Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lipca 2026

Wizyta na Rugii po 40 latach

 ... ja się zabrałem za pisanie, ale przeskoczyłem do #pomalujszachy i ... nawet przestawiłem datę publikacji .... dzisiaj zaglądam na bloga. Wpis opublikowany, ale ... pusty :) a tu jeszcze tyle wyświetleń!

Na szczęście nikt nie skomentował.

Wkrótce to uzupełnie, ten wpis.

Jutro MDSz ... czyli też nie będzie czasu.

piątek, 12 lipca 2024

Pranie? Zaliczone!

 

Już w domu. Na zdjęciu z rzeźbą przedstawiającą Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego przy leśniczówce Pranie. 

wtorek, 16 lipca 2019

Bieszczady i po Bieszczadach

Rezerwując pokój w Solinie, byłem przekonany, że wyruszamy w Bieszczady. Jednak w tych rejonach, to nie tylko drogi są pokręcone. Okazuje się, że Solina, to ewentualnie "przedsionek" Bieszczad (Bies+czad=?), ale z drugiej strony ... mając auto, niezła baza wypadowa dla wycieczek samochodowych (pętla bieszczadzka). Mieszkaliśmy w samej Solinie i pierwszego dnia poszliśmy na koronę zapory (tak to się tam nazywa). Przy samym dojściu do korony, kilkaset metrów obstawionych stoiskami z kiczowatymi pamiątkami i szybką gastronomią. Po drugiej stronie przytań dla stateczków i sprzętu pływającego oraz gastronomia i stoiska z pamiątkami, ale już bardziej rozproszone te stoiska. Dzień drugi, to rozpoznanie w Polańczyku, który jest bardziej znany, niż sama Solina, ma bardziej "miejską" zabudowę i więcej sklepów. Są również punkty widokowe. Widoki rzeczywiście są piękne. Z Polańczyka wybraliśmy się do Ustrzyk Górnych, aby się przygotować do wejścia na Tarnicę. Na mapie wygląda, że jest to ... niedaleko, ale jak się włączy nawigację, to ... nagle wyświetla się ponad 50 km. Już po przejechaniu kilku kilometrów wszystko staje się jasne. Cały czas serpentyny, czyli jeździmy w prawo i w lewo i kilometry się nakręcają a na mapie przesuwamy się niewiele. Widoki z drogi ... piękne. Jesienią mogą być jeszcze piękniejsze. 
...
Linki:
https://zieloniwpodrozy.pl/szlaki-w-bieszczadach-sciagawka-dla-poczatkujacych/
http://wycieczki-bieszczady.pl/
http://www.twojebieszczady.net/
https://www.youtube.com/watch?v=uVBYOWHCqFw
http://www.hussar.com.pl/artykuy/3-ogolne/120-adnrzej-lach-zaski-andriej-kirym-legenda-bieszczadow-wspoczesnych-kresow-polski.html

czwartek, 25 sierpnia 2016

Bilety do Berlina

Zgodnie z planem, 30 dni przed wyjazdem zakupiłem sobie bilet na wygodną podróż pociągiem do Berlina. Polski Bus nie był najgorszy ale IC powinno dojechać w krótszym czasie i powinno być wygodniej i jeszcze podwiezie mnie prawie do mojej kwatery. Zatem same plusy. Przy czym mam pewne zastrzeżenia do zakupu biletów online. Gdy zalogowałem się na moje konto i wyszukałem połączenie i wybrałem je, to po pokonaniu procedury zakupu pojawiła się kwota - grubo ponad 400 zł, która trochę mnie przeraziła (2 normalne + 1 młodz. w jedną stronę). Poszukałem na stronach DB i tam też wyszło ponad 100 Euro (za 3 bilety w jedną stronę). Jeszcze raz przyjrzałem się biletowi i szukałem zniżek (na połączeniach międzynarodowych nauczycielom nie przysługują). Niestety nie mogłem zaznaczyć kwadracika "oferty specjalne", natomiast w wyszukiwaniu wyskakiwały specjalne zniżki na połączenie do Berlina. Spróbowałem zatem podążać za linkami na oferty specjalne (w normalnym panelu mimo kombinowania z liczbą dorosłych a liczbą na taryfie ulgowej kwadracik do ofert specjalnych był cały czas "zamglony"). Tym razem udało mi się przejść, do strefy zamówień, gdzie można było zaznaczyć "ofertę specjalną" i bilet dla 3 osób był w cenie nieco ponad 200 zł. Całe szczęście, że przyjrzałem się dokładnie biletowi, bo zauważyłem na nim datę wyjazdu 22.09 a ja przecież chciałem wyjechać 24.09. Pomyślałem, że może tylko wtedy są miejsca na "ofertę specjalną" ale spróbowałem jeszcze raz od początku, mając nadzieję że źle kliknąłem w datę. Na szczęście przy wyborze 24.09 (już teraz pod ścisłą kontrolą) udało mi się wybrać połączenie, które mnie interesowało i teraz oferta specjalna była aktywna. Ponieważ byłem już czujny, to zauważyłem że pojawił się komunikat, iż "tylko w tym momencie mogę dokonać zakupu biletów powrotnych". (i to naprawdę małymi literami). Zatem zamówiłem jeszcze bilety powrotne. Nie będę się po biegu ociągał :)
-
Zakupiłem te bilety, bo zauważyłem że dzień jest tak w miarę "szczęśliwy". Będąc w GOPS-ie miałem naprawić jeden z programów do księgowości, który nie chciał się uruchomić. Już chciałem się poddać i wtedy przyszło mi do głowy, że ten SQL-serwer może być oparty na usłudze systemowej i ... postanowiłem sprawdzić, czy ta usługa jest włączona. Poszukałem tych usług i SQL było kilka ale jedna z nich była wyłączona - no to "ciach". Ponownie włączam program FOKA i ... uruchamia się. 
-
Później w projekcie planu lekcji udało mi się wyłapać niedokładności.
-
Kostkę Rubika ułożyłem w 3:45.
-
Na YT lekkie ożywienie.
-
Taki jakiś "czujny" dzień.

środa, 21 października 2015

BMW Marathon Berlin - podejście drugie

Tylko najskromniejszy pakiet, taki bez żadnych dodatków i ... ponad 100 Euro. Zgłosiłem się ... ale jeszcze muszą mnie wylosować a o tym dowiem się dopiero w grudniu.
-
Dzisiaj w nocy śniło mi się, że dzwoniła do mnie Ewa Kopacz i ... oczekiwała ode mnie, że za tą nagrodę MEN zgodzę się zostać moderatorem na jakimś forum ale generalnie ma to być praca pod kątem popierania PO ... a ja twardo do niej, że dziękuję bardzo ale mam zupełnie inne poglądy i zacząłem nadawać jak JKM :)
-
Jeszcze przed zaśnięciem przyszło mi do głowy, aby zwrócić się do Apple o jakiś komputer np. powystawowy iMac, żebym mógł nowe filmy na YT montować. Prawda jest taka, że na programach Apple robi się to naprawdę lepiej/łatwiej. Tylko już po nocy zdałem sobie sprawę, że obecnie to nie ma do kogo się personalnie zwrócić ...
-
W GOPSie cały czas walczę z programem SR ale dzisiaj po południu w końcu rozgryzłem wszystko związane z migracją i ten problem bedzie rozwiązany. Teraz jeszcze problemy z wydrukami.
-
W szkole wczoraj rozwiązałem problem z brakiem internetu w sieci kablowej, w starej części szkoły. Jak to zwykle bywa - sprawa była banalna a takie sprawy są najgorsze do wykrycia. Coś mnie tknęło, aby sprawdzić starą pracownię komputerową, gdzie obecnie zajęcia mają maluchy. Okazało się, że jeden z uczniów tak niedbale rzucił plecakiem pod ścianę, że zasilacz od switcha wypadł z kontaktu. Ponad 2 lata nic takiego się nie zdarzyło. Naprawdę byłem dumny z siebie, że to wykryłem.

sobota, 18 lipca 2015

Berlin w 2 dni

Czas opisać tę wyprawę, bo pewnie szybko zapomnę a było tak. Na początek w poniedziałek spóźnienie PolskiegoBusa. Pierwsze wrażenie z ZOB (dworzec autobusowy) - brudno, gorzej niż w Poznaniu. Na szczęście można tam było nabyć Berlin Welcome Card w wersji 72 godziny ze zwiedzaniem Wyspy Muzeów (Museumsinsel) w cenie 40,5 Eu. Pierwsza S-bahna nam uciekła ale następna przyjechała relatywnie szybko. Już na peronie zadzwoniłem pod numer podany w rezerwacji i tu niespodzianka. Pani w słuchawce mówi, że powinienem zadzwonić pod inny numer. Postanowiłem jednak jechać pod podany adres. Dojechaliśmy, doszliśmy, kawałek (tak z 0,5 km) jednak było z tej stacji. Jesteśmy pod domem, dzwonię jeszcze raz a telefonu nikt nie odbiera. Dzwonię do firmy, mając w pogotowiu kod rezerwacji (bo tak wyczytałem i miałem plan zapasowy), niestety wszyscy konsultanci zajęci. Na szczęście na ulicy pojawia się Klaudia z e-maila o urodzie ... indyjskiej, chętniej mówiąca po angielsku niż po niemiecku. Zatem wbrew obawom pozostałych członków "wycieczki" nie musimy spać pod mostem. Na drugie piętro trzeba wejść po schodach ale mi to akurat nie przeszkadza. Dwupokojowe mieszkanie z kuchnią i łazienką nie jest może szczytem luksusu ale nic więcej nam nie potrzeba. Dzięki wyposażonej kuchni łatwiej (i taniej) jest rozwiązać problem śniadań i kolacji. Oczywiście  w hotelu śniadanie na ogół sa w cenie ale kolacje już nie. Mi śniadanie by starczyło ale reszcie "wycieczki" nie. Ważna wskazówka na przyszłość - należy szukac kwatery blisko stacji/przystanku. Po szybkim rozpakowaniu udajemy się do EDEKA (taki sklep) i robimy zakupy. Do podróży po Berlinie już nie udaje mi się namówić reszty "wycieczki".
We wtorek od rana wyruszamy na Alexanderplatz - to sugestia większości przewodników. Powoli zaczynam rozszyfrowywać zasady komunikacji. Już na początku mamy kontrolę biletów a tego dnia będziemy mieli jeszcze 2 zatem generalnie bilety sprawdzają. Oczywiście Ewa musi iść do Primarku, bo jak inaczej. Są tam generalnie tłumy, bo ceny rzeczywiście są niskie. Przy jednej stronie wejścia do tego marketu stał czarnoskóry ochroniarz ale bardzo charakterystyczny. Był naprawdę duży i miał taką postawę boksera, który właśnie za chwilę ma rozpocząć kolejną rundę na ringu. Kciuki zaciśnięte, szczęka rytmicznie żująca gumę, wrażenie niesamowite. Później udajemy się na przystanek autobusu linii 100, która ma typowo turystyczną trasę i zahacza o najważniejsze miejsca w Berlinie. Przystanku trzeba było trochę poszukać a po drodze co kawałek naganiacze komercyjnych (osobno płatnych) busów zapraszali do swoich. Generalnie padał deszcz i ludzi było mniej, Nawet dużo miejsc siedzących jeszcze zostało. Niestety zdjęcia niezbyt efektowne wychodziły. Tyle tylko, że objechaliśmy. Koniec trasy był przy dworcu Zoo, stamtąd poszliśmy do Ewangelickiego Kościoła Wilhelma (pamiątkowe ruiny). Trochę się pokręciliśmy i wróciliśmy (znów autobusem) na Alexanderplatz. Poszliśmy pod Czerwony Ratusz, przyglądając się wieży telewizyjnej. Wpadliśmy na obiad do CanCun, gdzie kelner odkrył we mnie matematyczny talent a gdy się dowiedział, że jesteśmy z Polski nie omieszkał pochwalić się znajomością "kochanie moje" i "Lewandowski". Mi osobiście danie rybne przypadło do gustu, zwłaszcza że 25 Euro za obiad dla 3 osób (22,50) to wcale nie jest dużo jak na berlińskie warunki. Jednak reszta "wycieczki" nie chciała już następnego dnia wracać do CanCun. Po obiedzie udaliśmy się do Katedry Berlińskiej. Dzięki Berlin Welcome Card, znów bilety były tańsze. Trafiliśmy na (co najmniej) próbę jeśli nie koncert organów (+ śpiewaczka) zatem było nastrojowo. Katedra piękna, jest co oglądać, turystów dużo ale bez olbrzymich kolejek. W katedrze można było wejść na platformę widokową wokół kopuły i warto było. Piękne widoki. Po drodze zwróciły naszą uwagę ule pszczele ustawione na dachu ale w końcu tyle lip przy Unter den Linden. Później jeszcze chodziliśmy, pamiątki kupowaliśmy (relatywnie drogie), znów po sklepach chodziliśmy (niestety) i w końcu wylądowaliśmy na Inselsmuzeum, gdzie ludzi jeszcze pełno ale okazało się, że generalnie to już nie wpuszczają (dochodziła 18-a). Zatem trochę jeszcze  się pobłąkaliśmy i do domku. Generalnie trochę się jednak nachodziliśmy.
W środę postanowiliśmy zacząć od muzeów. Wystartowaliśmy z najbliższego przystnku autobusowego (50 m) ale czas dotarcia był porównywalny, bo autobus jechał "zakręconą" drogą ale dla nas to nawet lepiej. Zaczeliśmy do Nowego Muzeum, dzięki BWC nie musieliśmy stać w kolejce po bilety (wszędzie te bilety). Plecak trzeba było zostawić w skrytce. Bardzo "napalałem się" żeby zrobić zdjęcie największej atrakcji (Nefretete) a tu ... niespodzianka, akurat tam zakaz fotografowania i jeszcze specjalnie dwóch strażników. Nie dało rady. Generalnie bogate wielkie zbiory, dużo zwiedzania. Później poszliśmy do Pergamonmuseum ale żeby wejść trzeba było jeszcze prawie godzinę odstać w kolejce (o rany). Znów dużo zwiedzania, chodzenia. Wszędzie pełno strażników. Gdy wyszliśmy i zobaczyliśmy kolejkę do Galerii malarstwa, to ... zrezygnowaliśmy i wyruszyliśmy na obiad. Tym razem poszliśmy do typowo "berlińskiej" knajpki schowanej w podwórzu. O dziwo reszta "wycieczki" była usatysfakcjonowana schnitzlami a ja pozwoliłem sobie na piwko. Następnie namówiłem resztę "wycieczki" na podróż S-bahną dookoła centrum Berlina. Linia 41 lub 42 (jedna kursuje zgodnie z ruchem wskazówek zegara a druga przeciwnie). Po drodze do Ostkreutza zobaczyłem (dla mnie) pamiętny Ostbahnhoff (dawniejszy Hauptbahnhoff) i objechaliśmy ten Berlin aż do Sudkreutz (duży i nowoczesny), gdzie poszliśmy na kawę i lody. Później pojechaliśmy na Podstamerplatz i przeszliśmy do Bramy Brandenburskiej ale z innej strony niż we wtorek. Stamtąd przez pl. Paryski ruszyliśmy do Reichststagu/Bundestagu niestedy nie byliśmy zapisani (bo internet był kiepski) zatem tam na kopułęnie weszliśmy ale i tak nachodziliśmy się nieźle przecież. Obejrzeliśmy największe akwarium na świecie Aquadomm. Generalnie wymęczyłem resztę "wycieczki". Później była jeszcze czwartkowa przygoda z opuszczeniem kwatery, bo Klaudia zaspała i nie przyszła na ósmą i znów były nerwy ale wszystko się dobrze skończyło. Czy warto było jechać do Berlina? Nie będę ukrywał - celowo jechałem właśnie tam, bo zależało mi na tym aby zrobić rozpoznanie przed maratonem w 2016 r. Mam nadzieję, że liczę na to, iż w 2016 r, wystartuję w Maratonie Berlińskim.
__
Trochę fotek z Berlina (tych bez nas)

sobota, 31 stycznia 2015

Wyspa Man

Czasami zdarzają się ... dziwne zbiegi okoliczności. Przeglądając statystyki mojego kanału zauważyłem kiedyś pozycję Wyspa Man. Jak sprawdziłem teraz też był wynik stamtąd. Znaczy się - "nasi" tam są. Zwłaszcza, iż wyświetlenie było jedno a czas oglądania większy niż długość filmu, czyli ktoś dokładnie oglądał. :-) Wpis powstał bo dzisiaj czytałem dłuższy artykuł o Wyspie Man. W sumie bardzo ciekawy. Zwłaszcza wątek o cierpliwości i wytrzymałości - "gdziekolwiek mnie rzucisz ustoję". Jest nawet polska strona o wyspie. Z ciekawostek - na tej wyspie ... nie ma ograniczeń prędkości. Jest jeszcze wiele innych ciekawostek ale jeśli ktoś chce poczytać, to wyżej są linki. Oprócz słynnych wyścigów motocyklowych są tam jeszcze jakieś zawody biegowe i to ciekawe. Jednak chwilowo nie widać na horyzoncie nadwyżek finansowych i nawet jeśli chciałbym do Berlina wybrać się w przyszłym roku na maraton, to czas już fundusze zbierać. 
__
Skoro już o egzotycznych zakątkach - Państwo Bartel grają w silnym turnieju na Giblartarze (też daleko). Na półmetku ciekawie nie jest.
__
Bardzo ciekawy wywiad z WGM Katarzyną Tomą można przeczytać na blogu Krzysztofa. Naprawdę ciekawe życie mają ludzie.