sobota, 1 marca 2014

Podsumowanie Gniezna

Wkrótce może jeszcze rozwinę a teraz, żeby nie zapomnieć>
Pierwsza partia z seniorem (na oko 70 lat), [Kapeliński Zygmunt 74 l.] białymi, przeciwnik grał sycylijską, długo się trzymał, już miałem obawy ale się pogubił i punkt.
Druga partia, jedyna na scenie, czarnymi z mm Marcinem Sieciechowiczem. Zagrałem ... gambit budapesztański a co i to jeszcze ten wariant, w którym Jobava ograł Wojtaszka i ... nawet miałem lepszy czas i długo było dobrze tzn. równo, widać że szukał pomysłu jak to pokonać i znalazł ale na pewno nie miał łatwo.
Trzecia partia z juniorem Kajetanem Żygadło, białymi graliśmy partię włoską, nie zbił skoczkiem piona na e4, zdążyłem zrobić roszadę a od tak się zablokował, że prawie mu hetmana złapałem, musiał oddać figurę i było po partii.
Czwarta partia, czarnymi z juniorem Arturem Hrymowiczem, partia szkocka, wariant z hetmanem na h4. Grał szybko i to mnie trochę niepokoiło. Zostawiał piony pod biciem ale były bardzo "zatrute" i wolałem nie brać. Jednego jednak wywalczyłem, czyli przewagę miałem. Roszady mieliśmy w przeciwne strony. W długiej partii na pewno bym go "rozjechał" ale wybrałem powtórzenie posunięć, bo miał kilka minut przewagi.
Piąta partia z juniorką, Weroniką Momot, białymi. Ona zagrała obronę francuską a ja wybrałem mój "bezpiecznik". Trzeba przyznać, że grała dobrze i długo była napięta sytuacja ale w końcu czegoś nie zauważyła i pozycja zaczęła się jej sypać.
Szósta partia z kandydatem Łukaszem Kałużnym (2100), czarnymi. Zagrał d4 ja skoczek f6 a on Sf3 i ... poszedłem w układ symetryczny. Podobną partię grałem niedawno na chess.com i dlatego śmiało szedłem w ten wariant. Wyszedłem z debiutu bez strat. Pozycja była naprawdę równa. Niestety zacząłem się zastanawiać. Doszliśmy do końcówki pionowej i po jednym skoczku. Nie chciałem niczego przeoczyć i zawsze znalazłem dobre odpowiedzi. Niestety czas się skończył ale przeciwnik sam przyznał, że był tylko remis. Gdybym wytrzymał z czasem i dowiózł remis pewnie byłoby to największe osiągnięcie na tym turnieju.
Siódma partia z juniorem, Marcinem Królem, białymi. Grał obronę sycylijską i był to wariant gdzie skoczek z d4 idzie na b5. Trochę go ścisnąłem, trochę się go bałem, bo widziałem, że zremisował z Adrianem Kurzem, zatem na pewno coś tam potrafił. Jednak udało mi się wcisnąć mu zatrutego piona i stracił figurę. W normalnej, klasycznej partii nie miałby żadnych szans ale zachciało mi się zrobić mu mata, bo zapędził się daleko swoim królem. Jednak została mu jeszcze furtka dla jego wieży i ... zwątpiłem a zostało 20 sekund. Zgodziłem się na remis, bo wypuszczając go z pułapki matowej mógłbym przegrać tę partię na czas, mimo przewagi.
Ósma partia z Marcinem Mullerem, który jeździ z turnieju na turniej, bo gdzie tylko przeglądam listę zapisanych zawodników, to go widzę na liście :) Graliśmy partię czterech skoczków, długo było równo. Jednak kilka pasywnych posunięć z jego strony i udaje mi się zdobyć jakość a właściwie nawet figurę, bo nie odbił od razu i próbował jeszcze skomplikować ale udało mi się sparować groźby i w końcu zostałem z wieżą więcej i punkt.
Nadeszła ostatnia dziewiąta runda a ja miałem 5 punktów - nieźle. W ostatniej rundzie dostaję juniora - Piotra Kamińsiego ... i ... tu błąd już na początku nastawiam się, że muszę wygrać. Błąd, wielki błąd! Ja białymi jak zwykle e4 a on poszedł w sycylijską. Nie miałem pomysłu na grę, ustawiłem się trochę pasywnie, w końcu podstawiłem piona (pojechałem o jedno pole za daleko i zobaczył, niby był broniony ale nie mogłem bić). Pozycja zrobiła się kłopotliwa ale w końcu znalazłem komplikacje i zacząłem wychodzić na prostą. Partia zrobiła się naprawdę ostra i porobiłem takie groźby matowe, że ... przy dodawanym czasie miałbym wygraną, bo jeśli by się przed matem wybronił, to miałby ogromne straty. Już widział, że jest tragicznie ... ale widział, że zostały mi 3 sekundy ... nie zdążyłem (nie chciał remisu).
Zatem zostałem z pięcioma punktami. Niby plan wykonany ale niedosyt zostaje.
Nie czekałem już na zakończenie, nie wiem czy coś wygrałem. Skończyłem grać ok. 17:30, przyjechałem do domu, jest 20:15 a ... serwis turniejowy ... jeszcze nieuaktualniony. Szkoda. Już na starcie mieli pół godziny straty ale się nie przejmowali. Grało ostatecznie 152 zawodników, było już trochę ciasno. Nie korzystali z projektora, przerwy trochę się przedłużały. Koszulki mieli fajne, jeśli wybrałem dobry rozmiar, to przyda się do biegania, bo techniczna :-) Ciasto mieli, wykorzystali mój pomysł :) (upiekły mamy zawodników). Grochówka była dobra ale co ponadto, to trzeba było kupować.
Wczoraj zauważyłem, że w Trzciance będzie jednak IV Memoriał tylko, że w kwietniu. Fundusz nagród będą mieli "kosmiczny" :) ale wpisowe niestety też duże. Trzeba się poważnie zastanowić. W końcu szachy szybkie, to nie jest moja specjalność. Kusi trochę fakt, że będzie jednak dodawany czas ale tyle kilometrów do tej Trzcianki. Jechać, zmarnować cały dzień, trochę kasy i zdobyć ostatecznie 5 punktów? Wątpliwości jest dużo. Jeszcze przemyślę.
---
Wyniki pojawiły się ok. g. 20:35. Ostatecznie 52 miejsce (przy 6 punktach byłbym na +- 31)
---
Pewnie zwyciężył GM Jacek Tomczak, zdobywając komplet punktów
Powyżej fragment z końcówki partii z Kamilem Szadkowskim. Byłem tam, gdy zostało im po trzy minuty (z kawałkiem). Pozycja Jacka na pierwszy rzut oka wcale nie wygląda wesoło, wręcz jest ściśnięta i jest zmuszony do obrony ... ale, ta koncentracja, to widzenie wszystkiego ...
---
Fotki z Gniezna

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza