niedziela, 6 stycznia 2019

Dawaj, Królu, dawaj!


Tak mnie zachęcał do biegu fotograf na trasie. Założeniem było przynajmniej złamanie godziny, ale się nie udało. Przy czym 5 km zrobiłem poniżej 30 minut, ale widocznie tempo spadało. Z pustego i Salomon nie naleje. Nie było treningów, to i nie ma rezultatów. Można wręcz się cieszyć, że się dobiegło. Bieg Trzech Króli w Wapnie miał teraz swoją trzecią edycję i zapisanych było ponad 500 zawodników. To naprawdę dużo jak na takie Wapno. Gdyby miało być więcej, to już trzeba myśleć o systemie Toy-toy, bo szkoła staje się zbyt mała.
Nie mogę narzekać na pogodę. Było ok. zera stopni, nie było opadów i tylko symboliczny wiaterek, który trudno uznać za przeszkodę. Trasa nie ma wielkich górek, ale pofalowana jest chyba bardziej niż w Janowcu Wlkp. Jak wbiegałem na metę, to podobno spiker powiedział "król Jacek Haja". Myślę, że "dno biegowe" (moje) zostało osiągnięte. Zatem teraz chociaż wrócić do 2/3 treningów w tygodniu i powinna nastąpić poprawa. Teraz jeszcze sobie przypomniałem, że przecież całą końcówkę grudnia przechorowałem, co pewnie też ma znaczenie.
FOTO z biegu (MR)
-
Od rana czekałem aż licznik na YouTube pokaże dwójkę z przodu. Co jakiś czas (godzinę lub dwie) stan był aktualizowany.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza