sobota, 6 kwietnia 2013

Dwa słówka na temat zdrówka

Tak nazywa się konkurs recytatorski, który corocznie odbywa się w mojej szkole. Jednak nie o nim chcę napisać. W poprzednim tygodniu była wizyta u stomatologa - ja 100 zł, Ewa 100 zł.  Za dwa tygodnie będzie kolejna wizyta, znów będzie 200 zł. Ot tak gość uprościł stawkę, przy czym uważam że jest naprawdę dobry i w sumie tani, w porównaniu do konkurencji. Jakub niedawno był na basenie i ucho mu się zatkało. Lekarz rodzinny nie potrafił pomóc, odesłał do laryngologa. Na noralną wizytę trzeba by kilka tygodni poczekać. Na początek kupiliśmy krople, dwadzieścia kilka zł, niestety nie pomogły. Wczoraj wizyta prywatna w Wągrowcu, przejazd dwa razy 25 km, koszt wizyty 60 zł do tego leki z recepty 32 zł. Dwie godziny czekania, z benzyną razem grubo ponad 100 zł. W środę była jeszcze wizyta, też w Wągrowcu, prywatnie, wizyta Maksa u okulisty - koszt 80 zł. Zatem w tym krótkim okresie, z benzyną, ponad pół tysiąca. Cały czas wizyty Jakuba u pani alergolog, jedna 80 zł. Tak, taka jest proza życia - niedawno rozliczałem PIT - na fundusz zdrowotny, razem z Ewą przekazaliśmy ponad 6 i pół tysiąca (!!!). Z tamtych pieniędzy mamy tylko wizyty u lekarza rodzinnego, który przy przeziębieniach wyśle do apteki a w innych przypadkach wysyła do specjalisty, gdzie my i tak jedziemy prywatnie, bo czekanie mija się z celem. Moja mama wydaje grube pieniądze na leczenie kolana, które i tak ją dalej boli. Za każdą wizytę płaci ponad sto zł, przekazała już kopertę na konto operacji, której termin i tak jest enigmatyczny i cały czas odsuwany w czasie. Wypróbowała już wszystkie tabletki, maści zastrzyki, środki przeciwbólowe. Wydała naprawdę duże pieniądze a kolano jak bolało, tak boli. Tak to wygląda służba zdrowia w naszym kraju. Dlatego uważam podobnie jak JKM - rozwiązać ten NFZ, sprywatyzować służbę zdrowia i powinno być lepiej, bo "czy ktoś widział konia wręczjącego łapówkę weterynarzowi?" a jakoś w weterynarii nie słychać o aferach i nikt nie narzeka.
To jeszcze trochę o edukacji. Pokazałem Ewie kolejny filmik z mojej lekcji z gimnazjalistami i była załamana (ich arogancją i bezczelnością). To trzeba przeżyć - taki kontakt z "gimbazą"! Łatwo się o tym mówi zza biurka, jako urzędnik. Co z tego, że nawet większość będzie do zniesienia. Wystarczy kilkoro "na fazie" i "jest jazda". Dlatego, mimo iż pracuję w publicznej szkole, uważam że szkolnictwo też należałoby sprywatyzować. Darmowa mogłaby być szkoła podstawowa, gdzie dzieci nauczyłyby się czytać, pisać i liczyć (tak w skrócie) a dalej albo idziesz się uczyć zawodu (i płacisz własną pracą za naukę) albo idziesz do płatnej szkoły "ogólnokształcącej" i płacisz i wymagasz i dostosowujesz się do pewnych zasad albo np. się nie dostosowujesz i wylatujesz. Jak masz pieniądze to idziesz do innej szkoły, bo cię stać. Jak jesteś biedny, to się uczysz jak szalony, aby ewentualnie załapać się na jakieś stypendium (to tak, aby nie zamykać drogi zdolnym a biednym). Mógłbym o tym temacie jeszcze wiele pisać. Teraz sobie sygnalizuję, aby móc w przyszłości się odwołać. Życie nas uczy - JKM może spokojnie się odwoływać do swoich wypowiedzi/wystąpień sprzed dwudziestu lat. Natomiast inni politycy co innego mówią na początku kadencji, później mają już poglądy zupełnie inne. Co innego mówią, co innego czynią. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz