piątek, 18 lutego 2011

4000 wyświetleń w 1 dniu


Znów internet (zamiast biegów i szachów) - niedawno na onecie umieszczono na głównej stronie artykuł "Apokalipsa w Wapnie". Wiadomośc w takim miejscu od razu podbiła notowania strony szkolnej a przy okazji mój filmik (animacja historii wysadu solnego w Wapnie) zanotował prawie 4 tys. odsłon w ciągu kilku godzin :) i do tego pochlebne recenzje :)

sobota, 12 lutego 2011

Strata iPhone'a


Poza tematem bloga (ale żebym pamiętał kiedy) - wczoraj 11.02.2011, przed południem, w Wągrowcu, w okolicy ul. Kościuszki/Jeżyka straciłem iPhone 3g - może mi wypadł, może kieszonkowiec ... nie wiem.
W ciągu godziny zablokowałem kartę SIM i wyrobiłem duplikat, czyli można do mnie dzwonić normalnie ale kontakty ... poszły!
Zgłosiłem IMEI do bazy skradzionych, zgłosiłem na policję, jeszcze się zastanawiam, czy zablokować kompletnie ... Ironią losu jest, że kilka dni temu przeglądałem informację na temat aplikacji Find My iPhone (gdybym to miał, to miałbym kontrolę nad aparatem i mógłbym np. zdalnie wysłać do siebie sms, włączać, skopiować dane, itd.) ale ...
Takie jest życie!

czwartek, 10 lutego 2011

Do sprawdzenia

Wczoraj natknąłem się na ciekawy blog poświęcony rozwojowi szachowemu, wszystkiego nie przeczytałem ale zapowiadana jest "książka" (bezpłatna) na ten temat. Ponieważ czasami mógłbym zapomnieć adresu, to sobie tu zapiszę http://demonchessimprovement.blogspot.com/

wtorek, 8 lutego 2011

Trening taktyczny :)


Już kilkanaście dni wykorzystuję swoje możliwości na chess.com i rozwiązuję 25 zadań szachowych dziennie (zobaczymy jak długo), dokładnie taki jest mój limit dzienny. Różnie to jest, czasami idzie jak z płatka a czasami ... się wali - dokładnie tak jak w życiu. Generalnie ranking waha się między 1900 a 2000 ale miałem już 2200 ale i tylko 1800. Przy czym na plus zdobyć jest trudno a za pomyłki, to zabierają ostro. Niemniej po tej ponad 10 dniowej kuracji widzę, że ma to sens w szkoleniu. Rzeczywiście rozwijany jest zmysł kombinacyjny. Mało tego zauważyłem, iż kilka razy zadania się powtórzyły (tak jakby system chciał mnie sprawdzić, czy teraz sobie poradzę) oczywiście można zobaczyć rozwiązanie jeśli się nie uda. Przy czym duże znaczenie ma tutaj czynnik czasowy tzn. jeśli nie zmieścisz się w czasie też stracisz punkty. Może właśnie to jest ten plus w stosunku do wersji drukowanej - no i figurki się przesuwają a do następnego zadania nie trzeba układać.

niedziela, 6 lutego 2011

Pierwsza dyszka w '11

Pogoda niezbyt sprzyjająca (kapuśniak) pierwsze 6 km z Ewą tak po ok. 6 min na km, następne 4 km trochę szybciej - razem 57 minut ale od czegoś trzeba zacząć. :)

Internetowe Dzienniki Biegowe

piątek, 4 lutego 2011

Pierwsze robocze spotkanie SSP

Szkółka Szachowa Plezuro zainaugurowała działalność :) Byli: Jakub, Mateusz, Adrian, Dominik i ... dwie dziewczynki. Na początek w zupełności by wystarczyło.

środa, 2 lutego 2011

Memoriał F.Dziedzica

Osobiście znałem pana Ferdynanda, nawet z nim grałem, z różnym skutkiem. Trzeba oddać, że oddał szachom wiele ale jak zobaczyłem komunikat tego memoriału, to byłem naprawdę zaskoczony. W naszych okolicznych turniejach nie było jeszcze takich nagród 1. 5000 zł; 2. 3000 zł; 3. 2000 zł. Podejrzewam, że na taki turniej przyjedzie się super mocna ekipa. Rzeczywiście będzie to mocny akcent szachowy, który może coś "ruszyć".
http://www.chessarbiter.com/turnieje/2011/ti_128/

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Spryciarze.pl - moja misja?


Na koncie nastąpiły kosmetyczne zmiany w wyglądzie serwisu ale najbardziej "rzuciło mi się w oko", że moje filmy oglądano już ponad 300.000 razy!!! Podejrzewam, iż w tym roku stuknie ... pół miliona!

niedziela, 30 stycznia 2011

Plany na rok 2011

Szachy:
udział w turnieju zgłoszonym do FIDE (prawdopodobnie w czerwcu w Żninie) i uzyskanie wyniku ponad 1900 Elo;
w Mistrzostwach Wągrowca (w X lub XI) zająć miejsce w pierwszej trójce.
Biegi:
10 km w Janowcu Wlkp. zejść poniżej 50 minut;
21,1 km w ... chyba Gnieźnie (zamiast Piły) zejść poniżej 1:50
42,195 km w Poznaniu zejść poniżej 4:15

sobota, 29 stycznia 2011

Turniej w SM w Wągrowcu

Siedmiorundowy szwajcar z czasem 10 minut na zawodnika, przy silnej obsadzie, to nie jest wygodny dla mnie turniej. Zagrało 22 zawodników, zdobyłem 5,5 punkta (przegrana z Adrianem Kurz i remis z Krzysztofem Okoniewskim), zająłem 3 miejsce. Na pocieszenie pozostaje mi wygrana z Lechem Schneiderem oraz wyprzedzenie w klasyfikacji Przemka Sydowa (był 4.) Jednak najważniejszym celem tego wyjazdu było "ogranie się" juniorów z Wapna.
-
Jedynym usprawiedliwieniem może być mocne zakatarzenie i chyba stan podgorączkowy.

niedziela, 9 stycznia 2011

Pierwsza piątka :)

Mimo obaw wyruszyłem na pierwszy trening w tym roku. Pięć kilometrów, to niby niedużo ale od czegoś trzeba zacząć a na lód trzeba było uważać :)

wtorek, 4 stycznia 2011

Szachotron :)

Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Poszło ... według planu - wygrałem 10 partii, czyli 20 zł, dołożyłem swoje 5 zł :)

wtorek, 28 grudnia 2010

Bajka szachowa

Ten 10-minutowy filmik ... robiłem ponad 2 dni i jeszcze nie jestem zadowolony - takie życie :)

Już w dniu publikacji filmiku pojawia się krótki wpis na stronie www.szachmistrz.eu :)

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Ciemny paznokieć


Po X MP widziałem, że coś nie tak z paznokciem u lewej nogi, na początku miałem nawet nadzieję że się wygoi. Później zrobił się niemal czarny i myślałem, że będzie schodzić a teraz od dołu pojawia się "zdrowy" obszar, czyli jakby się goiło. W każdym razie wkrótce miną 2 miesiące a paznokieć może do końca roku dojdzie.
____
23 stycznia 2011
Paznokieć w końcu ... zszedł i ... nic nie bolało, co prawda nowy jest nieco ... niekształtny ale ... dla mnie najważniejsze,że odbyło się to bezboleśnie i bez udziału lekarza tj. bez dodatkowych opłat
zrobiłem kilka zdjęć (czerwiec 2014 - serwer wapno.edu.pl przez jakiś czas będzie nieczynny, zatem chwilowo dostępu do zdjęć ... nie ma)
_________
20 kwietnia 2011
Paznokieć praktycznie wrócił do normalności ... :) dopisuję, bo okazuje się, że wielu internautów dociera na mojego bloga właśnie ze względu na ten wpis o paznokciu :)

sobota, 13 listopada 2010

Odszedł Mietek


11 listopada odszedł od nas w wieku 78 lat wieloletni zawodnik MDK Wągrowiec i Plezuro Skoki śp Mieczysław Pazderski. Zawsze miły, uprzejmy, uśmiechnięty, chętny do pomocy, do końca groźny przeciwnik na szachownicy - wygrywał z najlepszymi w naszym powiecie. ... Cześć Jego Pamięci

niedziela, 7 listopada 2010

Turniej w Rogoźnie

No nie idzie ... znów przeciętny wynik, praktycznie wszystkie partie wygrane lub lepsze a ... tylko 5 punktów. W ostatniej partii zabrakło z 5 sekund do zamatowania hetmanem. Najładniejszą partię miałem z Bohdanem Dalke - nie przyjął gambitu budapesztańskiego i dostałem aktywną pozycję, w końcu poświęciłem skoczka i wieżę ale ... wyjścia nie było - pięknie. Zwycięzcy (Pogorzelski, Ancuta) wygrywali za to "trupy" - autentycznie wygrywali przegrane partie, no pojąć tego nie mogę. Znów zacząłem psuć w 3 partii wypuszczając gościa z siatki matowej w niedoczasie. Naprawdę będę musiał zacząć grać w turniejach z zegarami elektronicznymi z dodawanym czasem. :)
Kuba zdobył tylko 1,5 punkta - nie zauważył, że mógł dać mata w 1 posunięciu - szkoda. Kamil Sikorski 4 punkty, Patryk Bochna 3 punkty.

niedziela, 24 października 2010

Mistrzostwa Powiatu ...

Cały czas problemy, zamiast poprawy spadek o jedno miejsce - w 2009 roku byłem 6. w 2008 3. miało być lepiej a ... wygrałem co prawda z Lechem Schneiderem ale porażki z Krzysztofem Szwonem i Przemysławem Sydowem oraz remisy z rodzeństwem Hoffmann i Krzysztofem Okoniewskim dały tylko 5,5 punkta. Miałem jeszcze szczęście w ostatniej partii z Edziem Wodnickim, gdzie w równej pozycji zrobił głupi błąd. Chociaż może właśnie tak powinienem grać 15-ki tzn. szybko, bez większych fajerwerków z założeniem gry na remis i oczekiwaniem na błąd przeciwnika lub jego niedoczas. Teraz pozostaje czekanie kolejny rok na rewanż :(

niedziela, 10 października 2010

XI Maraton Poznań


Miało być tak pięknie ... 4 godziny ... ale to nie takie proste. Pierwszą połówkę i owszem biegłem z grupą 4:00 ale oni chyba trochę za szybko biegli. Do 30 km było ok no może do 28 bo wtedy zacząłem chwilami maszerować ale czas był jeszcze ok później ... hmmm niby lepiej niż w roku ubiegłym ale niedosyt zostanie ostatecznie 4:24:15 brutto 4:23 netto czyli ponad 5 minut lepiej niż w roku ubiegłym i na dodatek całkiem przyzwoity finisz. Po biegu czułem się dobrze - żadnych problemów, żadnych obtarć czy skurczów. Jednak niedosyt że znów nie dałem z siebie wszystkiego. Doszły jednak dodatkowe koszty w drodze do Poznania złapały mnie "smerfy" i chciały wlepić 200/300 zł, skończyło się na 100.
Za rok będzie co poprawiać :)

sobota, 25 września 2010

33 km w 200 minut


Mój najdłuższy dystans od ubiegłorocznego maratonu. Ostatnie długie wybieganie przed tegorocznym maratonem. Zaczęło się od pięknego wschodu słońca. Zdjęcie niestety nie oddaje tego piękna. Słońce wydawało się duże i było czerwone tego niestety na zdjęciu nie widać (musi pozostać tylko w pamięci). Księżyc też był widoczny rankiem. Zatem dzień zapowiadał się znakomicie. Bieg odbywał się planowo, równiutko, spokojnym tempem. Były marsy co 10 km i oczywiście woda, ponadto wpadłem na nowy "patent" - obawiałem się trochę o odciski na stopach i ubrałem 2 pary skarpet. Biegowe Kalenji i na te jeszcze zwykłą parę skarpet. Okazało się, że był to bardzo dobry pomysł. Słońce świeciło na tyle mocno, że nawet trochę się opaliłem. Zostały jeszcze tylko 2 tygodnie do Poznania teraz już tylko lekkie treningi.

Internetowe Dzienniki Biegowe

sobota, 18 września 2010

30 km w 03:03:03

No nie zupełnie tak było ... było 3:04 ale w tytule ładnie wygląda :) i tak naprawdę powinienem być zadowolony. Zjadłem 3 marsy i to jest chyba klucz do sukcesu tzn. nie chciało się jeść a ... jadłem. Generalnie byłem zdziwiony, że tak ciężko "wchodzą" - na jednego potrzebowałem ok. 1 km, czyli ok. 6 min ale chyba właśnie dzięki tym marsom nie miałem żadnego problemu z mięśniami i spokojnie dobiegłem :) gdybym jeszcze częściej patrzył na zegarek, to pewnie bym zdążył na tytułowy czas.

sobota, 11 września 2010

20-stka w 2h


Jak w tytule - 6 dni po Pile całkiem spokojnie, równiutko - pierwsza dyszka w 1h i pół minuty, druga dyszka 1h i 1 minutę. Patrząc na dziennik biegowy zauważyłem, że właśnie przekroczyłem 2000 km od chwili założenia (prawie półtora roku). Gdy spojrzałem tam na zapiski z roku ubiegłego, to okazało się że w roku 2009 tydzień po Pile zrobiłem 30 km ale o ile dobrze pamiętam, to ostatnia 5-ka była już marszem a w następnym tygodniu robiłem dziwnie krótkie treninngi, zatem ... coś było nie tak. Za to dzisiaj pełen luz, po biegu tak jakby go nie było. Zastosowałem aerozol z Niemiec, może pomógł. Za to za tydzień planuje również spokojnie zrobić 30 km ale tak żeby je przebiec :-)

Internetowe Dzienniki Biegowe
Jeszcze jedna fotka z Piły od Radka :)

niedziela, 5 września 2010

Półmaraton w Pile




Mój numer 1484
... cóż - nie udało się. Pogoda była OK, pierwszą połówkę biegłem bardzo dobrze ale ... widocznie odbiło się nie bieganie 20-tki przez ostatni miesiąc tj. Niemcy, deszcze, angina, po anginie. Ostatecznie 1:54:55 brutto, 1:53:53 netto czyli ponad 3 minuty gorzej niż w roku ubiegłym. Wygrała młodość - moi byli uczniowie Mikołaj Łosiak ok. 1:48 i Radosław Hęś ok. 1:50 (debiut!). Ja od połówki tej połówki jakoś nie mogłem się zmobilizować ... coś mi nie zależało. Niby były siły ale ... cóż za rok będzie szansa poprawić. Może trzeba było wolniej zacząć? Ale nie było najgorzej, może w Poznaniu będzie lepiej :)

niedziela, 29 sierpnia 2010

Tydzień do półmaratonu w Pile

Został tydzień, biegam tylko dyszki i to jeszcze spokojnie a wszystko przez tę anginę. Jeszcze niedawno zastanawiałem się, czy nie zacząć biegu z grupą na 1:45 ale chyba bezpieczniej będzie biec z grupą na 1:50 i na końcówce im uciec (jeśli będą siły).

środa, 18 sierpnia 2010

Jak się wali, to na całej linii

W niedzielę kiepsko na turnieju szachowym a w poniedziałek złapała mnie angina. Dwa dni gorączka w okolicach 39 stopni (nawet 39,9) przerwa w treningach i piątkowy wyjazd nad morze pod wielkim znakiem zapytania. Najgorsze to te kłopoty z przełykaniem, wczoraj nawet zemdlałem.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Turniej "Lato na Pałukach"


W sobotę wróciłem do Polski a w niedzielę już na turniej (trochę szybko). Organizacja ... kiepska, z jednej strony starosta, który chce "coś" zrobić ale właściwie nie ma mu kto pomóc. Ostatecznie to ja wziąłem się za "zorganizowanie" szachownic, w tym celu musiałem odszukać klucz do pomieszczenia gdzie są przechowywane itd. W trakcie turnieju drukarka odmówiła drukowania, całe szczęście że mam doświadczenie z programem CAPro, bo starosta kilka razy też nie widział co począć. Pierwsza partia z juniorkiem - bez problemów, druga partia z moim rówieśnikiem D. Szopierajem i ... w debiucie oddałem piona ale starałem się grać aktywnie i pozycja się trzymała nieźle. Drań wiedział, że mam notorycznie niedoczasy i grał na to (bo graliśmy oczywiście na zegarach mechanicznych). Do końca zostało mi półtora minuty, pozycja dobra ale czas, Szopieraj stara się grać szybko i ... zauważam szansę na wiecznego szacha, wręcz krzyczę "remis", on od razu przyjmuje i trudno się dziwić, bo tak naprawdę był mat w jednym posunięciu - WSTYD, WSTYD, WSTYD takiego czegoś nie zauważyć (ale tak już się spalam w niedoczasach na mechanicznych zegarach). W końcu pół punkta z faworytem turnieju (o rankingu niemal 2200) to też coś. Następna partia też z wygą turniejowym M.Czechem i ... zaskakuję go gambitem budapesztańskim i zdobywam pionka, i pozycja jest aktywna i ... proponuję remis (to się później na mnie mści) ale kilka niedookładności i ... łapie mi hetmana, później było już tylko gorzej. W ostatniej partii z Mieciem Pazderskim, lepsza pozycja i presja gry na wygraną, i ... już widzę siatkę matową, już myślę, że daję mata ... a mata nie ma, to mnie tak deprymuje że przegrywam i tą partię. Po wygranej byłoby przyzwoicie (5,5 pkt) a tak tylko 4,5 pkt. 15 miejsce czyli wynik fatalny ale na szczęście nie oddający tego co się działo np. tego że miałem "na widelcu" Szopieraja. Pewnie gdybym wygrał tę partię turniej potoczyłby się zupełnie inaczej (dla mnie) ... :)

środa, 11 sierpnia 2010

Pożegnalna dyszka :-)


Prawdopodobnie ostatnia "dyszka" podczas tegorocznego pobytu w Niemczech (chociaż może jeszcze mi odbije). Biegłem bez specjalnych opcji na rezultat ale w drugiej połówce trochę się zmobilizowałem aby zejść poniżej 50 minut ... i udało się, ostatni kawałek z górki (ok. 1 km) zrobiłem w 4:01 min a ostatecznie ten typowy mój kawałek (prawdopodobnie niespełna dyszka) wyszła w 49:56, czyli całkiem przyzwoicie, gdybym tak pobiegł w Pile to byłoby 1:45 h czyli nieźle :) Cóż ... za 3 dni już w Polsce ... ale muszę przyznać, że pod pewnym względem jesteśmy "za" Niemcami - to ich "Hallo" podczas spotkania zupełnie nieznanych sobie ludzi jest naprawdę sympatyczne (a dla nich jest naturalne).

niedziela, 8 sierpnia 2010

Ostatni tydzień pobytu w Niemczech :)


Już tylko pięć dni roboczych zostało i to jeszcze chyba na galwanice ale to już nie ma znaczenia teraz już czuję gorączkę wyjazdu/powrotu :) ok. 200 m od mojej kwatery jest gospodarstwo, na którym można spotkać wielbłądy. Jak mnie zobaczył, to zaraz w moją stronę ruszył, pewnie liczył na poczęstunek :) Z bliska budzi respekt :)

sobota, 7 sierpnia 2010

5. Heidelauf - Ense-Hoingen 10 km


Dziwnym trafem wystartowałem w zagranicznym biegu na 10 km (podczas spaceru po mojej miejscowości zobaczyłem plakat informacyjny). Nastawienie było na złamanie życiówki ale jak zobaczyłem profil trasy, to zwątpiłem - pierwsze 5 km z górki a druga półówka pod górkę, różnica poziomów 120 m (!). Organizacja biegu bez zarzutu, świetne oznaczenia, zangażowanych mnóstwo ludzi do obsługi, startowe mniejsze niż w Polsce, bo tylko 4 Euro. Start na 10 km nastąpił z lekkim opóźnieniem, bo czekano na wszystkich zawodników z biegu na 5km i nordic walking. Stawka od samego początku się rozciągnęła i nie było zbyt wielu mijanek. Międzyczas na 5 km rewelacyjny 22 minuty z groszami (tak chciałbym biegać normalnie) ale na drugiej połówce już zdarzały mi się chwile przejścia do marszu i trwała ona równe pół godziny - razem wyszło 52:01, czyli przeciętnie (miało być lepiej) oczywiście na płaskim stadionie okazało się, że miałem jeszcze dużo sił i stać mnie było na przyzwoity finisz. Spiker przedstawił mnie jako niespodziewanego gościa z Polski i były oklaski. Na mecie napoje i jakieś dezodoranty do mięśni. Niestety w tomboli (losowaniu nagród wśród numerów startowych) nie wylosowano mojego numeru (tylko o jedno oczko większy - nagrodą była 5l beczka piwa). Z wydruku wynikało, że zająłem 27 miejsce na 38 zawodników (3 lub 4 kobiety miały oddzielną klasyfikację). Życiówki nie było ale jak na bieg "górski" nie było najgorzej i trochę jeszcze zabrakło mobilizacji, bo siły jeszcze były :)
(tylko takie zdjęcie udało mi się znaleźć - po prawej stronie z nr. 1940)