwnik reklamuje ... nieprawidłowe posunięcie. Obaj są bardzo podekscytowani i nerwowi i obaj są przekonani o swojej racji. Każdy podważa wersję oponenta i nie można odtworzyć sekwencji posunięć. Jeden twierdzi, że jest mat, drugi cały czas wskazuje na wcześniejszego szacha. ... Myślałem, myślałem i ... zarządziłem remis oraz upomniałem obu zawodników. Leszczynianin argumentował "bezdyskusyjną" wygraną lepszym czasem (o 5 sek.) i lepszym materiałem ale ... tak po czasie co raz bardziej dochodzę do wniosku, że zobaczył tego mata, nie widząc że ma szacha, z którego co prawda mógł odejść ale ... pewnie go nie zauważył. Oczywiście głupio jest przegrać partię mając lepszy czas i lepszy materiał ale na tym ten sport polega.
-
Zapomniałem jeszcze dopisać o koledze z licealnej klasy MB. Miło było się spotkać, można powiedzieć, że niewiele się zmienił, chociaż optycznie na pewno wiele. Jego jowialne podejście do ... wszystkich, naprawdę wiele pomogło. Oczywiście nie każdemu odpowiada taki styl ale ... jest naprawdę skuteczny i na pewno dzięki MB impreza organizacyjnie poszła bardzo sprawnie. W trakcie rozmowy wspomniał, że jego ojciec były nauczyciel i dyrektor sąsiadującej szkoły przechodził na emeryturę tuż po ukończeniu pięćdziesiątki. Ja kojarzę go jako naprawdę poważnego gościa a wtedy jeszcze pracował. Zatem skoro ja jestem obecnie starszy, niż on wtedy ...