czwartek, 30 lipca 2026

Porażka LECHA a @PITS-Jacy

 

Normalnie nie pojechałbym na ten mecz, bo uznałbym to za stratę czasu i pieniędzy. Chociaż LECH ostatecznie odpadł, mimo potężnej zaliczki (na wyjeździe 4:1), to ostatecznie uznaję, że warto było pojechać i oglądać tę porażkę, chociażby po to, żeby wyciągać wnioski. Podejrzewam, że mały odstetek polskich kibiców nie wierzył w awans LECHA. Przecież taka przewaga, własne boisko, tłumy dopingujących kibiców. Na początku jeszcze karny, który ostatecznie został odwołany, ale gdyby jednak był, to mógł zupełnie zmienić obraz meczu. Później stracona bramka, no ale przecież było 4:1 na wyjeździe. Druga stracona bramka ... no dobrze, ale nadal jest awans.  Intuicja podpowiadała mi jednak ... poczekajmy z wyrokami. A tu ciach i 0:3. Wielu kibiców myślało sobie ... no dobrze, będzie dogrywka, to jak się w meczu tak oszczędzali, to może w dogrywce będzie im łatwiej? Ruszyła dogrywka i ruszyli do boju i jest bramka dla LECHA ... no "będzie dobrze", wystarczy utrzymać ten wynik i jest awans. Jednak Duńczycy nie kapitulują i wyrównują w dogrywce. OK, będą karne. Pierwsza kolejka, Lechita strzela, Duńczyk nie. W takim razie awans LECHA to już formalność. Niezupełnie. Następne dwie kolejki, to pudła Lechitów i bramki Duńczyków, sytuacja się odwraca. Ostatecznie awans Duńczyków. Duńskich kibiców było ... kilkuset, na te ponad 36 tys. ludzi na stadionie. Jednak ich doping był naprawdę zorganizowany, cały ich sektor regularnie włączał się w różny ale skoordynowany sposób do mobilizowania swoich. Ich wiara w drużynę ostatecznie przyniosła sukces. LECH startował z pozycji faworyta (z dużą przewagą) i niby, gdy był "doganiany", to udawało mu się "odskakiwać" do przodu a jednak ... skazany na pożarcie Aarhus GF przedł do dalszego etapu rozgrywek.

Oprócz tego wątku zapiszę sobie jeszcze jedną uwagę. Do tej pory oglądjąc mecz skupiałem się na fragmencie boiska, gdzie była piłka. Zwłaszcza oglądając w tv gdzie zmuszonym się jest na oglądanie tego co aktualnie pokazują kamery. Natomiast będąc na tym meczu osobiście próbowałem się poczuć jak trener obserwujący swoich podopiecznych. Tzn. patrzyłem na calość (starałem się), kto wychodzi na czystą pozycję, kto walczy do końca o piłkę, kto wykazuje się sprytem itd. i w taki sposób ten mecz stał się dla mnie ... ciekawszy.

To teraz do @PITS-Jacy. ... Zaczynam od "przegranej pozycji" tzn. nie mam zasięgów, próbuję dopiero zainteresować środowisko. Musżę być na tyle elastyczny, aby w przypadku pojawiającej się okazji potrafić ją wykorzystać na chociaż minimalny postęp i zdobycie chociaż kolejnego "przyczółka" w walce o stworzenie HUBa. To wymyślam 👍Jacy, to dodaję LIVE, to znajdując  jakiś post, piszę na priv do autora, proponując pomoc przy promocji etc. etc. Wyniki nie przychdzą. Bardzo łatwo się poddać i dać sobie spokój. Wytrwałość w ostateczności powinna się opłacić.

„Kropla drąży skałę” to znane przysłowie pochodzące od rzymskiego poety Owidiusza („Gutta cavat lapidem, non vi, sed saepe cadendo” – kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym padaniem). Oznacza ono, że wytrwałość, cierpliwość i małe, ale regularne działania prowadzą do wielkiego celu.

_________________

To powyżej pisałem ja - człowiek. Omylny, zaangażowany emocjonalnie, nie wszystko wiedzący. Nawet nie poprawiam literówek, które mi Gemini wskazało. Podam jednak wersję zredagowaną przez AI.

Normalnie nie pojechałbym na ten mecz, bo uznałbym to za stratę czasu i pieniędzy. Chociaż LECH ostatecznie odpadł – mimo potężnej zaliczki z wyjazdu (4:1) – to uważam, że warto było tam być i zobaczyć tę porażkę choćby po to, żeby wyciągnąć wnioski.

Podejrzewam, że mało który polski kibic nie wierzył w awans LECHA. Przecież taka przewaga, własne boisko, tłumy dopingujących fanów... Na początku jeszcze karny, który ostatecznie został odwołany – ale gdyby jednak był, mógłby zupełnie zmienić obraz meczu. Później stracona bramka, no ale przecież było 4:1 na wyjeździe. Druga stracona bramka... no dobrze, ale nadal mamy awans. Intuicja podpowiadała mi jednak: poczekajmy z wyrokami. A tu ciach i 0:3!

Wielu kibiców myślało sobie: „No dobrze, będzie dogrywka. Skoro w meczu tak się oszczędzali, to może w dogrywce będzie im łatwiej?”. Ruszyła dogrywka, ruszyli do boju i jest bramka dla LECHA... No, „będzie dobrze”, wystarczy utrzymać ten wynik i jest awans. Jednak Duńczycy nie kapitulują i wyrównują. OK, będą karne. Pierwsza kolejka: Lechita strzela, Duńczyk nie. W takim razie awans LECHA to już formalność. Niezupełnie. Następne dwie kolejki to pudła Lechitów i bramki Duńczyków – sytuacja się odwraca. Ostatecznie awansują Duńczycy.

Duńskich kibiców było kilkuset na te ponad 36 tysięcy ludzi na stadionie. Jednak ich doping był naprawdę dobrze zorganizowany – cały sektor regularnie i w skoordynowany sposób włączał się w mobilizowanie swoich. Ich wiara w drużynę ostatecznie przyniosła sukces. LECH startował z pozycji faworyta (z dużą przewagą) i niby, gdy był „doganiany”, udawało mu się „odskakiwać”, a jednak... skazany na pożarcie Aarhus GF przeszedł do dalszego etapu rozgrywek.

Oprócz tego wątku zapiszę sobie jeszcze jedną uwagę. Do tej pory, oglądając mecz, skupiałem się na fragmencie boiska, gdzie była piłka – zwłaszcza przed telewizorem, gdzie jest się skazanym na to, co akurat pokazują kamery. Natomiast będąc na tym meczu osobiście, spróbowałem poczuć się jak trener obserwujący swoich podopiecznych. To znaczy starałem się patrzeć na całość: kto wychodzi na czystą pozycję, kto walczy do końca o piłkę, kto wykazuje się sprytem itd. W ten sposób ten mecz stał się dla mnie znacznie ciekawszy.

A teraz do @PITS-Jacy... Zaczynam z „przegranej pozycji” – nie mam zasięgów, dopiero próbuję zainteresować środowisko. Muszę być na tyle elastyczny, aby w przypadku pojawiającej się okazji potrafić ją wykorzystać do zrobienia choćby minimalnego postępu i zdobycia kolejnego „przyczółka” w walce o stworzenie HUB-a. A to wymyślam 👍Jacy, a to dodaję LIVE, a to znajdując jakiś post, piszę na priv do autora z propozycją pomocy przy promocji etc. Wyniki nie przychodzą od razu. Bardzo łatwo się poddać i dać sobie spokój, ale wytrwałość w ostateczności powinna się opłacić.

„Kropla drąży skałę” to znane przysłowie pochodzące od rzymskiego poety Owidiusza („Gutta cavat lapidem, non vi, sed saepe cadendo” – kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym padaniem). Oznacza ono, że wytrwałość, cierpliwość i małe, ale regularne działania prowadzą do wielkiego celu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz